French flag English spanish flag

Dziennik patriotów katolickich
dla reformy monetarnej Kredytu Społecznego

Bogactwo i etyka gospodarowania

w dniu sobota, 01 sierpień 2009.

Bogactwo a dar

System kapitalistyczny osiągnął stan dojrzało­ści, lecz cele moralne tego systemu nie są rozpo­znane. Właściciele dużych firm – zwłaszcza chrze­ścijańscy, i inni, w tym ze Stanów Zjednoczonych, wskazują na ten istotny brak, który uniemożliwia im pogodzenie odpowiednich wartości religijnych z wartościami ekonomicznymi, gospodarowania w ramach kapitalizmu.

Zastanówmy się nad trzema pojęciami, których rozpoznanie jest istotne dla dyskusji nad etyką go­spodarowania w kapitalizmie. Czym jest zatem owo bogacenie się i czy zaakcentowanie w tym wyrażeniu zaimka się nie stwarza od razu trudno­ści z właściwym odniesieniem etycznym? Jaka jest relacja ubóstwa do bogactwa i czym jest, wobec tych dwóch kategorii wartościujących, stan posia­dania, normalny poziom posiadania? Czy w oglą­dzie globalnym kapitalistyczne sposoby gospoda­rowania powodują pokonanie ubóstwa, czy też je pogłębiają? Istotne jest także zwrócenie uwagi w dyskusji nad moralnymi aspektami gospodarowa­nia nie tylko na materialny wymiar bogactwa i ubó­stwa, lecz równocześnie na ich wymiar duchowy.

Bogacenie się jest rzeczownikiem pochodzą­cym od czasownika bogacić się. A ten oznacza „stawać się bogatym, zasobnym w coś, majętnym". We właściwym znaczeniu bogacenia się przed­mioty majętności są materialne. W znaczeniu przenośnym bogacić się oznacza „przysparzać so­bie jakichś wartości niematerialnych, stawać się doskonalszym, wszechstronniejszym". Z tego po­wodu w języku wypowiedzi religijnych, w którym owo przenośne znaczenie bogacenia się jest waż­niejsze niż właściwe, używa się słowa ubogacić. Charakterystyczne jest to, że czasownik ubogacić bezpośrednio zawiera w sobie treść obdarowania bogactwem (przez Boga, innego człowieka, lek­turę, właściwe postępowanie) i nie zawiera treści zdobywania w imieniu własnym, czy też grupy, po­nieważ trudno jest mówić, np. o zdobywaniu do­skonałości, lecz raczej o dążeniu do niej drogą rozwoju duchowego i moralnego.

O bogactwie można powiedzieć, że jest zdo­bywane, osiągane lub darowane. Osiąga i zdo­bywa się coś, co wcześniej do zdobywającego nie należało, lecz stało się celem jego działania i co może być zdobyte lub osiągnięte w sposób uczciwy, legalny, ale też może być zdobyte lub osiągnięte przemocą lub gwałtem. W przypadku bogactwa darowanego koniecznie występuje oso­bowa relacja między obdarowywanym o obdaro­wującym. Rodzaj bogactwa przyjętego w ten spo­sób w większym stopniu zależy od darczyńcy niż od obdarowanego.

Bogacenie odbywa się także w wyniku używa­nia i przekształcania dóbr naturalnych, które za­sadniczo nie są przypisane żadnej osobie. Dobro naturalne jest już z zasady uniwersalne, należy bowiem do wszystkich. Bogactwo wytworzone w ten sposób wymaga niewątpliwie wysiłku bogacą­cego się, ale zwykle nie jest to wysiłek pojedynczej osoby, co w połączeniu z tym, że i tworzywo ma charakter naturalny, tak osiągnięte bogactwo czyni uniwersalnym i wymaga uniwersalistycznego po­dejścia w zarządzaniu dobrami.

Dobro, które zostało dodane do stanu posia­dania osoby lub grupy osób, a więc dobro, które stało się przedmiotem wzbogacenia, w każdym z omówionych przypadków nosi znamię dobra uni­wersalnego – ostatecznie należącego do całej ludzkiej wspólnoty, i to w wymiarze pokoleniowym. Przeświadczenie o tym, że posiadane dobro jest posiadającemu podporządkowane z racji wzboga­cenia się, że ma nad nim władzę, że upoważnia go ono do władzy nad innymi – jest niezgodne ze szczególnie podkreślaną przez Jana Pawła II za­sadą uniwersalności wszelkich dóbr, z prawem uniwersalnego używania, uniwersalnego prze­znaczenia dóbr.

Bogactwo może być zatem postrzegane tylko w jeden sposób – jako dar przyjęty dobrowolnie, na jakiś czas, w zarządzanie, aż do czasu przeję­cia przez innych, na skończony czas trwania spraw ziemskich. Poczucie bycia obdarowanym pociąga za sobą odpowiedzialność za posiadane dobro za­równo w sensie jego ochrony przed ewentualnym zniszczeniem, jak i służenia tym dobrem innym, traktowaniem go jako źródło dobra uniwersalnego, bo sam fakt przypisania dobra poszczególnej oso­bie (wzbogacenia jej o to dobro) nie znosi uniwer­salności dobra jako takiej.

Ubóstwo i bogactwo

Rozpatrywanie łącznie kategorii bogactwa i ubóstwa przenosi dyskusję o etyce bogacenia się z płaszczyzny indywidualnych działań przedsiębior­czych w sferę społecznych konsekwencji tych działań. W taki oto sposób określa się słownikowo oba te terminy – bogactwo to po pierwsze: „ogół dóbr mających dużą wartość materialną, zasob­ność w te dobra; majątek, skarb, zamożność, ma­jętność, dobrobyt", po drugie – bogactwo to: „wielka obfitość, albo liczba czegoś, różnorodność czegoś; obfitość". O ile w znaczeniu czasownika bogacić się występowało przenośnie odniesienie do dóbr niematerialnych, to w przypadku rzeczow­nika bogactwo odniesienie do dóbr materialnych, przeliczalnych jest – jak się wydaje – silniejsze.

Ubóstwo natomiast ma w znaczeniu słowniko­wym wymiar zarówno materialny, jak i niemate­rialny. Ubóstwo to „brak dostatecznych środków do życia; bieda, niedostatek", zarazem ubóstwo ozna­cza małą „ilość albo liczbę czegoś, ograniczenie", np. „stylu, języka, myśli, wyobraźni" czy też inte­lektu, „życia kulturalnego, duchowego, moralnego".

Zarówno bogactwo, jak i ubóstwo określają stan posiadania. Niektóre przedmioty posiadania nie są wprost mierzalne, np. intelekt. Wiele jednak z nich można ilościowo określić. Bogactwo byłoby wyznaczone przez wysoką wartość dóbr, ubóstwo przez ich wartość niską.

Bogacenie się i tworzenie dobrobytu nie ozna­cza tego samego. Tworzenie dobrobytu, czyli stanu dóbr niezbędnych do pełnego rozwoju jed­nostki we wspólnocie, może być celem ludzkiego działania, podczas gdy bogacenie się byłoby tylko środkiem i powinno podlegać jasnym kryteriom moralnego osądu.

Dobrobyt, czyli stan normalny posiadania

Kwestia dostatecznego posiadania została szczegółowo rozpatrzona przez Leona XIII w en­cyklice Rerum novarum. Po pierwsze – własność, która określa stan posiadania, nie jest, jak już pod­kreśliliśmy, absolutna, i podlega prawu po­wszechnego przeznaczenia dóbr ziemi. Po dru­gie – dobrobyt indywidualny musi być uzgodniony z dobrobytem wspólnoty, a więc własność pry­watna ma wymiar społeczny. Nie chodzi w tym przypadku o bezwzględne narzucenie jednako­wego poziomu życia wszystkim członkom wspól­noty, o odgórną przymusową, równą dystrybucję dóbr, lecz o indywidualną odpowiedzialność wobec społeczności za rozporządzanie własnymi dobrami (nie tylko materialnymi, lecz też intelektualnymi). One mają gwarantować dobrobyt całej społeczno­ści, nie mogą przeciwstawiać posiadacza dóbr in­nym, którzy posiadają mniej, nie mogą powodować uzależnienia jednych od drugich, ani nie mogą być instrumentem władzy. Własność indywidualna peł­nić ma funkcje służebne wobec społeczno­ści.

Jan Paweł II pisał o dobrach, które są bogac­twem współczesnych społeczności:

„(32)...zdolność rozpoznawania w porę po­trzeb innych ludzi oraz układów czynników produkcyjnych najbardziej odpowiednich do ich zaspokojenia jest kolejnym ważnym źró­dłem bogactwa współczesnego społeczeństwa. Istnieje zresztą wiele dóbr, których nie można w odpowiedni sposób wytworzyć pracą poje­dynczego człowieka i które wymagają zmierza­jącej do jednego celu współpracy wielu osób. Zorganizowanie takiego wysiłku, rozplanowa­nie go w czasie, zatroszczenie się, by rzeczywi­ście odpowiadał temu, czemu ma służyć, oraz podjęcie koniecznego ryzyka jest dziś także źródłem bogactwa społeczeństwa. W ten spo­sób staje się coraz bardziej oczywista i deter­minująca rola zdyscyplinowanej i kreatywnej pracy ludzkiej oraz — jako część istotna tej pracy — rola zdolności do inicjatywy i przed­siębiorczości".

Przedsiębiorczość jednostek lub grup jest zja­wiskiem jak najbardziej pożądanym w kreowaniu bogactwa, które warunkuje dobrobyt społeczny. Umożliwia każdemu człowiekowi realizację wła­snego człowieczeństwa w podmiotowo traktowanej pracy, w dostatniej rodzinie, w służeniu własnymi umiejętnościami i dobrami całej społeczności, w doskonaleniu postawy duchowej. Krytycy naucza­nia społecznego Jana Pawła II zarzucają mu uto­pijność w poruszanych kwestiach. Ta utopia ma być potwierdzana empirycznie, bowiem – jak ar­gumentują krytycy – przywiązanie do dóbr, szcze­gólnie materialnych, jest często zniewalające dla ludzkich istot, rozdźwięk zaś między poziomami posiadania w świecie drastycznie się pogłębia, po­pulacja dotknięta ubóstwem cały czas rośnie. Czy to jednak świadczy o utopijności wołania o uznanie uniwersalności dóbr i o rozwój mierzony wskaźni­kami innymi niż wyłącznie ekonomiczne? Czy świadczy to raczej o konieczności przewartościo­wania postaw w kwestii posiadania i bogacenia się w taki sposób, aby przedsiębiorczość uzyskała swój ludzki wymiar, wzrost bogactwa odbywał się zgodnie z uniwersalnymi zasadami etycznego działania, a wytwarzane rzeczy i dobra intelektu­alne nie obróciły się ostatecznie przeciwko czło­wiekowi? O to w istocie wołają ci, którzy podnoszą potrzebę sformułowania etyki gospodarowania.

Przedsiębiorczość w skali międzynarodowej i kontrasty bogactwa

Faktem jest, że rozwój kapitalistycznych spo­sobów wytwarzania pozwolił niektórym społeczno­ściom osiągnąć poziom znacznego bogactwa ma­terialnego. Gdyby jednak została przeprowadzona wnikliwsza analiza źródeł tego bogactwa, to za­pewne okazałoby się, że na wzrost bogactwa (w zasadzie tylko niewielkiej części populacji) wpływ miał (i ma nadal) np. bezwzględny wyzysk kolo­nialny lub neokolonialny. Co zatem tak naprawdę leży u podstaw bogactwa niektórych współcze­snych społeczności? Czy rzeczywiście ten rodzaj przedsiębiorczości, o którym wspominał Jan Paweł II w cytowanym powyżej fragmencie encykliki? Przedsiębiorczości, którą cechuje społeczna od­powiedzialność, przy czym społeczność współcze­sna musi być rozpatrywana w skali globalnej? Jan Paweł II pisał, że „jedna z największych nie­sprawiedliwości współczesnego świata polega właśnie na tym, że stosunkowo nieliczni posia­dają wiele, a liczni nie posiadają prawie nic" (Sollicitudo rei socialis, 28). Niesprawiedliwość, o której tu mowa nie wyczerpuje się jedynie w nie­właściwej dystrybucji dóbr. Nie chodzi o to, żeby jakaś część ludzkiej społeczności wytwarzała, a inna (niewytwarzająca lub przymusowo wytwarza­jąca niewiele) była przedmiotem przydzielania tych dóbr. Chodzi o to, żeby każdy przedsiębiorca w swoje przedsiębiorcze działanie angażował jak największą społeczność, nie zaś – jak to ma miej­sce na konkurencyjnym rynku – sztucznie ograni­czał możliwości produkcyjne i przedsiębiorczość innych. Jaskrawym tego przykładem było i jest konsekwentne transformacyjne likwidowanie pro­dukcji w krajach Europy centralnej, dyktowane tzw. opłacalnością. I znów nie chodzi tylko o tzw. spra­wiedliwą dystrybucję, lecz o to, żeby linia nowego podziału świata nie przebiegała między producen­tami a klientami.

Teresa Grabińska

Mirosław Zabierowski

Powyższy tekst pochodzi z książki autorstwa prof. dr Teresy Grabińskiej i prof. dr Mirosława Zabierowskiego pt. „Etyka gospodarowania. Uniwersalizm Jana Pawła II i Solidarności", która ukazała się w wydawnictwie ATUT we Wrocławiu w 2009 r. Książkę w cenie 35 zł (koszt wysyłki wliczony) można zakupić w redakcji MICHAELA.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com