French flag English spanish flag

Dziennik patriotów katolickich
dla reformy monetarnej Kredytu Społecznego

Globalne imperium

w dniu sobota, 01 październik 2011.

Trzy sposoby na podbój i zniewolenie narodu

Straszne wydarzenia z 11 września 2001 roku, przekonały Johna Perkinsa do ujawnienia tajemnic swojego życia, kiedy pracował jako ekonomista od brudnej roboty, do zignorowania zagrożeń i łapówek oraz do napisania książki pt.: „Hitman. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty". Uważa on, że ​​ma obowiązek podzielenia się swoją poufną wiedzą na temat roli rządu Stanów Zjednoczonych oraz międzynarodowych organizacji i korporacji „pomocowych", jaką odgrywają one w promowaniu globalnego imperium. Jako ekonomista od brudnej roboty, John Perkins podróżował po całym świecie i był albo bezpośrednim uczestnikiem lub świadkiem jednych z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii nowożytnej. John Perkins jest wyznawcą New Age. Pielgrzymi św. Michała nie popierają ani nie podzielają tych przekonań. Nie neguje to wagi jego udziału w sprawach światowych jako ekonomisty od brudnej roboty i byłego głównego ekonomisty firmy Chas T. Main Inc.

My, ekonomiści od brudnej roboty, naprawdę odpowiadamy za powstanie pierwszego, prawdziwie globalnego imperium. Działamy na różne sposoby. Ale najczęściej szukamy krajów bogatych w surowce, których pożądają nasze korporacje, jak ropa, a wtedy załatwiamy ogromną pożyczkę dla tego kraju z Banku Światowego lub jednej z jego siostrzanych organizacji. Ale pieniądze nigdy nie trafiają do tego kraju, a do naszych dużych korporacji, które budują infrastrukturę w tym kraju. Elektrownie, przemysł, porty… To, co daje zyski, oprócz naszych korporacji, paru bogatym osobom, ale tak naprawdę wcale nie pomaga większości narodu.

Ale to ci ludzie (cały naród) zaciągają ogromny dług. Jest to wielki dług, którego nie mogą spłacić. To jest właśnie część planu (to, że nie mogą tego długu spłacić). Więc w pewnym momencie my, ekonomiści od brudnej roboty, wracamy do nich, żeby powiedzieć: „Słuchajcie, straciliście dużo pieniędzy. Nie macie jak spłacić długu, więc sprzedajcie tanio swoją ropę naszym kompaniom naftowym, pozwólcie nam zbudować bazy wojskowe w waszym kraju lub wyślijcie wojsko, by wspomogło nasze oddziały gdzieś w świecie, np. w Iraku, albo głosujcie z nami przy następnym głosowaniu w ONZ. Nakłaniamy ich, żeby sprywatyzowali swoje zakłady energetyczne, systemy wodociągowe i kanalizacyjne, i sprzedali amerykańskim lub innym międzynarodowym korporacjom". To szybko narasta i są to typowe sposoby działania Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Wprowadzić kraj w takie długi, żeby nie mógł ich spłacić, a wtedy zaoferować ich refinansowanie i spłatę jeszcze większych odsetek, a także żądać tego qiud pro quo (co zamiast czego), a co nazywa się uwarunkowaniami lub „dobrym zarządzaniem", które właściwie oznacza, że muszą oni sprzedać zagranicznym korporacjom swoje surowce łącznie z wieloma usługami społecznymi, firmami komunalnymi, systemami edukacyjnymi, systemami karnymi i ubezpieczeniowymi. To już nie jest podwójna, ale potrójna, a nawet poczwórna klątwa!

Rewolta w Iranie (1953)

Działalność ekonomistów od brudnej roboty zaczęła się we wczesnych latach 1950-tych, gdy demokratycznie wybrano w Iranie Mossadegha. Był postrzegany jako „nadzieja dla demokracji" na Bliskim Wschodzie i na świecie. Magazyn „Time" wybrał go Człowiekiem Roku. Jedną z rzeczy, które zaczął wprowadzać była idea, żeby zagraniczne firmy naftowe płaciły Irańczykom dużo więcej za ropę, którą wywoziły z Iranu. Irańczycy powinni mieć zyski z własnej ropy (dziwna polityka)!

 Nam się to oczywiście nie podobało. Ale baliśmy się zrobić to, co zawsze robiliśmy, czyli wysłać wojsko. Wysłaliśmy za to agenta CIA, Kermita Roosevelta, krewnego Teddy'ego Roosevelta. Kermit wyjechał z paroma milionami dolarów i był bardzo, bardzo skuteczny. W krótkim czasie udało mu się obalić Mossadegha, a na jego miejsce umieścić irańskiego szacha, który zawsze sprzyjał ropie, co było nadzwyczaj skuteczne.

W Waszyngtonie ludzie cieszyli się: „Ależ to było takie proste… i tanie!". To ustanowiło zupełnie nową metodę manipulowania krajami i tworzenia imperiów. Jedyny problem z Rooseveltem był taki, że miał papiery agenta CIA i gdyby został złapany, konsekwencje mogły być dość poważne. Szybko więc podjęto decyzję o korzystaniu z usług prywatnych „konsultantów" do przesyłania pieniędzy przez Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy jedną z innych agencji finansowych, by zwerbować ludzi takich jak ja, którzy pracują dla prywatnych firm. Jeśli by nas złapano, rząd nie miałby żadnych problemów.

 Gwatemala (1954)

Kiedy Jacobo Arbenz został prezydentem Gwatemali, kraj był mocno trzymany w rękach przez firmę United Fruit Company i inne wielkie międzynarodowe korporacje. Arbenz startował w wyborach z programem, w którym obiecywał, że „musi oddać z powrotem ziemię ludziom" i jak tylko objął władzę, zaczął prowadzić politykę, która doprowadziłaby właśnie do oddania ludziom praw do własnej ziemi. United Fruit bardzo się to nie spodobało. Wynajęli więc firmę pijarową i rozpoczęli ogromną kampanię w USA, by przekonać obywateli Stanów Zjednoczonych, prasę i Kongres, że Arbenz to sowiecka marionetka i że, jeśli pozwolimy mu zostać przy władzy, to Sowieci będą mieli swój przyczółek na tej półkuli. A był to czas wielkiego strachu przed czerwonym terrorem komunistów.

Mówiąc w skrócie, dzięki tej kampanii zrodziła się w CIA i wojsku idea usunięcia tego człowieka. I to właśnie zrobiliśmy! Wysłaliśmy samoloty, żołnierzy, bandziorów i zrobiliśmy wszystko, byle go usunąć i usunęliśmy go. Gdy tylko tego dokonaliśmy, nowy człowiek, który przejął po nim stanowisko, zwrócił wszystko międzynarodowym korporacjom, łącznie z United Fruit.

Ekwador (1981)

Ekwador przez wiele lat był rządzony przez proamerykańskich dyktatorów, często dość brutalnych. I nagle zdecydowano się na prawdziwie demokratyczne wybory. Kandydatem na prezydenta był Jaime Roldos, którego celem miało być zwrócenie ekwadorskich zasobów naturalnych obywatelom. Osiągnął miażdżące zwycięstwo w wyborach. Dostał więcej głosów niż ktokolwiek, kiedykolwiek w Ekwadorze.

Rozpoczął wdrażanie swojej polityki, polegającej na zapewnieniu zysków z ropy własnym obywatelom. Nie spodobało się nam to w Stanach. Zostałem wysłany jako jeden z wielu ekonomistów od brudnej roboty, by zmienić postawę Roldosa. Skorumpować go i powiedzieć mu: „Ty i twoja rodzina możecie być bardzo bogaci, o ile będziesz grać po naszemu. Ale, jeżeli będziesz kontynuował swoją politykę, to będziesz musiał odejść". Nie posłuchał. Został zamordowany.

Tuż po rozbiciu się samolotu cały teren odgrodzono. Wstęp na teren katastrofy miało tylko wojsko USA z pobliskiej bazy oraz paru ekwadorskich wojskowych. Gdy rozpoczęło się śledztwo, dwóch kluczowych świadków zginęło w wypadkach samochodowych, nim zdążyli zeznawać. Wiele dziwnych rzeczy działo się wokół zabójstwa Jaime Roldosa.

Tak jak większość osób, które naprawdę przyjrzały się sprawie, nie mam wątpliwości, iż było to zabójstwo. Oczywiście na moim stanowisku ekonomisty od brudnej roboty spodziewałem się, że coś mu się stanie. Czy to zamach stanu, czy zabójstwo, nie byłem pewny, ale wiedziałem, że jego głowa poleci, bo nie dał się skorumpować, tak jak chcieliśmy.

Panama (1981)

Omar Torrijos, prezydent Panamy, był jednym z moich ulubieńców. Naprawdę go lubiłem. Był charyzmatyczny i naprawdę oddany swemu krajowi. Kiedy próbowałem go skorumpować powiedział: „Słuchaj John, słuchaj Juanito (nazywał mnie Juanito), nie potrzebuję pieniędzy. Chcę jedynie, by mój kraj traktowano uczciwie. Chcę, by Stany Zjednoczone spłaciły swój dług za zniszczenia, których tu dokonaliście. Chcę się znaleźć w takim położeniu, by móc pomagać innym latynoskim krajom odzyskać niepodległość i uwolnić się od uciążliwego sąsiada z północy. Wykorzystujecie nas straszliwie. Chcę, by kanał panamski wrócił w panamskie ręce. Tego chcę. Zostaw mnie więc w spokoju i nie próbuj przekupić". Jaime Roldos został zamordowany w maju 1981 roku. Omar Torrijos był tego świadomy. Zebrał rodzinę i powiedział: „Zapewne jestem następny, ale jest OK, bo zrobiłem to, po co tu przyszedłem. Odzyskałem kanał i odtąd będzie w naszych rękach. Właśnie zakończyliśmy negocjacje z Jimmy Carterem".

W czerwcu tego samego roku, zaledwie kilka miesięcy później, także zginął w katastrofie lotniczej. Była to bez wątpienia robota szakali z CIA. Jest mnóstwo dowodów na to, że jeden z ochroniarzy Torrijosa wręczył mu w ostatniej chwili przed wejściem do samolotu magnetofon. Mały magnetofon zawierający bombę.

Wenezuela (2002)

Interesujące jest jak ten system funkcjonował przez tyle lat prawie niezmiennie, z wyjątkiem tego, że ekonomiści od brudnej roboty zarabiali coraz lepiej. Całkiem niedawno mieliśmy wydarzenia w Wenezueli. W 1988 roku Hugo Chavez został prezydentem po długiej serii skorumpowanych prezydentów, którzy zrujnowali gospodarkę kraju. I Chavez został wybrany pośród tego wszystkiego. Chavez postawił się Stanom Zjednoczonym głównie domagając się, by wenezuelska ropa pomagała Wenezuelczykom.

Cóż, nam w USA się to nie spodobało. Tak więc w 2002 roku, dokonano przewrotu, który jak wszyscy wiedzą był bez wątpienia ustawiony przez CIA. Sposób, w jaki dokonano przewrotu, był bardzo podobny do tego, co Roosevelt zrobił w Iranie. Opłacając ludzi, by wyszli na ulice i wszczęli zamieszki, protestowali, pokazując, że Chavez jest bardzo niepopularny. Jeśli uda się do tego namówić kilka tysięcy osób, telewizja sprawi, że będzie to wyglądało, jakby cały kraj się zbuntował i wszystko zacznie się szybko rozszerzać. Tyle że w przypadku Chaveza, jego spryt i silne poparcie społeczeństwa pozwoliły kryzys przezwyciężyć. Był to fenomenalny moment w historii Ameryki Łacińskiej. [Od redakcji: od tamtego momentu, Chavez poddał się presji wielkich korporacji. Jest nikim więcej jak dyktatorem, rządzącym żelazną pięścią. Oczywiście dlatego wciąż jest u władzy.]

Irak (2003)

Irak jest doskonałym przykładem sposobu, w jaki działa ten system. My, ekonomiści od brudnej roboty, jesteśmy pierwszą linią obrony. Wchodzimy, staramy się skorumpować rządy i namówić do przyjęcia olbrzymich pożyczek, stanowiących później element nacisku, by przejąć ich w posiadanie. Jeśli nam się nie uda, jak mnie w Panamie z Torrijosem i w Ekwadorze z Roldosem, którzy nie ulegli korupcji, drugą linią obrony jest wysłanie szakali – zamachowców. Bandyci albo obalają rząd, albo mordują przywódcę kraju. Gdy to się już stanie wchodzi nowy rząd, który będzie posłuszny, bo jeśli nie, to nowy prezydent wie, co go czeka.

W przypadku Iraku obie techniki zawiodły. Ekonomiści od brudnej roboty mimo starań nie dali rady dotrzeć do Saddama. Staraliśmy się narzucić mu układ bardzo podobny do tego, który przyjęto w Arabii Saudyjskiej, lecz się nie zgodził. Weszli więc szakale, by go zdjąć, ale nie dali rady. Jego ochrona była zbyt dobra. W końcu pracował on niegdyś dla CIA. Został wynajęty, by zamordować byłego prezydenta Iraku, lecz zawiódł, ale znał ten system. Tak więc w 1991 roku wysłaliśmy wojsko i zlikwidowaliśmy iracką armię. Wydawało się nam wtedy, że Saddam zacznie współpracować. Mogliśmy go wtedy oczywiście usunąć, ale nie chcieliśmy. On jest typem silnego przywódcy, jakich lubimy. Ma kontrolę nad społeczeństwem. Chcieliśmy, by kontrolował Kurdów, trzymał w ryzach Irańczyków i pompował dla nas ropę. Kiedy odebraliśmy mu armię, powinien pójść na współpracę.

Znów więc w latach 1990-tych wysłaliśmy ekonomistów od brudnej roboty, ale daremnie. Gdyby im się powiodło, nadal byłby u władzy. Sprzedawalibyśmy mu wszystkie modele myśliwców i wszystko, co by chciał. Ale i tym razem się nie udało. Bandyci znów nie dali mu rady, więc ponownie wysłaliśmy armię i tym razem dokończyliśmy dzieła, usuwając go. Dzięki temu stworzyliśmy dla siebie bardzo lukratywne kontrakty budowlane, by odbudować kraj, który doszczętnie zniszczyliśmy. A to niezły interes, jak posiadasz zasadniczo wszystkie firmy budowlane.

W Iraku więc zobaczyliśmy trzy etapy. Ekonomiści od brudnej roboty zawiedli. Bandyci (szakale) zawiedli, aż w końcu wysłaliśmy wojsko. Tym sposobem stworzyliśmy imperium, ale zrobiliśmy to po cichu. Jest ukryte. Wszystkie przeszłe imperia budowano używając armii i ludzie byli świadomi ich tworzenia. Brytyjczycy wiedzieli, że budują imperium, podobnie Francuzi, Niemcy, Rzymianie, Grecy i byli z tego dumni. Zawsze mieli jakąś wymówkę, jak szerzenie cywilizacji lub religii itp. Ale mieli świadomość, że to robią. My jej nie mamy.

Większość ludności w USA nie ma pojęcia, iż żyjemy z korzyści ukrytego imperium i że dziś jest na świecie więcej niewolnictwa niż kiedykolwiek. Ale skoro jest to imperium, to kto jest imperatorem? Oczywiście prezydenci USA nimi nie są. Imperator to ktoś, kto nie został wybrany, czas jego rządów nie jest ograniczony i nie tłumaczy się przed nikim. Nasi prezydenci nie pasują więc do tej kategorii.

Ale mamy coś, co postrzegam jako ekwiwalent imperatora czyli coś, co nazywam Korporatokracją. Korporatokracja jest grupą jednostek stojących na czele największych korporacji (jak: System Rezerwy Federalnej, Exxon-Mobil, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, JP Morgan Chase, CIA, Światowa Organizacja Handlu, Bank Światowy). Oni zachowują się właśnie jak imperator w swym imperium. Kontrolują media, będąc ich właścicielami lub poprzez reklamodawstwo. Kontrolują większość polityków finansując ich kampanie poprzez korporacje lub personalne darowizny pochodzące z korporacji. Nie są wybierani, nie rządzą w ograniczonym czasie, nie tłumaczą się nikomu…, a na samym szczycie Korporatokracji ciężko stwierdzić czy osobnik pracuje dla prywatnej korporacji, czy rządu, bo jest ciągła rotacja.

Mamy więc pana, który jest szefem potężnej firmy budowlanej Halliburton a za chwilę zostaje wiceprezydentem USA (Dick Cheney). Albo prezydenta, który działa w przemyśle naftowym (rodzina Bushów).  Dzieje się tak bez względu na opcję polityczną przejmującą władzę. Jest tylko przechodzenie tam i z powrotem, jak przez obrotowe drzwi. W pewnym sensie nasz rząd przez większość czasu jest niewidoczny, a jego polityka na pewnym szczeblu uprawiana jest przez korporacje.

Polityka rządowa jest zasadniczo ustalana przez Korporatokrację, a następnie podsuwana rządowi, po czym staje się jego polityką. Jest to więc niesłychanie wygodny układ. To nie działa tak, jak w teoriach spiskowych. Ci ludzie nie muszą się spotykać, by wspólnie coś knuć. Wszyscy pracują według wspólnych założeń, iż muszą maksymalizować dochody, bez względu na koszta społeczne, czy środowiskowe.

Ten proces nazywa się GLOBALIZACJĄ.

John Perkins

Tak jak Rezerwa Federalna trzyma Amerykanów w pozycji zniewolonych sług poprzez niespłacalne długi, inflację i odsetki, tak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy pełnią tę rolę w skali globalnej.

Oszustwo działa prosto: wpędzić kraj w długi, czy to przez jego nieostrożność, czy poprzez skorumpowanie jego lidera, a następnie narzucić mu „uwarunkowania" lub „politykę dostosowania strukturalnego" często składające się z dewaluacji walutowej. Kiedy wartość waluty spada, spada wartość wszystkiego. Dzięki temu lokalne zasoby dostępne są dla drapieżczych krajów za ułamek prawdziwej wartości. Wielkie cięcia funduszy programów socjalnych, zazwyczaj edukacji i służby zdrowia, hamując dobrobyt i integralność społeczeństwa powodują jego podatność na wyzysk. To oznacza, iż społecznie ważne systemy mogą być kupowane i regulowane przez zagraniczne korporacje… Jest też liberalizacja handlu, bądź otwarcie ekonomii poprzez zniesienie restrykcji na handel zagraniczny. Pozwala to na wiele ekonomicznych nadużyć, jak zalew rynku masowo wytwarzanymi przez ponadnarodowe korporacje produktami tańszymi niż produkty wytwarzane lokalnie, co rujnuje lokalną ekonomię… Innym przykładem jest tworzenie licznych, niekontrolowanych i nieludzkich fabryk wyzyskujących ludzi, wykorzystujących narzucone im problemy ekonomiczne. Dodatkowo ze względu na regulacje przemysłu, wyniszczanie środowiska jest nieustanne, jako że zasoby danego kraju często są eksploatowane przez obojętne korporacje rozmyślnie produkujące wielkie ilości zanieczyszczeń.  Największy w historii świata proces związany z ochroną środowiska toczy się dziś z powództwa 30 tysięcy Ekwadorczyków i Amazończyków…

Co więcej, pobieżne spojrzenie na statystyki Banku Światowego wskazuje, iż instytucja mająca za zadanie wspierać rozwój biednych krajów i łagodzić ubóstwo, tylko je pogłębiła, podczas gdy zyski korporacji wzrastają. W 1960 roku proporcje dochodów ludności najbogatszych krajów w stosunku do ludności państw najbiedniejszych wynosiły 30:1. W roku 1998 było to już 74:1. Podczas gdy globalny PKB wzrósł o 40% w latach 1970-1985, ilość osób biednych zwiększyła się o 17%. Natomiast od roku 1985 do 2000 ilość osób żyjących za mniej niż dolara dziennie wzrosła o 18%...

W późnych latach 1960-tych Bank Światowy udzielił Ekwadorowi wielkich pożyczek. Przez kolejne 30 lat (1968-1998) bieda wzrosła od 50% do 70%. Bezrobocie wzrosło z 15% do 70%. Dług publiczny wzrósł z 240 milionów do 16 miliardów, natomiast ilość dóbr posiadanych przez biedotę zmniejszyła się z 20% do 6%. Realnie do roku 2000, 50% ekwadorskiego budżetu szło na spłacanie długu.

Trzeba zrozumieć, że Bank Światowy jest w rzeczywistości bankiem amerykańskim, wspierającym interesy USA. Bowiem Stany Zjednoczone mają prawo weta, jako największy dostawca kapitału. A skąd bierze się ten kapitał? Zgadliście – tworzony jest z powietrza, poprzez bankowy system częściowej rezerwy. Spośród pierwszych 100 gospodarczych potęg światowych według rocznego PKB 51 to korporacje. 47 z nich pochodzi z USA. Walmart, General Motors i Exxon są bogatsze niż Arabia Saudyjska, Polska, Norwegia, Afryka Południowa, Finlandia, Indonezja i wiele innych. W miarę znoszenia handlowych barier ochronnych i manipulacji rynkami walutowymi oraz destabilizacji ekonomicznej państw na korzyść większej konkurencyjności w globalnym kapitalizmie – Imperium się rzeszy.


1.) Książka ta ukazała się  po polsku w Wydawnictwie Studio EMKA, Warszawa 2006 r. 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com