French flag English spanish flag

Kanonizacja Ludwika i Zelii Martin

w dniu piątek, 01 maj 2015.

Ludwik Martin (1823-1894) i Zelia Guerin (1831-1877)

W dniu 18 marca 2015 r. papież Franciszek uznał autentyczność cudu przypisywanego wstawiennictwu Błogosławionych Ludwika i Zelii Martin, rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, podpisując dekret o ich kanonizacji. Według kardynała Angelo Amato, prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kanonizacja powinna odbyć się w Rzymie, w październiku 2015 r. podczas Synodu na temat rodziny. Są to pierwsi w całej historii Kościoła małżonkowie i rodzice, którzy zostaną kanonizowani.

Oboje chcieli poświęcić się życiu zakonnemu, zanim się pobrali. Mieli dziewięcioro dzieci, ale czworo z nich zmarło w dzieciństwie. Wszystkie pięć córek, które przeżyły, zostały zakonnicami − cztery z nich w Karmelu w Lisieux. Najmłodsza, Teresa, została kanonizowana w 1925 r. i ogłoszona Doktorem Kościoła w 1997 r. Proces beatyfikacji pozostałych czterech córek państwa Martin jest w toku.

W dniu 26 marca 1994 r. papież Jan Paweł II podpisał dekret o heroiczności cnót Ludwika i Zelii Martin i ogłosił ich Sługami Bożymi. W dniu 17 stycznia 2008 r. komisja lekarska Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych uznała za niewyjaśnione przez naukę uzdrowienie młodego Pietro Schilirò z Monzy we Włoszech. Urodzony 2 maja 2002 r. Pietro został dotknięty problemami układu oddechowego wkrótce po urodzeniu. Nagłe jego uzdrowienie, które nastąpiło w dniu 29 czerwca 2002 r. po odmówieniu nowenny, przypisuje się wstawiennictwu Sług Bożych, Ludwika i Zelii Martin.

Papież Benedykt XVI w dniu 3 lipca 2008 r. zatwierdził cud uzdrowienia Pietra, co pozwoliło na ich beatyfikację i ustanowił dzień 12 lipca jako ich święto w kalendarzu liturgicznym. (Ludwik i Zelia zawarli sakrament małżeństwa o północy, z 12 na 13 lipca 1858 r. w Alençon.) Ludwik i Zelia Martin zostali beatyfikowani w Lisieux, w niedzielę 19 października 2008 r. W swojej homilii kardynał Jose Saraiva Martins wyjaśnił przyczyny ich beatyfikacji:

„Pośród powołań, do których ludzie są wezwani przez Opatrzność, małżeństwo jest jednym z najszlachetniejszych i jednym z najwyższych. Ludwik i Zelia zrozumieli, że mogą się uświęcić nie pomimo ich małżeństwa, ale poprzez nie, w nim i dzięki niemu, i że ich narzeczeństwo należy traktować jako punkt wyjścia wspólnego wniebowstąpienia. Dziś Kościół uznaje w nich wybitną świętość instytucji miłości małżeńskiej, zgodnie z zamysłem Samego Stwórcy".

Cud, który został uznany w marcu 2015 r. jako podstawa ich kanonizacji dotyczy niewytłumaczalnego uleczenia hiszpańskiej dziewczynki, dziś czteroletniej Carmen, mieszkającej w diecezji Walencja, w Hiszpanii. Urodziła się przedwcześnie i cierpiała z powodu różnych powikłań, wśród których był ciężki krwotok mózgowy, którego nie mogła przeżyć. Zespół medyczny, który się nią opiekował, musiał uznać nie tylko spektakularną poprawę, ale całkowity brak późniejszych następstw po modlitwach jej rodziców. Przyjaciele poradzili im, ponieważ nie znali oni małżeństwa Martinów, żeby poprosili ich, w modlitwie i przez ich wstawiennictwo, o uzdrowienie córki.

W kanonizacji Ludwika i Zelii Martinów, Kościół przedstawia wszystkim parom na ziemi model, który pokazuje, że małżeństwo i życie rodzinne otwierają drogę do świętości tak skutecznie, jak w życiu religijnym.

Opactwo św. Józefa z Clairval we Francji (www.clairval.com), publikuje co miesiąc biuletyn na temat życia świętych i błogosławionych. We wrześniu 1999 r. opublikowany został poniższy artykuł poświęcony przyszłym świętym, Ludwikowi i Zelii Martin, który drukujemy za zgodą wydawcy.

Dom Antoine Marie, OSB

„(15) Tak, cywilizacja miłości jest możliwa i nie jest utopią. Ale możliwa jest tylko poprzez stałe i żywe odniesienie do'Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa, od którego pochodzi wszelkie na świecie rodzicielstwo'(por. Ef 3,14-15), od którego pochodzi każda ludzka rodzina" (Jan Paweł II, List do rodzin, 2 lutego 1994 r.) Rzeczywiście, to w rodzinie cywilizacja miłości rodzi się i wzrasta.

Jednak „od pewnego czasu instytucja rodziny znajduje się pod wielokrotnym atakiem. Ataki te są tym bardziej niebezpieczne i zdradliwe, ponieważ ignorują one niezastąpioną wartość rodziny opartej na małżeństwie" (Jan Paweł II, 4 czerwca 1999). Ale „nie bez znaczenia jest dla dzieci, aby rodziły się i wychowywały w domu utworzonym przez rodziców zjednoczonych w wiernym przymierzu" (tamże). Małżeństwo to przymierze, przez które „mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa" (Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1055, §1). Szacunek dla takiego związku ma „ogromne znaczenie dla trwania rodzaju ludzkiego, dla rozwoju osobowego i wiecznego losu poszczególnych członków rodziny, dla godności, stałości, pokoju i pomyślności samej rodziny oraz całego społeczeństwa ludzkiego" (Gaudium et spes, 48). Dlatego Kościół zdecydowanie chroni tożsamość małżeństwa i rodziny. W tym celu przedstawia on przykład „kochającego się małżeństwa, jakim byli Ludwik i Zelia Martinowie, rodzice św. Teresy z Lisieux," którzy zostali beatyfikowani 19 października 2008 r.

„To dlatego, że wierzę!"

Ludwik Martin urodził się 22 sierpnia 1823 r. w Bordeaux, jako drugi z pięciorga dzieci. Jego ojciec, zawodowy oficer, był w tym czasie w Hiszpanii. Rodzina Martinów przenosiła się z jednego garnizonu ich ojca do drugiego: Bordeaux, Awinion, Strasburg. W momencie przejścia na emeryturę, w grudniu 1830 r., kapitan Martin założył dom w Alençon, w Normandii. Jako oficer był przykładem pobożności. Kiedyś kapelan pułku wspomniał mu, że żołnierze byli zaskoczeni widząc go, jak podczas Mszy św. klęczał długo po konsekracji, a on odpowiedział bez mrugnięcia okiem:

− Powiedz im, że to dlatego, że wierzę!

Ludwik otrzymał bardzo głębokie wychowanie religijne, najpierw w rodzinie, a następnie w Zgromadzeniu Braci Szkół Chrześcijańskich. Nie wybrał tradycyjnej wojskowej kariery rodzinnej, lecz został zegarmistrzem, co bardziej pasowało do jego cichego i refleksyjnego charakteru i do jego wielkiej sprawności manualnej. Naukę zawodu odbył najpierw w Rennes, a następnie w Strasburgu.

W początkach jesieni 1845 r. Ludwik podjął decyzję, aby całkowicie poświęcić swoje życie Bogu. Pojechał do Wielkiego Hospicjum św. Bernarda, w samym sercu Alp, gdzie jego reguła była poświęcona modlitwie i pomocy turystom, którzy utknęli w górach. Poznał przeora, który poprosił go, by wrócił do domu i dokończył naukę w języku łacińskim, z ewentualną możliwością rozpoczęcia nowicjatu. Po trochę późnej, nieudanej próbie podjęcia nauki, Ludwik z żalem postanowił zrezygnować ze swojego marzenia. W celu udoskonalenia swojej praktyki przeniósł się do Paryża. Potem wrócił do domu, do Alençon i mieszkał tam z rodzicami, prowadząc bardzo uporządkowane życie. Jego przyjaciele mówili, że „Ludwik jest święty." Ludwik zajęty różnymi pracami nie myślał o małżeństwie. Jego matka żałowała decyzji syna, ale w szkole koronkarstwa, gdzie chodziła na zajęcia, zauważyła młodą kobietę, która była utalentowana i miała dobre maniery. Czy może to być ta „perła", której szukała dla syna? Młodą kobietą była Zelia Guerin, urodzona w Gandelain, w Orne (Normandia), w dniu 23 grudnia 1831 roku − druga z trojga dzieci. Jej ojciec i matka pochodzili z głęboko chrześcijańskich rodzin. We wrześniu 1844 roku przenieśli się do Alençon, gdzie ich dwie starsze córki uczyły się w szkole z internatem pod kierunkiem Sióstr Najświętszego Serca Jezusa i Maryi, znanych jako Siostry Picpus1.

Zelia rozważała podjęcie życia konsekrowanego, podobnie jak jej starsza siostra, która została Siostrą Marie-Dosithee w klasztorze wizytek w Le Mans. Ale Matka Przełożona Sióstr Miłosierdzia, zgromadzenia, do którego Zelia chciała wstąpić, powiedziała jej bez wahania, że to nie było Wolą Bożą. W obliczu takiego kategorycznego oświadczenia młoda kobieta podporządkowała się, ale była zasmucona. Z cudownym, nadprzyrodzonym optymizmem zawołała:

− Mój Boże, przyjmę sakrament małżeństwa, aby spełnić Twoją świętą wolę. Dlatego modlę się, żebyś dał mi wiele dzieci i żeby one poświęciły się Tobie.

Zelia następnie wstąpiła do szkoły koronkarstwa, by stać się ekspertem w tworzeniu koronek z Alençon, wysoko cenionej formy koronkarstwa. W dniu 8 grudnia 1851 r. otrzymała natchnienie: „Rób koronki Alençon". Wtedy założyła własny sklep.

Pewnego dnia, mijając młodego człowieka o szlachetnych cechach, była pod dużym wrażeniem jego powściągliwej powierzchowności i godnego zachowania się i usłyszała wewnętrzny głos mówiący jej: „On jest tym, którego przygotowałem dla ciebie". Wkrótce dowiedziała się, że przechodzień nazywał się Ludwik Martin. Dwoje młodych ludzi szybko doceniło siebie i pokochało się. Ich zaręczyny odbyły się tak szybko, że zdołali się pobrać w dniu 13 lipca 1858 r., trzy miesiące po ich pierwszym spotkaniu. Ludwik i jego żona postanowili żyć jak brat i siostra, na wzór świętego Józefa i Maryi Dziewicy. Dziesięć miesięcy wspólnego życia w całkowitej wstrzemięźliwości pozwoliło im kształtować ich dusze w intensywnej komunii duchowej. Ale rozsądna interwencja ich spowiednika i pragnienie, aby dać dzieci Bogu, sprawiły, że położyli kres temu świętemu eksperymentowi. Zelia pisała później do córki Pauliny: „Co do mnie, chciałam mieć dużo dzieci, żebym mogła wychować je dla Nieba". W ciągu trzynastu lat będą mieli dziewięcioro dzieci, a ich miłość będzie piękna i owocna.

Lata świetlne z dala

„Miłość, która nie jest'piękna', która jest tylko zaspokojeniem pożądliwości (por. 1 J 2,16), która jest tylko wzajemnym'używaniem'siebie przez mężczyznę i kobietę, czyni człowieka niewolnikiem własnych słabości" (List do rodzin, 13). Z tego punktu widzenia, ludzie są wykorzystywani jako obiekty: kobieta staje się dla mężczyzny przedmiotem przyjemności, i odwrotnie; dzieci stają się kłopotem dla ich rodziców; rodzina staje się instytucją, która krępuje wolność jej członków. W ten sposób znajdujemy się lata świetlne z dala od prawdziwej miłości. „Stawiając wyłącznie na użycie, można dojść do zabicia miłości, zabijając jej owoc.'Błogosławiony (...) owoc Twojego łona'(Łk 1,42) staje się dla cywilizacji użycia poniekąd ‚owocem przeklętym', to znaczy niepożądanym, którego chce się pozbyć przez aborcję. Ta kultura śmierci sprzeciwia się prawu Bożemu. Prawo Boże w stosunku do życia ludzkiego jest jednoznaczne i kategoryczne. Bóg zakazuje:'Nie zabijaj'(por. Wj 20,13). Żaden ludzki prawodawca nie może więc powiedzieć: wolno ci zabijać, masz prawo zabijać czy nawet powinieneś zabijać" (List do rodzin, 21).

„Jednak", kontynuuje Papież, „zwłaszcza wśród młodych wzrasta świadomość szacunku do życia od jego poczęcia. Stanowi to zaczyn nadziei dla przyszłości rodziny i całej ludzkości" (tamże). Rzeczywiście, w noworodku realizuje się wspólne dobro rodziny i ludzkości. Państwo Martinowie jako rodzice doświadczyli tej prawdy, przyjmując z zadowoleniem ich liczne dzieci. Zelia napisze: „Żyliśmy tylko dla naszych dzieci, były one naszym całkowitym szczęściem, które znaleźliśmy tylko przez nie". Niemniej, ich życie małżeńskie nie obyło się bez prób. Troje dzieci zmarło w młodym wieku, w tym dwóch chłopców. Potem nastąpiło trudne odejście Marie-Hélène w wieku pięciu i pół lat. Modlitwy i pielgrzymki następowały jedne po drugich w czasie tych przejść życiowych, zwłaszcza w 1873 roku w czasie ciężkiej choroby Teresy i Marii, które zapadły na tyfus. Zaufanie Zelii podczas największych trudności było wzmocnione przez wiarę małżonka, w szczególności przez jego ścisłe przestrzeganie niedzielnego odpoczynku. Ludwik nigdy nie otworzył swojego sklepu w niedzielę. To było „święto Dobrego Boga", które obchodzili w gronie rodziny, najpierw na nabożeństwie parafialnym, a następnie na długich spacerach. Zabierali dzieci na festiwale w Alençon, podkreślane paradami i fajerwerkami. Wychowanie dzieci było w jednym i tym samym czasie radosne, łagodne i surowe. Począwszy od wieku, w którym mogły zrozumieć, pani Martin uczyła porannego ofiarowania ich serca Dobremu Bogu, prostej akceptacji codziennych trudności, by „zadowolić Jezusa" − nieusuwalnej cechy, która służyłaby jako podstawa „małej drogi" nauczanej przez ich najmłodsze dziecko: przyszłą świętą Teresę od Dzieciątka Jezus. „Tak więc dom jest pierwszą szkołą życia chrześcijańskiego", jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK, 1657). Ludwik pomagał swojej żonie w wychowywaniu dzieci. Zaczynał wcześnie o czwartej rano, szukając opiekunki do jednego ze swoich młodszych dzieci, które było chore; towarzyszył żonie 10 kilometrów od Alençon mroźnej nocy, aby być przy łóżku ich pierwszego syna Józefa; troszczył się o swoją najstarszą córkę, Marię, która zachorowała na tyfus w wieku 13 lat.

Miłość daje energię

Bardzo energiczny Ludwik Martin nie był „delikatnym marzycielem", jak jest czasami określany. Aby pomóc Zelii, która nie była w stanie dotrzymać kroku sukcesowi swojej firmy koronkarskiej, porzucił zegarmistrzostwo, żeby znaleźć punkty sprzedaży detalicznej dla jej pracy. Ludwik celował w tym aspekcie biznesowym i znacznie zwiększył przychody firmy. Ale wiedział też, jak znaleźć czas na relaks i na ryby.

Ponadto małżeństwo Martinów brało udział w kilku pobożnych stowarzyszeniach: Trzecim Zakonie Świętego Franciszka, nocnej adoracji, itp. Czerpali siłę z wiernego przestrzegania wskazań i rad Kościoła: postu, abstynencji, codziennej Mszy św. i częstej spowiedzi. Papież Jan Paweł II pisał do rodzin: „Boże moce są niepomiernie większe od waszych trudności! Niepomiernie większa od zła, które zakorzeniło się w świecie, jest moc Sakramentu Pojednania... I niepomiernie większa jest nade wszystko moc Eucharystii. Chrystus zostawił nam w niej siebie samego jako pokarm i napój, jako źródło zbawczej mocy. To życie jest dla nas. Jest ono dla was, drodzy małżonkowie, rodzice i rodziny! Czyż Chrystus nie ustanowił Eucharystii na sposób rodzinny, podczas Ostatniej Wieczerzy? Jego Ostatnia Wieczerza i wypowiedziane wtedy słowa mają w sobie całą moc i całą mądrość Ofiary Krzyża"(List do rodzin, 18).

Trwałe owoce

Ze źródła Eucharystii Zelia czerpała energię, która była poza zasięgiem większości kobiet, a jej mąż znalazł czułość poza zasięgiem przeciętnego mężczyzny. Ludwik zarządzał finansami. Na szczęście zgadzał się z żądaniami żony. „Co do rekolekcji Marii w zakonie Nawiedzenia", Zelia pisała do Pauliny: „wiesz, jak trudno jest twojemu tacie cię opuścić, i najpierw mówił stanowczo, że ona nie pojedzie... Ostatniego wieczoru, Maria była zdenerwowana jego stanowiskiem. Powiedziałam jej: ‛Daj mi się tym zająć. Zawsze dostaję to, co chcę bez walki. Jest jeszcze miesiąc do twojego wyjazdu. To dla mnie dość czasu, żeby zmienić zdanie twojego ojca dziesięć razy'. I nie myliłam się, bo zaledwie godzinę później, kiedy wrócił do domu, zaczął mówić bardzo uprzejmie o twojej siostrze (Marii)... ‛Dobrze', powiedziałam sobie, ‛teraz jest czas!'I podjęłam ten temat. ‛Naprawdę chcesz jechać na te rekolekcje?', tata zapytał Marię. Ona odpowiedziała: ‚Tak, tato'. Wtedy on zgodził się: ‛Dobra, to jedź!'. Miałam dobry powód, żeby Maria chciała odbyć te rekolekcje. To prawda, że jest to wydatek, ale pieniądze to nic, jeśli chodzi o uświęcenie duszy. W ubiegłym roku Maria wróciła całkowicie zmieniona. Owoce trwają nawet do teraz, ale jest już czas, żeby uzupełniła swoje zapasy".

Rekolekcje duchowe przynoszą owoce nawrócenia i uświęcenia, ponieważ pod wpływem ich energii, dusza, podatna na inspiracje i działania Ducha Świętego, zawsze oczyszcza się bardziej z grzechów i praktykuje cnoty, naśladując absolutny model Jezusa Chrystusa, aby dojść do gruntowniejszego zjednoczenia z Nim. Dlatego papież Paweł VI mógł powiedzieć: „Wierność corocznym duchowym rekolekcjom w bezpiecznym otoczeniu zapewnia postęp duszy". Spośród wszystkich metod ćwiczeń duchowych „jedna zawsze zajmowała naczelne miejsce oraz miała pełną i wielokrotną aprobatę Stolicy Apostolskiej... metoda wprowadzona przez świętego Ignacego Loyolę, którego z zadowoleniem nazywamy głównym i specjalnym Mistrzem ‛Ćwiczeń Duchowych'" (Pius XI, encyklika Mens nostra).

Głęboko chrześcijańskie życie rodziców Martin skłaniało się oczywiście ku dobroczynności wobec swoich sąsiadów. Były to dyskretne dotacje dla potrzebujących rodzin, w których uczestniczyły córki w zależności od ich wieku oraz pomoc chorym. Nie bali się angażować w prawnicze walki, by pomagać osobom prześladowanym. Ponadto, wspólnie podejmowali niezbędne kroki, aby pomóc ubogim osobom zakwalifikować się do hospicjum, do którego nie były one uprawnione, ponieważ nie przekroczyły odpowiedniego wieku. Działania te wykraczały poza zakres parafii i pokazywały wielkiego ducha misyjnego: duże roczne ofiary na rzecz Rozkrzewiania Wiary, uczestnictwo w budowie kościoła w Kanadzie, itp.

Ale intensywne szczęście rodzinne Martinów nie miało trwać długo. W 1865 roku Zelia zauważyła guz w swojej piersi, który pojawił się po tym, jak uderzyła się w róg mebla. Jej brat, farmaceuta, i jej mąż nie sądzili, że ma to jakiekolwiek znaczenie. Ale pod koniec 1876 roku choroba powróciła i formalne rozpoznanie stwierdziło „nieoperacyjnego guza włóknistego" w zaawansowanym stadium. Zelia była dzielna do końca. Świadoma pustki, jaką zostawi jej odejście, poprosiła szwagierkę, panią Guerin, żeby pomogła jej mężowi wychować najmłodsze dzieci po jej śmierci.

Pani Martin zmarła 28 sierpnia 1877 r. Dla 54-letniego Ludwika była to katastrofalna, głęboka rana, która mogła się zabliźnić tylko w Niebie. Ale przyjął to wszystko w przykładnym duchu wiary i przekonania, że jego « święta żona » znalazła się w Niebie. Miał dokończyć, bez zaniedbania, zadanie rozpoczęte w harmonii miłości: wychowanie pięciu córek. Dlatego Teresa napisała: „Bardzo czułe serce taty połączyło prawdziwie matczyną miłość z miłością, którą już było obdarzone". Pani Guerin zaoferowała pomoc Martinom i poprosiła swojego szwagra, aby przeniósł się z rodziną do Lisieux. Apteka jej męża będzie drugim domem dla małych sierot, a zażyłość, która złączyła obie rodziny, tylko rosła w tej samej tradycji prostoty, pracy i uczciwości. Pomimo wspomnień i wiernych przyjaźni, które mogłyby zatrzymać ich w Alençon, Ludwik przyjął ofiarę i przeniósł się do Lisieux.

Wielki zaszczyt

Życie w „Buissonets", nowym domu w Lisieux, było bardziej surowe i zamknięte w sobie niż w Alençon. Rodzina nie miała wielu wzajemnych relacji społecznych i pielęgnowała pamięć o niej, o której pan Martin zawsze mówił swoim dzieciom jako o „waszej świętej matce". Najmłodsze dziewczynki znajdowały się pod opieką benedyktynek z Notre-Dame du Pré. Ale Ludwik wiedział, jak zapewnić im rozrywkę: wycieczki do teatru, podróże do Trouville, pobyt w Paryżu itd., szukając we wszystkich realiach życia chwały Bożej i uświęcenia dusz.

Jego osobista świętość została ujawniona przede wszystkim w ofierze wszystkich jego córek, a potem jego samego. Zelia już przewidziała powołanie dwóch najstarszych dziewcząt. Paulina wstąpiła do Karmelu w Lisieux w październiku 1882 r., a Maria w październiku 1886 r. W tym samym czasie Leonia, trudne dziecko, rozpoczęła serię bezowocnych prób, najpierw u klarysek ubogich, następnie w zakonie Nawiedzenia NMP, gdzie po dwóch niepowodzeniach ostatecznie wstąpiła w 1899 r. Teresa, najmłodsza, „mała królowa", miała pokonać każdą przeszkodę, aby wstąpić do Karmelu w wieku 15 lat, w kwietniu 1888 r. Dwa miesiące później, 15 czerwca, Celina wyjawiła ojcu, że ona też poczuła powołanie do życia zakonnego. W obliczu tej nowej ofiary reakcja Ludwika Martina była wspaniała:

− Chodź, pójdziemy razem do Najświętszego Sakramentu, aby podziękować Bogu, który dał mi zaszczyt, biorąc wszystkie moje dzieci.

Papież Jan Paweł II pisał: „Wy, rodzice, składajcie dzięki Panu, jeśli powołał jedno z waszych dzieci do życia konsekrowanego. Powinno to być − jak zawsze w przeszłości − wielkim zaszczytem dla rodziny, jeśli Bóg zechce na nią spojrzeć i wybierze jednego z jej członków, aby zaprosić go do wejścia na drogę rad ewangelicznych! Rozpalajcie w sobie pragnienie oddania Bogu jednego ze swych dzieci, aby służyło miłości Bożej w świecie. Cóż mogłoby być piękniejszym owocem waszej małżeńskiej miłości?" (Adhortacja apostolska Vita consecrata, 25 marca 1996 r., 107).

Powołanie jest przede wszystkim inicjatywą Boga. Ale chrześcijańskie wychowanie sprzyja chętnej odpowiedzi na wezwanie Boga: „W rodzinie ‛rodzice przy pomocy słowa i przykładu winni być dla dzieci swoich pierwszymi zwiastunami wiary', pielęgnując'właściwe każdemu z nich powołanie, ze szczególną zaś troskliwością powołanie duchowne'" (KKK, 1656). W dodatku, „jeśli rodzice nie żyją wartościami ewangelicznymi, trudno oczekiwać, by młody człowiek mógł usłyszeć głos powołania, zrozumieć konieczność wyrzeczeń, jakie musi podjąć, docenić piękno celu, jaki ma osiągnąć. To w rodzinie bowiem młodzi przeżywają pierwsze doświadczenia ewangelicznych wartości, miłości ofiarującej się Bogu i innym. Konieczne jest też wychowywanie młodych do odpowiedzialnego korzystania z własnej wolności, aby potrafili poświęcić życie − zgodnie z otrzymanym powołaniem − najwznioślejszym rzeczywistościom duchowym" (Vita consecrata, tamże).

„Jestem zbyt szczęśliwy"

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza będzie świadczyć o sposobie, w jaki jej ojciec rzeczywiście żył Ewangelią: „Najbardziej zwróciłam uwagę na postęp, jaki dokonał tato w doskonałości. Idąc za przykładem świętego Franciszka Salezego, był w stanie opanować swoją naturalną żywotność do tego stopnia, że wydawał się mieć najbardziej łagodny charakter w świecie. Rzeczy tego świata prawie wydawały się nie mieć na niego wpływu. Łatwo przezwyciężał trudności tego życia". W maju 1888 r. Ludwik prześledził etapy swojego życia podczas wizyty w kościele, gdzie świętował swoje małżeństwo. Potem powiedział do swoich córek:

− Moje dzieci, wróciłem z Alençon, gdzie otrzymałem w kościele Matki Bożej tak wielkie łaski, takie pocieszenia, że odmówiłem tę modlitwę: „Mój Boże, to jest za dużo! Tak, jestem zbyt szczęśliwy, to niemożliwe, żeby iść do Nieba w taki sposób, chcę cierpieć dla Ciebie! I złożyłem swoją...". Słowo „ofiara" zamarło na jego ustach; nie śmiał go wymówić, ale jego córki zrozumiały.

Bóg nie zwlekał z wysłuchaniem Swojego sługi. W dniu 23 czerwca 1888 roku dotknięty rosnącą miażdżycą, która wpłynęła na jego zdolności umysłowe, Ludwik Martin zniknął z domu. Po kilku dniach pełnych obawy został odnaleziony w Hawrze, 27 czerwca. Był to początek powolnej i nieubłaganej fizycznej niewydolności. Wkrótce po tym jak Teresa przywdziała habit, gdzie pojawił się „taki przystojny, taki godny", stał się ofiarą kryzysu delirium, co wymagało umieszczenia go w szpitalu Dobrego Zbawiciela w Caen − upokarzającej sytuacji, którą przyjął z niezwykłą wiarą. Kiedy był już w stanie wypowiedzieć się, powtarzał:

− Wszystko dla większej chwały Boga − a także: − Nigdy nie byłem upokorzony w moim życiu, muszę zostać upokorzony.

Kiedy jego nogi zostały sparaliżowane w maju 1892 r., przywieźli go z powrotem do Lisieux.

− Do widzenia, do zobaczenia w niebie! − z ledwością był w stanie powiedzieć córkom podczas swojej ostatniej wizyty w Karmelu. Odszedł cicho po ataku serca 29 lipca 1894 r. w obecności Celiny, która odłożyła swoje wstąpienie do Karmelu, żeby opiekować się ojcem.

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza powie:

− Dobry Bóg dał mi ojca i matkę bardziej godnych Nieba niż ziemi.

Przybądźmy, za ich przykładem, do wiecznego miejsca zamieszkania, które Święta z Lisieux nazwała „Ojcowskim Domem Nieba".

Dom Antoine Marie, OSB


a

1.) Księża i Siostry z tego zgromadzenia znani są jako Ojcowie (Siostry) Picpus, ponieważ przy Rue (ulicy) de Picpus w Paryżu znajdował się ich pierwszy dom (wikipedia.org).

 


Dzieci Ludwika i Zelii Martin

Od 1860 do 1873 roku Ludwik i Zelia Martin mieli dziewięcioro dzieci, siedem córek i dwóch synów, z których czworo zmarło w dzieciństwie. Pozostała piątka, wszystkie z nich dziewczynki, zostaną zakonnicami:

Maria, urodzona 22 lutego 1860 r., w zakonie siostra Maria od Najświętszego Serca Pana Jezusa, karmelitanka w Lisieux od 15 października 1886 r. Zmarła 19 stycznia 1940 r. w wieku 80 lat.

Paulina, urodzona w dniu 7 września 1861 r., w zakonie Matka Agnieszka od Jezusa, karmelitanka w Lisieux od 2 października 1882 r. Zmarła 28 lipca 1951 r. w wieku 90 lat.

Leonia, urodzona 3 czerwca 1863 r., w zakonie siostra Franciszka-Teresa. Jedyna z pięciu sióstr, która nie została karmelitanką. Rozpoczynała życie zakonne trzy razy, zanim w końcu wstąpiła do klasztoru Nawiedzenia NMP w Caen, 28 stycznia 1899 r. Zmarła 16 czerwca 1941 r. w wieku 78 lat.

Celina, urodzona 28 kwietnia 1869 r., w zakonie siostra Genowefa od Najświętszego Oblicza, karmelitanka w Lisieux od 14 września 1894 r. Zmarła 25 lutego 1959 r. w wieku 89 lat.

Teresa, urodzona 2 stycznia 1873 r., w zakonie siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitanka w Lisieux od 9 kwietnia 1888 r. Zmarła 30 września 1897 r. w wieku 24 lat. Kanonizowana 17 maja 1925 r. i ogłoszona Doktorem Kościoła 19 października 1997 r.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com