French flag English spanish flag

Dziennik patriotów katolickich
dla reformy monetarnej Kredytu Społecznego

Koniec świata doczesnego

w dniu wtorek, 01 marzec 2011.

Przedstawiamy fragmenty książki „Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego" ojca Charlesa Arminjon (1824-1885), francuskiego misjonarza i wykładowcy seminarium w Chambéry. Została ona wydana po raz pierwszy w 1881 r. Książka ta wywarła wielki wpływ na całe życie i duchowość św. Teresy z Lisieux. Nazwała ją „jedną z największych łask swego życia". Przepisywała z niej wiele fragmentów. Lektura tej książki „zanurzyła jej duszę w nadziemskim szczęściu". Oto fragmenty konferencji z tomu poświęconego końcowi świata doczesnego.

Prześladowanie Kościoła zapowiedzią Jego chwały

Obecnie wiele wydarzeń zapowiada nam wielkie zwycięstwo chrześcijaństwa. Czy nasi wrogowie nie mają tego przeczucia? Z pewnością instynktownie przewidują, że dni ich władzy są policzone i że czas ich przewagi nie będzie trwać długo! To dlatego do bezbożnej wojny, którą prowadzą z Kościołem, włączają wszystkie ohydne wynaturzenia, kłamstwa, wszystkie ciemne i ateistyczne rozgrywki i coraz mniej cierpliwie maskują hipokryzje. Rewolucja podnosi zuchwale swój sztandar przeciwko religii, własności i rodzinie, narusza podstawy budowy społecznej i przypuszcza szturm równocześnie na wszystkich płaszczyznach. Prasa, uwolniona od wszelkich hamulców, przy pomocy tysięcy swoich organów zaszczepia najbardziej wywrotowe doktryny i najbardziej śmiertelne trucizny. Władza kościelna Stolicy Apostolskiej, licząca sobie dziesięć wieków, atakowana z piekielną zuchwałością, przedstawiana jest jako instytucja ciemnoty i zacofania, uderzająca w świetność naszej cywilizacji.

Rozumiemy, że w takich czasach trudno o niezłomnych i odważnych uczonych, którzy głęboko poznali mądrość i mogą wskazać nam właściwą drogę. Rozumiemy, że poprzez te chmury i za tym niespokojnym horyzontem dostrzegają tylko ponure perspektywy i głoszą nam nasilenie zbrodni, wojen i straszliwych przewrotów.

Ale właśnie ta niewiarygodna zuchwałość i odradzająca się bez przerwy wściekłość naszych wrogów jest tym, co daje nam nadzieję nowego chwalebnego czasu dla Kościoła. W naszych czasach chrześcijaństwo jest atakowane wszędzie: w sztuce, w naukach, w Kościele i państwie, w Europie jak i w Azji, w starym i nowym świecie. Jest to pewny znak, że zatriumfuje ono wszędzie i w każdym miejscu.

Kiedy to nastąpi? Bóg to wie. Jednak ten fakt jest pewny. Krew męczenników staje się nasieniem chrześcijan, Kościół ma niezmienne obietnice. Wychodząc z Morza Czerwonego, wchodzi do Ziemi Obiecanej. Po okresie ciemności następuje czas światłości i triumfu. Po zniewagach Golgoty Kościół usłyszy wokół siebie błogosławieństwa i triumfalne pieśni wyzwolenia. Nie traćmy więc odwagi. Powitajmy przyszłość, która jest właśnie przygotowywana.

A jeżeli obecnie nasza ojczyzna jest nękana wstrząsami i rozdarta waśniami; jeśli jej los i wpływy polityczne stały się stawką, o którą rywalizują z nienasyconą ambicją pospolite miernoty, to – jak zapowiada Ewangelia – niebawem przypomni sobie pokój i honor wieków swojej młodości; zrzuci łańcuchy i zasłonę swego wstydu i jej wspaniałe dzieje będą napisane na nowo.

A jeśli koniec świata musiał zostać odłożony na długie wieki, to czym są wieki wobec Wieczności? Sekundą, chwilą bardziej ulotną niż błyskawica. Kiedy Syn Boży wstąpił do nieba, Apostołowie nie mogli oderwać wzroku od miejsca na niebie, gdzie zniknął. Nagle objawili się im dwaj aniołowie odziani na biało i powiedzieli im: Mieszkańcy Galilei, dlaczego tu stoicie wpatrując się w niebo? Ten Jezus, który został zabrany do nieba, wróci stamtąd w ten sam sposób, w jaki widzieliście Go wstępującego do nieba (por. Dz 1,9-11); gdzie indziej Jezus Chrystus mówi: Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie, ponieważ idę do mego Ojca (J 16,16).

Okoliczności końca świata

Koniec obecnego świata nastąpi nagle i niespodziewanie: Jak złodziej przyjdzie dzień Pański (por. 2 P 3,10). Przyjdzie, gdy ludzkość będzie pogrążona we śnie najgłębszej beztroski, komfortu i bezpieczeństwa, daleka od myślenia o karze i sprawiedliwości. Przez swoje miłosierdzie Bóg uczyni wszystko, by przyciągnąć ludzkość do siebie. Pojawi się szatan. Ludzie rozproszeni we wszystkich miejscach zostaną przywołani, aby poznać prawdę. Kościół Katolicki po raz ostatni rozkwitnie pełnią swego życia i bogactwa. Jednak wszystkie obfite łaski oraz nadzwyczajne zjawiska, zapowiedziane przez proroków, zostaną ponownie wymazane z serc i pamięci ludzi. Zostaną udaremnione. Ludzkość, poprzez karygodne nadużycie łask, powróci do swych błędów. Zwracając swoje pragnienia i wszystkie dążenia w stronę dóbr i niskich przyjemności tej ziemi, odwróci się – jak mówią żywoty świętych – od Boga do tego stopnia, że nie będzie oczekiwać nieba i nie będzie pamiętać o jego sprawiedliwych wyrokach. Zatracili swój rozsądek i odwrócili swe oczy, nie spoglądając więcej ku niebu i nie zwracając uwagi na sprawiedliwe sądy (Dn 13,9). Wszelka wiara zgaśnie w sercach. Wszelkie ciało ulegnie splugawieniu. Boża Opatrzność uzna, że nie ma już ratunku.

Nie łudzę nikogo. Nie stwarzam iluzji. To słowo jest pewne, gdyż nie jest nasze. Jest ono słowem wszystkich proroków, którzy napisali: Przeto nie boimy się, choćby waliła się ziemia i góry zapadły się w otchłań morza. Niech wody jego burzą się i kipią, niech góry chwieją się pod jego naporem (Ps 46,3-4). Przed Jego blaskiem pociemnieje słońce, księżyc straci blask, a gwiazdy pospadają. To znaczy, że rozdzielone po raz drugi rozprysną się w powietrzu jak lekkie krople.

Według tekstów Ewangelii, które mówią nam wyraźnie: gwiazdy spadną z nieba (Mt 24,29), należy niechybnie założyć, że nie tylko nasza Ziemia, ale gwiazdy, lub w każdym razie całość naszego systemu planetarnego, zostaną rozdzielone, zniszczone i ulegną spaleniu. Astronom Lagrange w swoim traktacie o mechanizmie niebieskim i w swojej teorii, dotyczącej zmienności planet i przesuwania osi ich orbity, wyprowadza wniosek, że nasz system planetarny jest na tyle zabezpieczony od jakiegokolwiek rozbicia i zbudowany w taki sposób, że może istnieć miliardy wieków. Teoria Lagrange'a jest bez wątpienia bardzo pomysłowa i piękna, ale opiera się na hipotezie, że nie pojawi się żaden nieprzewidziany cios, żaden nieznany nam wypadek, który zmieniłby aktualny porządek i zadał kłam dokładnym wyliczeniom nauki. Otóż Ten, który stworzył niebiosa i pokierował ich ruchem z harmonią i porządkiem, tak doskonałymi i godnymi podziwu, może w jednej chwili i bez żadnego cudu zniszczyć swoje dzieło. Z tajemniczej przyczyny, nieznanej człowiekowi, może spowodować zamęt i zaburzenie w ruchach ciał niebieskich. Wstrząs ten natychmiast spowoduje całkowite zniszczenie i wstrzymanie prawa przyciągania ziemskiego we wszystkich planetach i ruchu ich satelit, które nasi uczeni uważają za niezmienne i wieczne.

Wiemy, że te rzeczy nastąpią, ponieważ Prawda wieczna wyraźnie nam przepowiedziała zniszczenie i rozpad Układu Słonecznego na końcu czasów. To zniszczenie jest pewne, ponieważ napisane jest: Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą (Mt 23,35). Jak mówią Włosi: Scillaba di Dio non si Cancella – Słowo Boga jest nieomylne. Jeśli chodzi o epokę, w której to nastąpi, to jest ona znana wyłącznie Bogu i zależy od Jego woli. Co do sposobu, w jaki się to dokona, to przyczyny naturalne i nadprzyrodzone tych zjawisk pozostaną na służbie woli Boga.

To wszystko nadejdzie, te wszystkie wydarzenia się urzeczywistnią! Nie powinniśmy w to wątpić. Są one tak absolutnie pewne, jak Bóg jest pewny sam w sobie, jak pewny jest Duch Prawdy, który się nie myli i nie podlega żadnej zmianie.

W rzeczywistości, jeśli ziemia i wszystko, co ona zawiera, ma zniknąć pewnego dnia spalona w ogniu, to dobra tego świata nie są więcej warte niż drzewo i słoma! Po co więc czynić z nich przedmiot naszych pragnień i zaprzątać sobie nimi umysł? Po co próbować budować i pozostawić ślady naszego geniuszu i naszej potęgi tam, gdzie nie mamy stałego domostwa i gdzie postać tego świata zostanie porwana jak namiot, w którym nie ma już podróżnych?

Antychryst

Czy można przyjąć ostatecznie, że dzień, w którym wszystkie narody zjednoczą się w tak długo oczekiwanej zgodzie, nastanie wówczas, gdy niebo przeminie z hukiem i kiedy wypełni się czas Kościoła wojującego, który będzie świadkiem końcowej katastrofy? Czy Jezus Chrystus zastanie wtedy odradzający się Kościół – po okresie zniszczenia – w całym blasku piękna, młodości i niewyczerpanej płodności?

Jeśli można przyjąć, że po Antychryście koniec świata będzie jeszcze odroczony na wiele wieków, to czy można by też mówić o wielkim kryzysie, który miałby doprowadzić do wielkiej jedności?

Badając znaki czasu – groźny stan polityki, ciągłe wojny i wzrastającą bezbożność, odpowiednią do postępu cywilizacji i odkryć w porządku materialnym – nie możemy zaprzeczyć, że dzień przyjścia człowieka grzechu i dni rozpaczy wydaje się bliski; przepowiedziany nam przez Jezusa Chrystusa.

W pierwszych wiekach istniały dwie opinie co do czasu przyjścia Antychrysta. Pierwsza należy do komentatorów, którzy opierając się na tekście fałszywego listu św. Barnaby, utrzymywali, że świat miał trwać 6000 lat [według kalendarza żydowskiego] i ani jeden dzień więcej, ani mniej.

Druga opinia, długo popierana – od IV do X wieku – była taka, że Antychryst ukazałby się natychmiast po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Wielu Ojców i Doktorów Kościoła uczyło, że ten, który powstrzymuje (por. 2 Tes2,6) oznacza rzymskiego cesarza i wnioskowali, że przyjście Antychrysta miałoby miejsce wtedy, kiedy rzymski cesarz zniknąłby całkowicie. Święty Augustyn i święty Tomasz uważają, że opinia trzymająca się dosłownego sensu tekstu Apostoła Pawła: wiecie, co go teraz powstrzymuje (2 Tes 2,6), nie bazuje na poważnym i solidnym fundamencie. Najpierw wydaje się dziwne, żeby Bóg chciał łączyć losy swojego Kościoła z losami ziemskiej władzy. Kościół jest wezwany do czynienia uczniów ze wszystkich narodów ziemi i łączenia ich w Jego owczarni. Nie można przyjąć, że Kościół ma pozostać zredukowany i podporządkowany jakiejkolwiek ziemskiej władzy. Pogląd ten jest poza tym w jawnej sprzeczności z faktami. Upadek Cesarstwa Rzymskiego jest od dawna faktem.

Za czasów Konstantyna cesarstwo to podzieliło się na dwie gałęzie: Wschód i Zachód. Odrodziło się w Europie za panowania Karola Wielkiego. Na końcu XIV wieku ukazało się światło Wincentego Ferrier, Anioł Apokalipsy; przepowiadał on, że Sąd Ostateczny jest bliski i że przed upływem ośmiu okresów będzie można zobaczyć znaki poprzedzające ostateczną katastrofę. W trzydzieści lat po śmierci Wincentego Ferrier, Mahomet II zawładnął Konstantynopolem i usunął na zawsze wschodnią gałąź Cesarstwa Rzymskiego. Jeśli chodzi o gałąź zachodnioeuropejską – istniała nadal, aż do cesarza Rudolfa, który był głową dynastii augsburskiej i otrzymał swoją koronę od Chrystusa przez pośrednictwo następcy świętego Piotra.

W naszym wieku Cesarstwo Rzymskie upadło przez zniesienie elektoratów i zrzeczenie się tytułu Cesarza Rzymu, który Napoleon otrzymał od cesarza Franciszka II. Jednakże opinia, którą zwalczamy, byłaby prawdziwa, jeśliby zastosować nazwę Cesarstwa Rzymskiego do Kościoła Katolickiego, który nastąpił po cesarzach. Wtedy słowa Apostoła: kiedy przyjdzie odstępstwo (por. 2 Tes 2,3), mówiłyby o aktualnym rozdziale władzy narodów od Kościoła, o rozdziale polityki od religii, Kościoła od państwa. Według tej interpretacji legalny ateizm – oznaczający zniszczenie publicznego panowania Jezusa Chrystusa i eliminację chrześcijaństwa, jego praw i instytucji – byłby tajemnicą nieprawości (por. 2 Tes 2,11-12) zapowiedzianą przez świętego Pawła. W rzeczywistości nie można zaprzeczyć, że obecnie wszystkie rządy przykładają rękę do wykonania tego okropnego dzieła apostazji, że starają się wygnać Jezusa Chrystusa ze szkoły, wojska, a nawet z samej świątyni sprawiedliwości, czyli sądów! Czyż Jego Krzyż, Jego imię chwalebne, nie są poddawane bluźnierstwom i ukazywane jako symbol ignorancji i fanatyzmu?

A Kościół, czyż nie jest pozbawiony wszelkich praw i wykluczony z obrad rządów i zgromadzeń? Czyż wszystkie prawa, które są tworzone, nie są naznaczone tą pieczęcią wstrętnej nietolerancji i nie mają innego celu, jak tylko zmniejszanie autorytetu i wpływu Kościoła? Bluźnierstwo jest wyniesione do wysokości przywileju i prawa; Papież wywłaszczony ze swego księstwa, jest od jedenastu lat więziony1. Równolegle zaś z niszczeniem chrześcijaństwa widzimy odradzanie się pogaństwa w formie prymitywnego materializmu, ubóstwiającego wszystko, co schlebia zmysłom i najniższym instynktom. Pogaństwo poczyna rządzić przemysłem, sztuką, literaturą; dominuje we wszystkich publicznych instytucjach. Jednocześnie chrześcijaństwo jest postrzegane jako wróg, a materializm oferowany narodom jako źródło postępu i bożyszcze przyszłości.

Otóż, jeśli nie uda się nam przeciwstawić nadmiarom popędliwego zła odpowiedniej i silnej reakcji, jeśli degeneracja nadal będzie postępować, można przewidzieć, że ta wojna przeciwko Bogu musi nieuchronnie skończyć się w postaci całkowitej apostazji. Od ducha zysku, korzyści i adoracji Boga-państwa, który jest kultem naszej epoki, do adoracji człowieka jako jednostki jest tylko mały krok. Prawie tego dotykamy... Wychodząc od tych faktów i obserwacji należy wnioskować, że opinia o bliskim przyjściu Antychrysta jest prawdopodobniejsza niż opinia, która oddala je w czasie.

Wreszcie ujrzymy, jak będzie tworzyła się wielka wspólnota z wszystkich mieszkańców ziemi pod berłem jednego władcy, którym będzie Antychryst albo jeden z jego bezpośrednich poprzedników. Dzień ten będzie końcem ludzkiej wolności. Po raz ostatni zostanie odbudowana jedność wszystkich narodów na ruinach zniszczonych i zniewolonych narodowości. Wtedy nastąpi panowanie zła. Boska Opatrzność ukarze ten świat, poddając ciała i dusze ludzi temu nauczycielowi kłamstwa i najwyższemu przywódcy loży masońskich, który będzie miał w sercu tylko nienawiść do nich i pogardę Boga.

Ktokolwiek śledzi uważnie aktualne wydarzenia, nie może oprzeć się wrażeniu, że wszystko przygotowuje i prowadzi społeczeństwo do stanu, w którym człowiek grzechu, pełen zepsucia i fałszu, zrodzi się samoczynnie bez wysiłku jak robak, który rodzi się naturalnie w zgangrenowanym ciele.

Rola narodu wybranego

Jedno wydaje się niezrozumiałe i na pierwszy rzut oka nic tego jeszcze nie zapowiada, to jest, że stolicą władzy Antychrysta będzie Jerozolima. W rezultacie, kiedy chrześcijańska wiara zgaśnie w sercach wierzących, kiedy przyjemność i dobrobyt staną się bogami dnia codziennego oraz wyłącznym zajęciem ludzi, wówczas wszelka działalność człowieka będzie miała tylko jedyny cel: zyskać potęgę władzy napędzanej przez opinię publiczną; władzy, której jedynym motorem i kołem napędowym, nerwem, oddechem i całym splendorem będzie złoto. Złoto zwycięży religię i moralność, stanie się podstawą polityki i kluczem dostępu do wszystkich instytucji. Finansiści będą arcykapłanami i królami. A naród, który posiada złoto, będzie tym, który zawładnie nami już wkrótce.

Po pięćdziesięciu wiekach istnienia i dziewiętnastu wiekach nieszczęść naród żydowski znajduje się wszędzie. Jest porozrzucany na wszystkich kontynentach, można go spotkać w najodleglejszych zakątkach; jest wmieszany w całą ludzką rodzinę. Zawsze na nogach, zawsze w poszukiwaniu swego mesjasza, śniąc o odbudowie swojej świątyni i, mimo wszystkich zmian i wstrząsów, niezwyciężony w swojej narodowej tożsamości i dążeniu do celu. Trzeba słusznie przyznać temu narodowi, że jest trzeźwo myślący i pracowity. Jeśli jednak o nim mówimy, to w sposób abstrakcyjny, wyłącznie z punktu widzenia jego losów i roli w historii zbawienia. Żałowalibyśmy, gdyby nasze słowa okazały się jakąś zniewagą wyrządzoną temu narodowi, który miał tak chwalebnych przodków i który wydał światu Chrystusa Pana co do ciała, Apostołów, Maryję Niepokalaną Dziewicę i innych.

Tymczasem fakty są ewidentne i niemożliwe jest dla chrześcijańskiego filozofa przemilczać je albo ukrywać. Nie minął zaledwie wiek, a naród ten odzyskał prawa i jak piorun zniszczył wszelkie przeszkody. Stał się głową wszystkich ludzkich interesów i spraw. Narodzony wczoraj do życia społecznego i politycznego, panuje niemal wszędzie, a bez niego nic nie może dokonać się w świecie. Przekupił i podporządkował sobie wszystkie ważniejsze sektory życia publicznego i agencje prasowe. Stał się współtwórcą wielkich państw Europy. Kolej żelazna, wielkie inwestycje, banki czy teatry należą do niego. On też stoi na czele wielkiego ruchu socjalistycznego, który zalewa Rosję, Niemcy i Francję. Posiada władzę i głos zasadniczy w najwyższej radzie franko-masońskiej, której losami i działalnością kieruje.

W chwili, gdy piszemy te słowa kwestia antysemityzmu staje się prawdziwym problemem i do głębi porusza Niemcy oraz centrum Europy. Chodzi bowiem o postęp i ciągle rosnący wpływ judaizmu, który staje się obecnie zagrożeniem dla cywilizacji, bezpieczeństwa i istnienia ludu chrześcijańskiego. Zagadnienie to poważnie niepokoi polityków i przedstawicieli państw. Pozostają oni jednak bezsilni i słabi w poszukiwaniu prawdziwego rozwiązania, gdyż odrzucają światło katolicyzmu i religii objawionej. W rzeczywistości bowiem judaizm jest doktryną i wyznaniem wiary nierozdzielnie związanym z narodowością. Wszystkie inne narodowości, jak Francuzi, Włosi, Niemcy czy Hiszpanie, mogą żyć poddane tej samej władzy i wspólnym prawom, kierować się tymi samymi regułami i współistnieć w tych samych instytucjach, nie zwlekając w jednoczeniu swoich interesów, dążąc do zawierania małżeństw między sobą i posiadania tych samych aspiracji oraz ducha patriotyzmu. Żydzi zaś przeciwnie, nie mieszają się z żadnym narodem. Mogą mieszkać i pracować wśród innego ludu, lecz pozostają pośrodku niego jak wygnańcy i jeńcy. Zamiast ojczyzny realnej, mają jedną ojczyznę idealną – Palestynę. Jerozolima zaś jest ich stolicą – miastem, za którym tęsknią. W dyskusjach, literaturze, w gazetach i czasopismach dają wyraz nadziei, że pewnego dnia odbudują nowe królestwo żydowskie w Jerozolimie lub w jej pobliżu.

To nie narodowość i krew zabrania Żydom mieszania się z innymi narodowościami i stawia ich w otwartej wrogości do innych narodów, lecz religia. Oczywiście nie religia mojżeszowa, którą opuścili i znają tylko z imienia, lecz religia talmudyczna i rabinistyczna, oparta nie na bazie ewangelicznej miłości bliźniego, lecz na obowiązku poddania w nienawiść wszystkiego, co nie pochodzi z ich krwi. To dlatego Żydzi kierują się zasadą, że wszelkie środki są dobre, jeśli prowadzą do rozkwitu ich narodowego interesu. Zawsze, ilekroć uznają to za słuszne i korzystne dla ich interesu, są skłonni poddać się pozornemu nawróceniu, zmianie zewnętrznych obyczajów czy praktyk innych niż ich własna religia. Dlatego w chwili obecnej mamy na przykład wielu Żydów w Niemczech, którzy przyjmują chrzest i wchodzą do wspólnot chrześcijańskich po to, by zakupić ziemie, uzyskać godność szlachecką, zdobyć pracę na szczeblu publicznej władzy, a ostatecznie dzięki tym korzyściom wzbogacić synagogę i zubożyć ludność, wśród której żyją.

W okresie średniowiecza narody i królowie chrześcijańscy, oświeceni przez Kościół, zdolni byli przewidzieć to społeczne niebezpieczeństwo. Z jednej strony rozumieli, że należy tolerować Żydów, gdyż niemożliwym jest, aby unicestwić ich, zgodnie z tym, co przepowiedzieli prorocy, że będą oni istnieć aż do skończenia świata, kiedy to powrócą do prawdziwej wiary. Z drugiej jednak strony rozumieli i to, że nie mogą żyć beztrosko i bezpiecznie, jeśli dadzą pełną wolność narodowi tak bardzo chciwemu, srogiemu i ekspansywnemu. Doświadczenie potwierdza, że wszędzie tam, gdzie Żydzi doszli do władzy i zdominowali jakiś naród, stali się despotami i niszczącymi tyranami. Dlatego prawo kościelne zapewnia im tolerancję, odmawiając im jednak praw państwowych i cywilnych, których mogliby nadużywać i których nadużywają wszędzie tam, gdzie jest nadzieja bogactwa. Czuwa ono nad nimi, aby żyli spokojnie i swoje interesy handlowe prowadzili umiarkowanie bez szkodzenia chrześcijanom, wśród których żyją. Dzięki mądrym zasadom, tak samo korzystnym dla ich spraw, jak i osób, Żydzi – synowie Izraela – trwają przez wieki, nie tylko strzeżeni przed powszechną nienawiścią, lecz także przed wzburzeniem i rozjątrzeniem zaślepionej ludności.

Taka jest aktualna kwestia żydowska do głębi poruszająca opinię publiczną w Prusach, Austrii czy w Polsce i w ciemnych kolorach przedstawiająca możliwe rozwiązania. Jeśli nawet spośród synów Izraela odrzucimy ludzi, którzy popadli w racjonalizm i niewiarę, to garść żydowskiego ludu Starego Przymierza nadal nie ustanie w pielęgnowaniu tych samych marzeń o mesjaszu, nieustannie oczekiwanym, mocnym zdobywcy, który podporządkuje sobie ziemię. Jeden z oficjalnych interpretatorów Talmudu miał odwagę powiedzieć: „Winien się narodzić mesjanizm nowych dni, Jerozolima nowego porządku, mocno osadzona między Wschodem a Zachodem, winna zastąpić podwójną władzę cezarów i papieży". Inny zaś rabin wyjaśnił, że „Jerozolima pozostanie zawsze główną podporą naszych nadziei i naszej wiary".

Czyż jest więc nieprawdopodobne, aby w warunkach społecznych, takich jak nasze, gdzie wydarzenia najstraszniejsze i najbardziej nieprzewidywalne wyłaniają się nagle z szybkością pary i pioruna, nie można było spotkać człowieka, który wykorzystując cały chaos rewolucji, porwałby i zafascynował tłumy i stał się nauczycielem dusz i serc ludzkich? Czy jest więc niemożliwe, aby pod sztandarem kosmopolitycznej odnowy, nie skrzyknął wszystkich swoich współwyznawców i nie zdobył powszechnej władzy, w imię cudownego panowania rozumu oraz cielesności, w imię władzy akceptowanej z entuzjazmem przez wszystkie błądzące i zwiedzione narody? Czy nie można wreszcie sądzić, że ten potężny i przewrotny człowiek, który ściśnie świat w szponach ogromnego despotyzmu, będzie postacią opisywaną i przepowiedzianą przez świętego Jana jako Antychryst?

o. Charles Arminjon


a

1.) W 1870 r., kiedy armia króla Włoch Wiktora Emanuela II włączyła Państwo Kościelne do nowo powstającego Królestwa Włoch, papież Pius IX nie zgodził się z tą decyzją i ogłosił się „więźniem Watykanu”. 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com