French flag English spanish flag

Nowy system finansowy, który szanuje plan Boga dla Jego Stworzenia

Napisał Alain Pilote w dniu sobota, 01 sierpień 2015.

Papież Franciszek zaskoczył wielu swoimi mocnymi słowami w jego ostatniej encyklice Laudato Si, żeby podnieść świadomość pilnej sprawy „ekologii integralnej". Ekologia integralna zadbałaby o ludzi i naturę, co obecnie składa się w ofierze na ołtarzu Mamony, pieniądza-bożka zysku za wszelką cenę, niezależnie od konsekwencji dla środowiska i ludzi. Niektórzy nawet doszli aż do potępienia encykliki zanim została opublikowana, twierdząc, że globalne ocieplenie czy zmiana klimatu nie jest spowodowana działalnością ludzi, ale jedynie przyczynami naturalnymi. Ci ludzie obawiają się także, iż Papież idzie na rękę promotorom jednego rządu światowego, którzy celowo wyolbrzymiają stan zniszczenia ziemi, żeby narzucić drastyczne środki, takie jak radykalne zmniejszenie populacji planety przez aborcję, antykoncepcję, wojny, choroby itp.

Papież Franciszek dobrze wie, że istnieje taki nurt idei i ludzi, którzy to promują, ale nie bierze udziału w ich grze. Wskazał on bardzo wyraźnie w swojej encyklice, że redukcja populacji i aborcja nie są rozwiązaniem problemów środowiska. Prowadzi on raczej debatę z punktu widzenia prawdziwie chrześcijańskiej perspektywy i chrześcijańskich zasad.

Jeśli chodzi o to, czy globalne ocieplenie jest spowodowane raczej przyczynami ludzkimi niż naturalnymi, Papież z pewnością nie czyni z tego dogmatu, mówiąc, że debata w kręgach naukowych na ten temat pozostaje otwarta. W paragrafie 61 encykliki Laudato Si napisał:

„W wielu kwestiach szczegółowych Kościół nie ma podstaw, by proponować definitywne rozwiązania, i rozumie, że powinien słuchać i promować uczciwą debatę wśród naukowców, szanując różnorodność opinii. Ale wystarczy uczciwie spojrzeć na rzeczywistość, aby zobaczyć, że ma miejsce wielka degradacja naszego wspólnego domu".

Innymi słowy, nawet jeśli ktoś nie wierzy w globalne ocieplenie, nikt nie może zaprzeczyć, że ciągle istnieje wiele przykładów niszczenia planety i zupełnie niepotrzebnego marnotrawstwa zasobów naturalnych, co prowadzi do stosów toksycznych odpadów.

Papież używa też mocnego języka, żeby potępić obecny system finansowy, w którym wszystko jest podporządkowane „bożkowi pieniądza". Jeśli niektórzy są zgorszeni tymi słowami Ojca Świętego, posuwając się do oskarżania go o tendencje marksistowskie, to dlatego, że sami przekręcili obecny system finansowy w bożka i w dogmat twierdząc, iż jest on doskonały i że każdy, kto odważy się go kwestionować, jest komunistą! Ignorują nauczanie Papieży na temat kapitalizmu, które odróżnia bardzo dobrze działający system produkcyjny (wolny rynek, prywatne przedsiębiorstwa) od systemu finansowego, który jest korzeniem wszystkich problemów. Ignorują bardzo mocne słowa papieża Piusa XI z encykliki Quadragesimo anno z 1931 r.: „Ci, którzy kontrolują pieniądze i kredyt, kontrolują nasze życie, tak że nikt nie może wbrew ich woli oddychać".

Planowane starzenie się

W paragrafie 203 Laudatio si, Papież mówi na temat systemu finansowego, który „ma tendencję do promowania ekstremalnego konsumpcjonizmu, aby sprzedać swoje produkty, a ludzie w końcu wciągnięci są w wir zakupów i niepotrzebnych kosztów".

Oto jeden z przykładów tego, co określa się technicznym terminem „planowanego starzenia się": dobra są tworzone i produkowane tak, by przetrwały jak najkrócej, żeby zmuszać konsumentów do ich jak najszybszej wymiany. Kiedy indziej, chociaż produkt ciągle działa i jest użyteczny, kampanie reklamowe będą przekonywać nas, że jest on teraz niemodny i że potrzebujemy najnowszych produktów, jakie są na rynku. Dopóki ludzie konsumują, wszystko będzie w porządku!

Pomyślmy tylko o atramentowych drukarkach komputerowych. Kiedy pojemnik z tuszem jest pusty, taniej jest kupić nową drukarkę niż wymienić pojemnik... To samo dotyczy większości urządzeń elektronicznych: sklepy ich nie reperują i taniej jest kupić nowy model, nawet jeśli stary potrzebuje tylko niewielkiej części, żeby znowu zaczął działać.

Jeśli ktoś prześledzi problem z bliska, zobaczy, że istnieją „prawa" obecnego systemu finansowego, które powodują taką bezużyteczną degradację zasobów naturalnych ziemi. Jest to szczególnie zasada, która wiąże dystrybucję siły nabywczej z zatrudnieniem. Prowadzi to do takich oto sytuacji. Grupy chroniące środowisko chcą uniemożliwić fabryce jego zanieczyszczanie, ale rząd odpowiada, że kosztowałoby to kompanię zbyt dużo pieniędzy i zmusiłoby ją do zamknięcia fabryki, a więc „oczywiście" lepiej jest utrzymywać te cenne miejsca pracy, nawet jeśli dzieje się to kosztem środowiska. Środowisko, czyli coś rzeczywistego, poświęca się i porzuca dla symbolu – dla pieniędzy. Miejsca pracy tworzone są, żeby utrzymywać zatrudnienie ludzi w zamian za bardzo duży koszt przetrwania naszej planety. Nieważne, że ludzie są zatruwani, jeśli tylko jest to opłacalne!

Papież Franciszek napisał w paragrafie 195: „Zasada maksymalizacji zysku, w oderwaniu od wszystkich innych względów, jest wypaczeniem pojęcia ekonomii: następuje wzrost bieżącego produktu brutto i nikogo nie interesuje to, że produkcja odbywa się kosztem przyszłych zasobów lub środowiska".

Stary Indianin z plemienia Kri1 mówił: „Tylko wtedy, kiedy umrze ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta, a ostatnia ryba złowiona, zrozumiemy, że nie możemy jeść pieniędzy".

Co można powiedzieć o wszystkich sztucznych potrzebach, które są tworzone w tym jednym celu, jakim jest zatrudnienie ludzi, o wszystkich ludziach zajętych papierową pracą w biurach, o dobrach produkowanych po to, żeby przetrwały jak najkrócej, co spowoduje wzrost sprzedaży? Wszystko to prowadzi do bezużytecznego marnotrawienia i destrukcji środowiska, degradując człowieka.

Podstawową przyczyną zanieczyszczenia środowiska i marnotrawienia ludzkich i naturalnych zasobów jest chroniczny brak siły nabywczej, który jest nieodłącznym elementem obecnego systemu finansowego. To znaczy, że konsumenci, w każdym danym momencie, nie mają wystarczającej ilości pieniędzy, żeby kupić wszystkie istniejące produkty. Ludzie nie są w stanie kupić produktów, które wyprodukowała ich społeczność. Żeby rozdzielać płace i wynagrodzenia, muszą być tworzone sztuczne potrzeby, tak by można było zapłacić za towary już wyprodukowane.

Wzrost na nowo zdefiniowany

Stąd możemy wyobrazić sobie wszystkie skutki, jakie katastrofalna polityka ekonomiczna przynosi środowisku. Na przykład, zawsze słyszymy o potrzebie wzrostu ekonomicznego, potrzebie większej konkurencyjności poszczególnych krajów i stałym wzroście ich produktu krajowego brutto (PKB). W rzeczywistości, ponieważ realnym celem ekonomii jest zaspokojenie ludzkich potrzeb (przynajmniej podstawowych), kraj powinien mόc zwiększać, stabilizować albo redukować swoją produkcję zgodnie z potrzebami swoich mieszkańców. W wielu przypadkach bardziej właściwe byłoby zmniejszenie produkcji.

Jeśli w ciągu dwóch lat kraj mógłby dostarczyć do każdego gospodarstwa domowego pralkę automatyczną, która mogłaby działać przez dwadzieścia lat, kontynuacja produkcji większej ilości pralek automatycznych w takim kraju byłaby całkowicie nierozsądna! Henry Ford powiedział kiedyś, że celem dobrego producenta samochodów powinno być wyprodukowanie auta, które będzie służyło rodzinie przez całe życie. Technicznie jest to możliwe, ale jeśli takie samochody byłyby produkowane, doprowadziłoby to do ekonomicznego chaosu – co zrobilibyśmy z tymi wszystkimi bezrobotnymi pracownikami z fabryk samochodów?

Jeśli myślimy tylko kategoriami finansowymi, wzrost gospodarczy wydaje się koniecznością, ale z realistycznego czy praktycznego punktu widzenia, to nie ma sensu.

Temat konsumpcjonizmu – tworzenia sztucznych potrzeb dla utrzymania gospodarki w ruchu – podsumowany był w specjalnym dodatku na temat środowiska, zatytułowanym Zieleń – gdy w grę wchodzą pieniądze, opublikowanym w lecie 1991 r. w czasopiśmie The Social Crediter (Kredytowiec Społeczny, www.douglassocialcredit.com):

„Obraz, jaki powstaje ze zrozumienia działania systemu finansowego, ukazuje ekonomię kierowaną w dużej mierze raczej przez nakazy finansowe niż przez popyt konsumentów na faktyczne produkty gospodarki, rozmnażając w konsekwencji niepotrzebną produkcję. Finansowe naciski, zmierzając do uczynienia z produkcji celu samego w sobie, tworzą silny impuls do nadużywania i marnotrawienia zasobów. Tylko ze względu na dystrybucję dochodu musimy z konieczności naruszać zasoby naturalne ziemi.

Wpływ tej przymusowej aktywności ekonomicznej na środowisko jest ogromny. Tysiące szkodliwych inwazji na przyrodę jest usprawiedliwianych tym, że przynoszą one ludzkim kieszeniom dochód. Przymyka się oczy na tandetną jakość i wbudowane starzenie się, ponieważ gwarantują one szybką wymianę dóbr i trwały ‚ruch'gospodarczy... Produkcja jest korzystnie zestawiana w statystykach rządowych bez względu na to, czy degraduje ona lub niszczy ludzi, albo czy jest funkcjonalna lub faktycznie spełnia potrzeby konsumentów. Powszechne niewłaściwe wykorzystanie wysiłków likwiduje moralność ekologiczną; poczucie ludzkiego miejsca w przyrodzie jest osłabione.

Przedstawmy nieco inaczej sytuację. Przypadki degradacji środowiska są przeważnie objawami głębszego problemu trwałego braku siły nabywczej konsumentów. Ekolodzy rutynowo potępiają wykładniczy wzrost ekonomiczny jako szaleństwo. Niestety bez dokładnego zrozumienia tego, co powoduje konieczność takiego wzrostu, nie mogą oni zaproponować żadnej praktycznej alternatywy.

Trzeba budować i utrzymywać kompleksy biurowe, żeby dać miejsce „pełnemu zatrudnieniu"; trzeba dla urzędników produkować góry artykułów do „pracy"; muszą zostać zainstalowane systemy przemieszczania pracowników do miejsca pracy i z powrotem; wielkie ilości paliwa muszą zostać wydobyte i rafinowane, przetransportowane i spalone, żeby przewieźć ich do pracy i z powrotem oraz zapewnić im ciepło w miejscu pracy i tak dalej".

Rozwiązanie problemu

„Faktycznie, jedynym sposobem uporania się z problemami skażenia i grabieży jest usunięcie bodźców prowadzących do nadużyć. Głównym motorem marnotrawstwa ekonomicznego jest nacisk na produkcję jako cel sam w sobie, co ma zaradzić nieodłącznemu defektowi tkwiącemu w systemie dystrybucji dochodów. Wynika stąd, że naprawa tego defektu miałaby odciążyć ludzi od budowania kapitału, który jest zbędny i którego nikt nie chce. Pozwoliłoby to na racjonalne i zrównoważone oszacowanie sytuacji naszego środowiska i otwarcie możliwie najszerszego zakresu opcji do zmagania się z problemami.

Pierwszym krokiem do odrodzenia gospodarczego i środowiskowego jest wzrost przepływu dochodu do konsumentów. Oczywiście przez ‚dochód'rozumiemy realną siłę nabywczą, a nie odnawiający się dług, za który ludzie są już odpowiedzialni w swoich rolach konsumentów i podatników. Banki tworzą miliardy dolarów dziennie pod wartość realnego bogactwa produkowanego przez społeczeństwo, a efektem jest to, że kraj jest pogrążony w długach. Tym samym instytucjom można by polecić tworzenie kredytu wolnego od długu, a dla zrównoważenia przepływu kosztów produkcji i zdolności do ich likwidacji, rozprowadzania go w formie dywidendy wypłacanej wszystkim mieszkańcom.

Wbrew życzeniom prawie wszystkich świadomych osób, nasza piękna ziemia jest intensywnie dewastowana i zanieczyszczana, a żądni władzy ludzie, stosując manewr w rodzaju podpalenia Reichstagu, używają problemów środowiska dla służących im celów politycznych. Kiedy śledzimy przyczyny obecnej sytuacji u ich źródła, znajdujemy tam wadliwy system finansowy. Nie potrzebujemy niszczyć systemu pieniężnego – istotnie, byłoby to poważnym błędem – ale decydujące jest to, żebyśmy zreformowali go tak, by stał się sługą naszych aspiracji, a nie ich panem". (Koniec fragmentów zaczerpniętych z czasopisma „The Social Crediter")

Na samym końcu encykliki Ojciec Święty napisał na temat potrzeby zmiany naszego stylu życia i zredukowania naszej konsumpcji. Ale mówienie o dobrowolnej prostocie i mniejszej konsumpcji występuje przeciwko obecnemu systemowi finansowemu i prowadzi do zamykania fabryk i zwalniania tysięcy robotników. Poza tym, sam papież Franciszek przyznaje, że aby dokonać zmian, do których wzywa w swojej encyklice, najpierw musi nastąpić zmiana systemu finansowego, żeby dopasować go do realnej gospodarki i wspólnego dobra.

W pełni zgadzamy się z Ojcem Świętym i twierdzimy, że system Kredytu Społecznego proponowany przez Clifforda H. Douglasa i Louisa Evena, uczyniłby możliwym wszystko, czego pragnie papież Franciszek w swojej encyklice, kładąc kres marnotrawstwu zasobów i pobudzając rozwój osoby ludzkiej.

Nasze całe środowisko mogłoby zostać zmienione, gdyby system finansowy był dostosowany do potrzeb populacji. Nie potrzebowalibyśmy wielkich fabryk ani ludzi przenoszących się ze wsi do miast w poszukiwaniu zatrudnienia. Douglas zauważył, że wielkie fabryki nie są koniecznie bardziej produktywne niż małe, a jeśli istnieją, to po prostu dlatego, że banki wolą finansować duże firmy zamiast rodzinnych biznesów. Moglibyśmy powrócić do produkcji na ludzką skalę w lokalnych społecznościach.

Maszyny w służbie człowieka

Papież nie występuje przeciwko używaniu maszyn i przeciwko postępowi, ale człowiek musi być pierwszy, przed zyskiem. Oto, co napisał w paragrafie 114: „Nikt nie chce wrócić do epoki jaskiniowej, ale konieczne jest spowolnienie marszu, aby obserwować rzeczywistość w inny sposób, gromadzić osiągnięcia pozytywne i zrównoważone, a jednocześnie przywrócić wartości i wielkie cele unicestwione z powodu megalomańskiego niepohamowania".

A nieco wcześniej możemy przeczytać w paragrafie 112: „Możliwe jest jednak ponowne poszerzanie spojrzenia, a ludzka wolność jest zdolna do ograniczenia techniki, ukierunkowania jej oraz wprzęgnięcia w służbę innego rodzaju postępu, zdrowszego, bardziej ludzkiego, bardziej społecznego i bardziej integralnego... na przykład, gdy wspólnota małych producentów opowiada się za mniej zanieczyszczającymi systemami produkcji, wspierając niekonsumpcyjny model życia, zadowolenia oraz współistnienia; lub gdy technika nastawiona jest przede wszystkim na rozwiązywanie konkretnych problemów ludzkich, z obowiązkiem niesienia pomocy innym, by żyli z większą godnością, a mniejszym cierpieniem".

Jakie miejsce powinna zajmować maszyna, kiedy powinna zastąpić ludzką pracę i kiedy lepiej mieć ludzi zamiast maszyny? Co stanowi o godności pracy i kiedy praca staje się nieludzka i już nie szanuje godności pracownika? Pewne prace wymagają ludzkiej ręki: praca lekarza, nauczyciela, opieka nad osobami starszymi, edukacja dzieci, podczas gdy inne prace mogą być lepiej wykonane przez maszyny, zwłaszcza wymagające powtarzalnych ruchów na taśmie produkcyjnej, gdzie ludzka kreatywność nie może być wyrażona.

Papież Franciszek napisał w paragrafie 128: „Jesteśmy powołani do pracy od chwili naszego stworzenia. Nie należy dążyć do tego, aby postęp technologiczny zastępował coraz bardziej ludzką pracę, przez co ludzkość doprowadziłaby do wyrządzenia szkody sobie samej. Praca jest koniecznością, częścią sensu życia na tej ziemi, sposobem dojrzewania, ludzkiego rozwoju i osobistego spełnienia... Prawdziwym celem powinno być zawsze umożliwienie ubogim godnego życia poprzez pracę. Jednak orientacja gospodarki spowodowała pewien rodzaj ulepszeń technologicznych, mających na celu obniżenie kosztów produkcji poprzez zmniejszenie liczby miejsc pracy i zastąpienie ludzi maszynami. Jest to kolejny sposób, w jaki działania człowieka mogą obrócić się przeciwko niemu".

Roboty nie są celem samym w sobie. Istnieją po to, żeby wykonywać trudne zadania, pomagać ludziom, dając im trochę czasu wolnego. Problem polega na tym, że kiedy dochód jest powiązany wyłącznie z zatrudnieniem, wprowadzenie maszyny oznacza utratę całego dochodu robotnika, który traci pracę. Jak to wielokrotnie wyjaśnialiśmy w MICHAELU, Kredyt Społeczny uwzględnia ten problem przez wypłacanie dywidendy dla wszystkich. Oparta jest ona na podwójnym dziedzictwie zasobów naturalnych i postępu, co pozwala człowiekowi wybrać działalność, która mu się najbardziej podoba. W systemie Kredytu Społecznego nastąpi wybuch działalności twórczej.

Trzeba dokonywać wyborów społecznych, ale faktem jest to, że w obecnych warunkach gospodarczych wszystkie podstawowe dobra mogą zostać wykonane pomimo bezrobocia wynoszącego 10, 20 lub więcej procent. Ponadto, wielkie kompanie przenoszą swoje fabryki do krajów, gdzie praca jest tańsza i gdzie przepisy dotyczące środowiska sa mniej rygorystyczne. Nazywa się to offshoringiem – przenoszeniem miejsc pracy. Jak kraj europejski czy północnoamerykański może konkurować z krajami takimi jak Chiny, Bangladesz czy innymi krajami azjatyckimi, gdzie wynagrodzenia w przemyśle tekstylnym nie wynoszą 38 dolarów na godzinę, a 38 dolarów... na miesiąc!... i na domiar tego, warunki pracy czynią robotników dosłownie niewolnikami.

Wprowadzenie dywidendy dla wszystkich nie oznacza, że ludzie przestaną pracować lub zostaną zastąpieni przez maszyny. Przeciwnie, ta dodatkowa siła nabywcza pobudzi osobistą inicjatywę i tworzenie lokalnych miejsc pracy. Papież Franciszek napisał w paragrafie 129 Laudato si:

„Aby możliwe było nadal oferowanie pracy, konieczne jest promowanie gospodarki sprzyjającej różnorodności produkcyjnej i kreatywności przedsiębiorczości. Na przykład istnieje wiele różnych małych wiejskich systemów żywnościowych, które nadal karmią większość światowej populacji, wykorzystując niewielką część ziemi i wody oraz wytwarzając mniej odpadów, gospodarując na małych areałach, w ogrodach, trudniąc się łowiectwem, zbiorem produktów leśnych czy rybołówstwem". Dywidenda Kredytu Społecznego umożliwi tę „kreatywność przedsiębiorczości".

Uwolnienie od konieczności pracy zapewniającej potrzeby życiowe nie oznacza, że ludzie staną się leniwi. Znaczy to tylko, że człowiek może wybrać udział w takim rodzaju działalności, która najbardziej go przyciąga w dostarczaniu prawdziwych usług innym. W systemie Kredytu Społecznego nastąpi wybuch twórczej działalności.

Wszyscy, którzy troszczą się o środowisko i w konsekwencji o przyszłość ludzkości na ziemi, wszyscy, którzy chcą „ocalić planetę", powinni zatem studiować i rozpowszechniać Kredyt Społeczny, system, który umieści pieniądze w służbie człowiekowi, kładąc kres marnotrawstwu zasobów naturalnych.


a

1.) Kri (franc. Cri, ang. Cree – nazwa pochodzi z jęz. francuskiego – Kristinaux, sami Kri nazywali siebie Kenistonoag) – jedno z najliczniejszych plemion Indian kanadyjskich, zamieszkujące także północną część USA, posługujące się językiem kri (wikipedia.org)

 

O autorze

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com