French flag English spanish flag

Pierwszy pomnik

Napisał Janusz A. Lewicki w dniu sobota, 01 sierpień 2015.

35. ROCZNICA POWSTANIA „SOLIDARNOŚCI”

To dobrze, że pierwszy w Polsce pomnik Anny Walentynowicz stanął naprzeciwko kamienicy, w której mieszkała kilkadziesiąt lat w Gdańsku-Wrzeszczu, przy głównej ulicy Grunwaldzkiej. To dobrze, że Anna Solidarność przystanęła tu, żeby z troską pomyśleć o Polsce. Pomnik jest wyjątkowo udany. Gdański rzeźbiarz Stanisław Milewski, który go zaprojektował i wykonał, bardzo dobrze uchwycił podobieństwo twarzy i całej postaci, a jest to najtrudniejsze przy projektowaniu pomników.

Odsłonięcie pomnika nastąpiło pięć lat po tragicznej śmierci Anny Walentynowicz, w dniu jej urodzin 15 sierpnia 2015 r. Jest w tym miejscu duży skwer, który już wcześniej nazwano jej imieniem. Teraz część skweru podniesiono i na tym podwyższeniu umieszczono rzeźbę. Pomnik nie jest duży, ale dzięki wyniesieniu go ponad poziom chodnika staje się bardziej okazały. Wykonano go z brązu i ustawiono na granitowym cokole z napisem:

Anna Walentynowicz 1929-2010. Nie ma wolności bez solidarności.

Powstał on dzięki inicjatywie Stowarzyszenia „Godność", które przeprowadziło zbiórkę pieniędzy społecznych, głównie od członków NSZZ „Solidarność", a także dzięki fundatorowi Romanowi Rojkowi, działaczowi opozycji przedsierpniowej.

Po katastrofie smoleńskiej, w której zginęła Anna Walentynowicz, powstał pomysł zrealizowania jej pomnika koło Gdańskich Krzyży. Miała to być idąca po ulicy Anna, która zatrzymała się nieopodal Krzyży – pomnika o powstanie którego bardzo wałczyła. Jednak wszystkie takie inicjatywy były wtedy odrzucane przez władze. Teraz się udało, bo te same władze znalazły się w przededniu wyborów parlamentarnych w Polsce. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele najwyższych władz polskich, działacze Solidarności, przyjaciele Anny Walentynowicz z pierwszej Solidarności i z internowania, przyjaciele z innych etapów jej działalności i mieszkańcy Gdańska.

Przedstawiciel obecnych władz, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, rozpoczął uroczystość i powitał przybyłych gości. Powiedział m. in.: „Anna Walentynowicz – suwnicowa, która zmieniła historię świata. Jej życie jest wielką metaforą polskich losów. Wrażliwość na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość skierowały ją na drogę sprzeciwu wobec komunistycznych władz. Za działalność w Wolnych Związkach Zawodowych została wyrzucona z pracy w Stoczni Gdańskiej. W imię przywrócenia jej do pracy, 35 lat temu, 14 sierpnia 1980 r., wybuchł strajk, który zmienił oblicze współczesnego świata. Dla nas, dla gdańszczan Anna Walentynowicz na zawsze pozostanie symbolem naszego miasta, naszych czasów".

Pomnik odsłonili: syn Anny – Janusz Walentynowicz, jej wnuk Piotr i wnuczka Katarzyna. Arcybiskup metropolita gdański Sławoj Leszek Głódź poświęcił pomnik, mówiąc: „Wszechmogący i dobry Boże, Ty byłeś źródłem siły i nadziei Anny Walentynowicz. Naucz nas wszystkich troszczyć się tak jak ona o dom wszystkich, którym jest Polska. (...) Nie wiemy, do jakiego katalogu wpisał Pan Bóg św. pamięci panią Annę Walentynowicz. Z pewnością męczenników Rzeczypospolitej i bohaterów narodowych. Długo czekałaś, a z drugiej strony, jak na pomniki – niedługo. Czekamy długo – pięć lat – na pomnik upamiętniający ofiary Smoleńska i go nie ma. Co nam pozostaje? Na raty rozkładać, ale pomników nie powinno się rozkładać na raty".

Syn Anny Walentynowicz dziękując za wzniesienie pomnika podzielił się kilkoma refleksjami: „Chciałbym, żeby ten pomnik był symbolem czegoś, co potocznie nazywamy normalnością, żeby przypominał, że można żyć i pracować dla nas wszystkich nie tylko w celu osiągnięcia własnych korzyści, że obok nas są ludzie mniej przystosowani, słabsi, którym należy pomóc. Tym właśnie zajmowała się moja mama".

W czasie składania wieńców i kwiatów pod pomnikiem wiersz nieznanego poety pt. „Katyń" wyrecytowała pani Alina Makowiecka, która mówiła go w 1940 r. na tajnych kompletach. Pani Alina jest współpracownikiem MICHAELA od wielu lat i znajomą Anny Walentynowicz. Ma również swój udział w opozycji antykomunistycznej. Mieszka w Gdańsku niedaleko skweru, na którym stanął pomnik. Sama Anna Walentynowicz od początku ukazywania się MICHAELA w Polsce (od 1999 r.) współpracowała z naszym dwumiesięcznikiem, a w 2007 r. na nasze zaproszenie przybyła do Kanady i USA, gdzie w głównych skupiskach polonijnych odbyła kilkanaście spotkań z rodakami.

List od prezydenta Polski Andrzeja Dudy odczytał sekretarz stanu w jego kancelarii, Maciej Łopiński. Oto jego fragmenty: „Bardzo się cieszę, że ta wspaniała postać zyskuje teraz upamiętnienie na skwerze swojego imienia, niemal tuż obok domu przy ul. Grunwaldzkiej, gdzie mieszkała. Pani Anna Walentynowicz odegrała niezwykle ważną rolę w dziejach najnowszych Polski. Trudne do przecenienia są zasługi, jakie położyła dla Wolnych Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność", których była współzałożycielką.

Należała do najodważniejszych działaczy opozycji demokratycznej, a zarazem była jednym z tych przeciwników systemu, których najzacieklej zwalczał komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Dzięki badaniom historyków dzisiaj wiemy już, że jej inwigilacją zajmowało się przeszło stu funkcjonariuszy i tajnych współpracowników SB. Znosiła to wszystko z godną podziwu niezłomnością i determinacją, zdecydowana walczyć do samego końca z totalitarną władzą o wolność i prawa przynależne każdemu człowiekowi.

Jednocześnie była też osobą szczególnie wrażliwą na ludzką krzywdę. Doświadczywszy wielu życiowych trudności, z głębokim szacunkiem traktowała bliźnich, zwłaszcza skrzywdzonych i poniżonych. Jej serdeczność, otwartość, gotowość niesienia pomocy i ofiarność były powszechnie znane. Uważam, że Jej postawa wobec innych może być wzorem dla nas, jak kształtować relacje społeczne oparte na wzajemnym poszanowaniu i uznaniu godności. Nowo powstały pomnik przypominał będzie odtąd o tej pięknej postaci i ponadczasowych wartościach, którymi zawsze się kierowała".

Sławomir Cenckiewicz, biograf Anny Walentynowicz, podzielił się kilkoma refleksjami na temat jej życia. „Postać Anny Walentynowicz symbolizuje godność, upór, opór przeciwko komunizmowi. Życie Anny Walentynowicz to ciągła walka, nie tylko z komunizmem, ale również o godność człowieka w PRL-u, o godność pracy ludzkiej. To wszystko jakoś pchnęło ją w stronę zorganizowanego ruchu oporu antykomunistycznego. To, co jest fascynującego w tej postaci, to jej wybór. Ona zrezygnowała z tego, żeby być taką'boginią salonów'. To spowodowało, że ściągnęła na siebie niezwykłą zupełnie w okresie ostatnich 25 lat nienawiść. Kiedyś funkcjonariusz SB powiedział jej, że nigdy nie będzie pani w encyklopedii. A dzisiaj ma pomnik. Są wystawy, są książki. To znaczy, że można, że upór i wytrwanie w ideach i wartościach przynosi ostatecznie owoc".

Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS-u, odczytał list od prezesa tej partii Jarosława Kaczyńskiego, który pisał: „Ten pomnik jest upamiętnieniem osoby zajmującej wyjątkowe miejsce w najnowszej historii Polski. Pani Anna, nazwana kiedyś trafnie i romantycznie Anną Solidarność, co na stałe już weszło do języka naszych narodowych pojęć, była kimś, komu wolność odzyskaną w 1989 r. zawdzięczamy w stopniu najwyższym. Pamięć o niej pozostanie na zawsze w naszych sercach i umysłach". Antoni Macierewicz dodał od siebie: „Nikt trafniej nie nazwał pani Anny, jak Krzysztof Wyszkowski mówiąc, że była polską Joanną D'Arc. Tak, byłaś polską Joanną D'Arc. Byłaś tą, która potrafiła oddzielić prawdę od kłamstwa, uczciwość od fałszu".

Andrzej Gwiazda, współzałożyciel WZZ Wybrzeża, zabrał głos pod koniec uroczystości. „Od 1989 r. Anna Walentynowicz była otoczona murem ślepoty kamer i niemoty dziennikarzy. Ktoś im to nakazał. Coś powodowało, że ślepły kamery, że dziennikarzom łamały się pióra. Nad tym czymś święcimy dzisiaj wielkie zwycięstwo. Dzisiaj mamy przypadek złamania cenzury, złamania zmowy milczenia. To coś, co powodowało zmowę milczenia, dalej kryje się po kątach, dalej gdzieś stoi za naszymi plecami. Minęło pięć lat od bohaterskiej śmierci Anny Walentynowicz. O bohaterstwie tej śmierci mówię z całą pewnością dlatego, że bohaterem jest każdy, kto walczy o ojczyznę i ginie na posterunku. Anna Walentynowicz poległa na posterunku. I Anna Walentynowicz i prezydent Kaczyński zostali zamordowani z przyczyn politycznych. Mordercy gdzieś są, chociaż wciąż nie możemy ich z całą pewnością wskazać". Andrzej Gwiazda zauważył, że walka o to, o co walczyli strajkujący w 1980 r. nie została zakończona i jest to testament Anny Walentynowicz, który musimy wypełnić. Od nas zależy, czy odbudujemy Polskę.

O autorze

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com