French flag English spanish flag

Dziennik patriotów katolickich
dla reformy monetarnej Kredytu Społecznego

„Przywiozła mnie z Syberii”

w dniu piątek, 01 sierpień 2025.

Cudowne uwolnienie więźnia z sowieckiego gułagu

János cierpiał przez lata w obozie daleko na Syberii.

Gdyby nie pamięć o ukochanej Ilonie Hélène, już dawno straciłby nadzieję. To dzięki niej trzymał się tej iskierki nadziei i wrócił do dziecięcych modlitw, które kiedyś znał. Dawały mu siłę. Jego wiara w Boga i zaufanie do „wielkiej Pani Węgrów" zostały nagrodzone w cudowny sposób. Oto ta historia.

Pewnej letniej nocy w 1958 roku, János poczuł, że ktoś pociąga go za ramię i usłyszał głos mówiący: „Wstań i ubierz się".

„Co powiedziałeś?" - zapytał.

„Wstań", powtórzył głos, „ubierz się. Włóż żołnierskie buty".

János posłuchał... Nikt inny w koszarach się nie poruszył. „Chodź", powiedział głos, a on poczuł, że ktoś ciągnie go za ramię. Drzwi skrzypnęły, otwierając się. Strażnik stał dziesięć kroków dalej, z karabinem przewieszonym przez ramię. Nie widział nic, nie słyszał nic… János i jego tajemniczy przewodnik pobiegli w kierunku głównej bramy obozu. Reflektory przesuwały się po całym obozie. János nagle znalazł się w pełnym świetle — instynktownie zamarł. Ale jego przewodnik powiedział spokojnie: „Chodź, nie bój się". I wtedy János zobaczył ją po raz pierwszy, skąpaną w świetle reflektorów — postać wyprowadzającą go z obozu: wysoką Damę w ciemnoniebieskim płaszczu, z twarzą o uderzającej i promiennej bieli.

Nagle reflektory zgasły, a dwóch strażników przy wejściu nic nie zobaczyło. Pani bez wysiłku otworzyła dużą bramę. János był niemal sparaliżowany strachem. „Chodź szybko" – powiedziała.

Zamknęła za nimi bramę bez pośpiechu, jakby to był biały dzień. Szybko przeszli przez teren w kierunku najbliższej stacji kolejowej. Dwa razy minęli patrole — z których żaden nie zauważył niczego niezwykłego.

Kiedy dotarli na stację, Dama powiedziała: „Za dwie minuty przyjedzie pociąg towarowy. Wśród wagonów będzie przedział dla pasażerów. Wsiądziesz do niego. Nie potrzebujesz biletu ani dowodu tożsamości".

Potem wręczyła mu paczkę, mówiąc: „Będziesz tego potrzebował w podróży". Dodała: „Wszystko również pójdzie dobrze w Budapeszcie".

Pociąg przyjechał. Gdy János spojrzał w jego kierunku, Dama zniknęła — ku jego wielkiemu żalowi, ponieważ tak bardzo chciał jej podziękować i pożegnać się. Pociąg się zatrzymał. János wsiadł. Było niewielu pasażerów, wszyscy spali. Przyszedł konduktor, zatrzymał się przed Jánosem, ale nic nie powiedział. János zastanawiał się, czy śni. Wszystko wydawało się surrealistyczne. Za każdym razem, gdy konduktor wchodził do przedziału, János czuł, że umrze ze strachu — ale za każdym razem było tak, jakby był niewidzialny.

Stopniowo János zaczął się odprężać. 

Otworzył paczkę, którą dała mu Pani: chleb, ser, mięso... W przedziale była dostępna woda. Podróż trwała cztery dni i cztery noce. W końcu dotarł do węgierskiej granicy. 

Musiał przesiąść się do innego pociągu. Żadnych kłopotów w pociągu, na stacji ani na ulicach Budapesztu. Nikt wydawał się nie zwracać na niego uwagi — co było dziwne, biorąc pod uwagę jego więźniarski strój i ciężkie, żelazne buty, które powinny zwrócić uwagę.

Zapadł wieczór, gdy János dotarł przed swój dom. Czy Ilona nadal tam będzie? 

Zadzwonił dzwonkiem. Drzwi otworzyła nieznajoma.

„Czy pani Ilona Balogh nadal tu mieszka?" zapytał.

„Tak, ale na strychu. Będzie w domu za około pół godziny".

Zauważywszy niezwykły wygląd nieznajomego, odważyła się zapytać: „Czy masz jakieś wieści o panu Jánosu Balogh? Wiesz, on zaginął ponad dwanaście lat temu. Ale jego żona Ilona wciąż ma nadzieję, że pewnego dnia wróci. Prawie każdego dnia chodzi do Máriamakk, aby modlić się o jego powrót. Oczywiście, poszła tam znowu dzisiaj".

János nic nie powiedział. Nie ujawnił, kim jest. Pozostał na zewnątrz, na ulicy.

 Po pół godzinie Ilona wróciła. Natychmiast ją rozpoznał. Ona, opanowana i skromna, miała zamiar wejść do środka…

„Ilona!" - krzyknął.

„János, och János! Wiedziałam, że wrócisz…"

Następnego dnia poszli do Máriamakk, aby podziękować Matce Boskiej, Wspomożycielce Więźniów. János nigdy tam wcześniej nie był.

 Gdy zobaczył posąg Madonny, wykrzyknął: „To ona! Tak, poznaję ją — to ona przywiozła mnie z Syberii".

Aby dokończyć opowieść i pokazać, jak Maryja troszczyła się o swojego więźnia, dodajmy jeszcze jeden szczegół. Kilka dni później János udał się na komisariat policji, aby uregulować swoją sytuację.

„Twoje dokumenty?"

„Nie mam żadnych. Właśnie przyjechałem z Rosji".

Oficer założył, że jest rosyjskim agentem wysłanym w celu inspekcji operacji na Węgrzech. Na miejscu wydał Jánosowi dokumenty tożsamości i bez pytania nawet skierował go do przedsiębiorcy, który mógł mu zaoferować pracę.

Co więcej, nikt nigdy nie zapytał, jak udało mu się wrócić z Syberii. 

Tak, naprawdę, jak powiedziała mu Pani: „Wszystko pójdzie dobrze w Budapeszcie".  

Historia pochodzi z magazynu Mater Nostra, 17 rue des Fossés des Tanneurs w Strasburgu. Cytowana przez Brata Alberta Pflegerdansa w Recueil Marial, 1980 r.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com