French flag English spanish flag

Węgierski wzorzec

w dniu niedziela, 01 marzec 2015.

Obrona patriotyzmu

Ogromną rolę w zwycięstwie Viktora Orbána odegrało jego ciągłe, uporczywe odwoływanie się do węgierskiego patriotyzmu, jego umacnianie, odradzanie godności i dumy narodowej. To były i są akcenty występujące niemal w każdym wystąpieniu Orbána w stopniu niespotykanym u żadnego z polskich prawicowych polityków. A szkoda, bo właśnie w dużo silniejszym niż dotąd odwoływaniu się do uczuć narodowych i konkretnych interesów narodowych widzę największą szansę poszerzenia elektoratu sił patriotycznych. Mógłbym bardzo długo wymieniać wystąpienia Orbána, w których szczególnie ostro piętnował „głowy wychowane na internacjonalizmie", różnych zalęknionych, „merdających jak piesek ogonem i lękliwie przyglądających się spod stołu, gdzie spadnie co tłustszy kąsek". Ileż razy niestrudzenie powtarzał: „dla nas ważny jest Budapeszt, nie Bruksela, Waszyngton czy Moskwa". Ileż razy potępiał próby nacisków wielkich z Unii Europejskiej na Węgry, ich neokolonialne działania.

Interes narodowy

Jakże wymowną ilustracją tej ogromnej konsekwencji Orbána w prostowaniu karku narodu, tak długo jak Węgrzy upokarzanego i wpędzanego w kompleksy, były słowa węgierskiego premiera w „Raporcie o stanie państwa" z 22 lutego 2013 r. Nawet tę okazję Orbán wykorzystał dla powiedzenia mocnych słów o potrzebie umacniania suwerenności Węgrów i ich godności narodowej. Stwierdził m. in.:

„Ojczyzna nasza przez ostatnie sto lat rzadko była panem swego losu. […] Robiliśmy nie to, co chcieliśmy, co służyłoby naszym interesom, lecz to, czego chcieli od nas inni. […] Nauczyliśmy się być małymi. Żyliśmy, kuląc się pod dywanem, ze spuszczoną głową w poczuciu wstydu, aż doszliśmy w 2010 r. do punktu zwrotnego, na nowo, po długich latach. W 2010 r. postanowiliśmy, że jeśli szansa do nas nie zapuka, cóż, wtedy sami sobie wyrąbiemy drzwi. […] Kto się boi, tego ugryzie pies, spadnie z konia, a nawet z hulajnogi. Zalękniony naród nie ma swej ojczyzny, ale też pozbawiony jest przyjaciół i sojuszników, gdyż bojącemu się nie można ufać. […] Budujemy kraj, w którym ludzie pracują nie dla zysku obcokrajowców. Kraj, gdzie to nie bankierzy i zagraniczni biurokraci mają mówić, jak mamy żyć, jaką mamy mieć konstytucję, kiedy można podnosić płace i emerytury. Budujemy kraj, w którym nikt nie może narzucać Węgrom, by służyli innym".

Wyobrażam sobie, z jaką furią zareagowaliby na słowa Orbána nasi rodzimi kosmopolici-internacjonaliści, jak wymyślaliby mu od nacjonalistów, szowinistów i ksenofobów! Kiedyż wreszcie doczekamy się w Polsce premiera i prezydenta, którzy będą bronić swego narodu równie mocno, jak premier Viktor Orbán?! Jakże chciałbym mieć w Polsce premiera, który tak jak Orbán będzie wykorzystywał każdą okazję dla wzmacniania u swoich rodaków poczucia dumy narodowej, przypominania ich wkładu w światową kulturę i naukę.

Co Węgry dały światu

Nawet przy takiej okazji, jak wspomniany raport o stanie państwa z 22 lutego 2013 r., Orbán żarliwie przypominał o tym, co Węgry dały światu, mówiąc: „My, Węgrzy, dodaliśmy do świata wiele, mimo to rzadko mówimy o naszych wielkich osiągnięciach, o dziełach Węgrów. […] Naród nasz zawsze był bogaty w dzieła i sukcesy jednostek. […] W ten sposób dodawał nie tylko sobie, ale i całemu światu. Tak było z wynalezieniem maszyny do gry w szachy, długopisu, dynama, tramwaju elektrycznego, hologramu, centrali telefonicznej, kostki Rubika oraz z wieloma innymi nowościami, wynalazkami i rekordami. To wszystko są węgierskie osiągnięcia".

Dzięki Orbánowi nowa węgierska konstytucja jest najbardziej patriotyczną i chrześcijańską konstytucją w całej Europie. Dość przypomnieć jej pierwsze zdania, pełne narodowej dumy: „Jesteśmy dumni z naszych przodków walczących o wolność, niepodległość i przetrwanie naszego kraju. Jesteśmy dumni z wybitnego dorobku intelektualnego Węgrów. Jesteśmy dumni z tego, ze nasz lud przez stulecia walczył w obronie Europy i dzięki talentowi oraz pracowitości pomnażał wspólne dobra".

Odrzucenie neokolonializmu

Jakże wymowny przykład konsekwentnego przeciwstawiania się Viktora Orbána neokolonialnej polityce wielkich państw UE znajdujemy w wystąpieniu węgierskiego premiera na XXV Kongresie Fideszu 28 września 2013 r. Orbán powiedział tam m. in.: „Proszę Was, nigdy nie zapominajcie, że byli komuniści oddali Węgry i Węgrów w ręce spekulantów, banków i korporacji. Oni zamienili kufajki na garnitury. […] Istota pozostaje jednak niezmienna: to ci, którzy znów są gotowi poddać Węgry gospodarczej kolonizacji. […] Mówmy otwartym tekstem: Węgry nie dadzą się! Nie jesteśmy i nie będziemy sługusami banków i korporacji. My, Węgrzy, jesteśmy sami sobie panami i nie chcemy, by inni mówili nam, jak mamy zamiatać podwórko naszego własnego domu […] nie uznajemy prawa do kolonizacji".

Bronić godności narodowej

Orbán podniósł Węgry z klęczek, po dziesięcioleciach dominacji narodowego masochizmu przywrócił im poczucie godności narodowej. Skończyły się czasy, gdy bezkarnie lżono naród węgierski, wypisując najohydniejsze plugastwa na jego temat, tak, jak to się dzieje u nas z polskim narodem. Nader pouczający pod tym względem może być przypadek bardzo znanego węgierskiego pisarza pochodzenia żydowskiego Akosa Kertésza, laureata głównej Nagrody Państwowej i honorowego obywatela stolicy kraju – Budapesztu. Dwa lata temu pojechał on do Stanów Zjednoczonych i tam wypichcił straszliwy paszkwil na Węgrów. Pisał, że Węgrzy tylko dlatego tolerują takiego „strasznego dyktatora", jak Viktor Orbán, bo jest to naród od stuleci potulny, o niewolniczej duszy. Przypomnijmy tu, że Węgrzy mieli więcej powstań narodowych niż Polacy, a jedno z nich – powstanie Rakoczego trwało aż 8 lat (1703-1711). Kertész oskarżył również Węgrów o to, że są jedynym narodem świata, który nie rozliczył się ze swych zbrodni wobec Żydów podczas Holocaustu. Już w trzy dni po powrocie Kertésza na Węgry Rada Miejska stolicy odebrała mu honorowe obywatelstwo Budapesztu. Co więcej, został powszechnie potępiony przez bardzo liczną mniejszość żydowską w Budapeszcie (około 100 tysięcy osób). Oskarżono go, że swym tekstem próbował zatruć bardzo dobre stosunki między Żydami a Węgrami. Piętnowany zewsząd Kertész nie miał wyjścia i rad nierad, udał się na emigrację do Kanady.

W związku z jego skandaliczną sprawą parlament węgierski zabrał się zaś za przygotowanie dość szczególnej ustawy, godnej naśladowania przez polskie środowiska patriotyczne. Otóż w parlamencie węgierskim postanowiono, że w przyszłości można będzie natychmiast odbierać wszelkie odznaczenia i tytuły honorowe każdemu, kto po ich przyznaniu zachowa się niegodnie wobec Węgier. Prawnicy spierali się tylko o to, czy należałoby też odbierać wartość pieniężną wcześniej przyznanych nagród państwowych. Jakże przydałoby się wprowadzenie podobnej ustawy w Polsce. Oczyma wyobraźni widzę już, jak odbierano by niesłusznie przyznane Ordery Orła Białego przeróżnym osobom, począwszy od ukraińskiego nacjonalisty Bohdana Osadczuka, stypendysty w hitlerowskim Berlinie w czasie wojny, po Adama Michnika i słynnego „profesora" – maturzystę Władysława Bartoszewskiego.

Jerzy Robert Nowak

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com