French flag English spanish flag

Zniszczenie Rzymu

w dniu piątek, 01 maj 2015.

Fragment powieści Roberta Hugh Bensona „Pan świata”

Londyn zupełnie oszalał poprzedniego popołudnia na wieść o spisku katolików. Tajemnica przeciekła na miasto około godziny czternastej, w godzinę po zdradzeniu p. Snowfordowi projektowanego zamachu i w jednej niemal chwili zamarł faktycznie wszelki ruch handlowy w mieście. O godzinie piętnastej wszystkie sklepy były już zamknięte; giełda, biura miejskie, zakłady na zachodnim krańcu miasta, wszystko przerwało, jakby pod wpływem nieprzepartego impulsu, wszelkie swe czynności i od tej chwili aż do północy prawie, kiedy to odpowiednio wzmocniona policja zapanowała wreszcie nad sytuacją, całe tłumy wrzeszczących mężczyzn i kobiet i gromady rozwydrzonej młodzieży przeciągały ulicami, wyjąc, denuncjując katolików i mordując. Nie wiadomo, ile osób zamordowano, nie wiadomo również, czy była choćby jedna ulica, na której nie widniałyby ślady gwałtu.

Katedrę westminsterską zrabowano, wszystkie ołtarze zburzono, dopuszczając się przy tym zniewag nie do opisania. Pewien nieznany kapłan zdołał zaledwie spożyć Komunię św., gdy porwano go z ołtarza i uduszono. Arcybiskupa, dwóch biskupów i jedenastu księży powieszono w północnej części kościoła, trzydzieści cztery klasztory zburzono, katedrę św. Jerzego spalono do fundamentów, słowem, jak podawały wieczorne dzienniki, po raz pierwszy od wprowadzenia wiary chrześcijańskiej w Anglii ani jedno Tabernakulum nie ostało się w promieniu dwudziestu mil od opactwa.

„Londyn – stwierdził dziennik'New People'– oczyszczono nareszcie z ciemnej, fanatycznej głupoty".

O godzinie piętnastej i pół rozeszła się wiadomość, że co najmniej siedemdziesiąt płatowców poleciało do Rzymu, w pół zaś godziny później, że ową napowietrzną flotę wzmocniło jeszcze sześćdziesiąt płatowców z Berlina. O północy wreszcie, szczęściem dopiero wówczas, gdy policja zdołała już przywrócić ład wśród motłochu, na plakatach ogłoszeniowych zabłysła nowina o dokonaniu okropnego dzieła, o zniszczeniu Rzymu. Wczesne poranne wydania dzienników dodały do tej nowiny nieco szczegółów, zaznaczając zbieżność końca roku z końcem Rzymu i opowiadając, jak zadziwiającym trafem wszystkie niemal głowy hierarchii kościelnej zebrane były w Watykanie, gdy zaczął się atak i jak wszyscy oni pod wpływem rozpaczy – jak sądzono – odmówili opuszczenia miasta, gdy telegraf bez drutu przyniósł wiadomość o zbliżaniu się wyprawy karnej.

Ani jeden budynek w Rzymie nie ocalał. Wszystko: miasto leontyńskie, Trastevere, przedmieścia – przestały istnieć, płatowce bowiem, wisząc na niezmiernej wysokości, podzieliły skrupulatnie wszystkie dzielnice pomiędzy sobą, zanim rozpoczęły miotanie pocisków wybuchowych, a w kilka minut potem, gdy huk wybuchów doleciał z dołu i buchnęły kłęby dymu i gruzów, dzieło zniszczenia było dokonane. Płatowce rozpraszały się następnie we wszystkich kierunkach, wzdłuż dróg i torów, którymi ludność usiłowała zbiec, dowiedziawszy się o niebezpieczeństwie i, jak przypuszczano, przez ten przezorny manewr wytępiono ze trzydzieści tysięcy opóźnionych zbiegów.

„Prawda – zaznaczył dziennik'Studio'– że zniszczono także wiele skarbów nieocenionej wartości, ale i ta cena nie jest zbyt wysoka za ostateczne i zupełne wytępienie zarazy katolickiej. Bo zdarza się czasem, że zniszczenie to jedyne lekarstwo na dom zanieczyszczony przez robactwo".

Dalej zaś dziennik ten zwracał uwagę, że teraz, gdy za jednym zamachem pozbyto się Papieża z całym Kolegium Kardynalskim, wszystkich byłych monarchów europejskich oraz wszystkich najzagorzalszych świętoszków świata, szukających schronienia w „Świętym Mieście" – nie należy chyba obawiać się odrodzenia gdzie indziej tego przesądu. Niemniej i teraz nawet świat powinien strzec się pobłażania wobec katolików. Powinni być pozbawieni prawa uczestniczenia pod jakimkolwiek względem w życiu państw cywilizowanych, gdyby zresztą który z nich ocalał i miał odwagę domagać się tego. O ile bowiem już wiadomo, wszystkie inne państwa jednomyślnie pochwalają to, co zrobiono z Rzymem.

Co prawda, niektóre dzienniki wyrażały ubolewanie z powodu zajścia, a raczej ducha, który je wywołał. Nie godzi się – powiadały – aby humanitaryści posługiwali się gwałtem. Żaden z nich jednak nie twierdził, aby można było odczuwać co innego, jak tylko wdzięczność za osiągnięty wynik. Nalegano przy tym, aby i katolicką Irlandię doprowadzić do porządku. Nie należy dłużej zwlekać.

Robert Hugh Benson

tłumaczył Stefan Barszczewski

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com