French flag English spanish flag

400 lat temu Najświętsza Maryja Panna ogłosiła się Królową Polski

w dniu poniedziałek, 01 marzec 2010.

Kraków 8 V 1610

„Szczęśliwe Narody, które taką mają historię jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam jedynym zechciała być Kró­lową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne – obyście to tylko zrozu­mieli sami” (z akt zakonu Marianów dawnych – białych).

Słowa te, wypowiedział niegdyś do hetmana Stanisława Jabłonowskiego, nuncjusz apostolski w Polsce Pignatelli, (przedtem abp Neapolu) póź­niejszy Innocenty XII Papież, który poznał dobrze i dzieje i ducha Narodu Polskiego, a pokochał go tak szczerze i ser­decznie najbardziej za jego mi­łość ku Matce Bożej, za tę miłość i wierność, która się tak bardzo podobała Bogarodzicy, iż „weszła w dzieje Polski i zawładnęła każdym sercem Sar­matów” (z akt zakonu Marianów dawnych – bia­łych) a w końcu, widząc zalewające nas fale złego z cudzo­ziemskich stron i chwiania się Jej Narodu w surowych, staropolskich zasadach Wiary i po­czciwości, widząc też i błądzących królów i wo­dzów polskich – sama Pani nieba i ziemi raczyła ująć losy nasze w swe niepokalane dłonie, byśmy nie zginęli i nie zmarnieli, i Królową Polski sama się nazwała i mianowała, nim Ją kochający i wdzięczny Naród Polski swą Panią, Władczynią i Monarchinią obwołał i wobec nieba i ziemi tytuł Królowej Polski w akcie państwowym ofiarował i na wieki wieków przyznał. Polska stanęła jako wielkie a żywe przedmurze wiary i oświaty. Od­czuł to świat cały, odczuł potężnie, bo ilekroć reszta Europy zagrożona zostanie – na Polskę kierowały się oczy świata i nadzieje – i do Kra­kowa przybywali papiescy legaci wołać ochrony, ratunku, pomocy i rady.

Zasługi Polski przemilcza dziś Europa, aby się zawstydzić wobec nas, jak zawstydziła ją niegdyś wielkość i zasługa króla Jana III. To niewdzięcz­ność świata wobec naszego zasłużonego narodu, który ochronił i ocalał całe chrześcijaństwo. Dziś tej za­sługi nie pomny jest świat i nie odwdzięcza się jej, ale Bóg pamięta i Jego Opatrzność odda najwyż­szą sprawiedliwość, która wedle nieomyl­nych za­pewnień Ewangelii: „odda każdemu we­dług uczynków jego” (Mat. XVI, 27). To ta spra­wiedli­wość Boża wskrzesiła nas i ożywiła politycz­nie, abyśmy dalej i jeszcze wierniej służyli Bogu, bo od nas dziś nie mniej wymaga Pan, niż od ludu izraelskiego, gdy go z Egiptu wywiódł, z ciężkiej niewoli na wolność, aby – jak uczy ks. Skarga – „uczynić sobie z nich Królestwo i Rzeczpospolitą porządkiem, urzędem i prawem dobrze osadzone i postanowione”.

 

NMP Królowa Rzeczpospolitej Obojga Narodów
Kopie BledzewskoRokitniańskie

Na przełomie XVI i XVII wieku żył we Wło­szech wielkiej świętości jezuita, Sługa Boży Juliusz Man­cinelli (1537-1618), bliski przyjaciel króla polskiego Zygmunta III Wazy. Był on wiel­kim misjonarzem. Apostołował w Europie, przeszedł pieszo dużą część Azji i Afryki. Miał opinię proroka i cudo­twórcy. Zakładał wiele dzieł miłosierdzia, a tam gdzie przybył, stwierdzano liczne nawrócenia. Sławny ten kapłan–cudo­twórca w spo­sób niezwy­kle czuły kochał i wielbił Niepo­kalaną Bogu­rodzicę, przeróżne pochwały na Jej cześć głosząc. Ponadto odznaczał się O. Ju­liusz wielkim nabo­żeństwem do świętych Polaków, a szczegól­nie do św. Stani­sława Biskupa kra­kow­skiego i swego umiłowa­nego współbrata w Zako­nie, Stani­sława Kostki zmarłego w Rzymie w 1568 r., którego świętością i posiadaniem cały za­kon jezuicki ura­dowany, za­szczycony i wspo­mnie­niami o Nim był przepeł­niony. Że zaś w owe czasy wielu w tym Zakonie było świątobliwych i świętych Polaków, jak Piotr Skarga, Mikołaj Łę­czycki i inni, wielebny O. Juliusz, wielki miał dla Narodu pol­skiego respekt i miłość, i wdzięczność za to, że Polacy tylu znako­mitych świętością i na­uką dali jego Zakonowi członków, Zakonowi, który dobry ten zakonnik – jak swą Matkę, całym uko­chał ser­cem. W narodzie polskim wyczuwano od zarania dziejów, że wszelkie dobro pochodzi od Boga i Bogu należy je składać przez Maryję.

Królowa Polski Ziem Odzyskanych Cysterski Bledzew-Rokitno

Pamiętając o tym, często zasyłał swe modły do „Wniebowzię­tej Królowej” przez przyczynę uko­chanego współbrata w Zakonie, „małego Po­laka” Stani­sława Kostki, „za wspaniały i wielki Naród, co ta­kiego nadzwyczajnego wydał z siebie świętego” jak Stanisław Kostka. Zapragnął też O. Juliusz Mancinelli ujrzeć i uczcić tę ziemię polską, „Matkę Świętych”, nawiedzić grób chwalebny św. Stani­sława Biskupa i Męczennika, patrona św. Stani­sława Kostki, podziękować Bogu w Kate­drze kra­kowskiej za łaski jakie mu Wniebowzięta Królowa Maryja w ciągu życia wyprosiła i udzieliła na roz­licznych Misjach w Konstantynopolu i w Azji śród niewiernych Turków i w polskiej Katedrze prosić o dalsze łaski dla uprzywilejowanej Polski. Jakby tę podróż do dalekiego kraju odprawić i świętą ziemię Męczenników nawiedzić i uczcić? Ziemię, o której papież Paweł V powiedział, że gdyby ją ścisnąć w garści, to by się krew męczeń­ska polała z niej – tylu Polaków życie za wiarę w ciągu wieków dało, iż cała „jest jedną relikwią świętą”. Nie wiedział jed­nak Mąż Boży, jak tego dokonać? Miał już 70 lat.

Bardzo przepracowanego, przełożeni umieścili w Neapolu, w klasztorze Gesu Nuovo, na przygo­towanie się do śmierci po znojnej pracy na mi­sjach, wśród niewiernych. Tak o dalekiej Polsce, przez siebie ukochanej, święty ten zaiste jezuita myśląc – modlił się do Maryi, by mu przy­szła z pomocą jak to wykonać, a również prosił Ją, by mu dopomogła wynaleźć nowy tytuł, wyra­żający nie tylko Jej chwałę w Niebie, ale i na ziemi, w jakiś niezwykły sposób. Słowem, tytuł „Wniebo­wziętej Królowej” już mu nie wystarczał.

Gdy się tak w celi zakonnej starzec miły, na­strojony najuro­czyściej wewnętrznie po przyjściu z Nieszporów i procesji w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, a więc święta sobie najmilszego, 14 sierpnia 1608 roku, modlił – spojrzał przez okno na firmament Niebieski i, o dziwo!, ujrzał niby drugi Eliasz-prorok wspaniały i dziwny obłok, wycho­dzący jakoby z morza, który płynął ku niemu. O. Mancinelli zoba­czył wyraźnie, jak z owego obłoku powstała słodka postać Dziewicy Niepokalanej z Dzieciątkiem Je­zus na ręku, okryta w królewską purpurę, pełną Majestatu, a u kolan Jej klęczał piękny młody jezu­ita, aureolą cudną okolony: – Wniebowzięta Kró­lowa! – szepnął O. Juliusz, przywykły do odwie­dzin niebieskich Maryi i owład­nięty nie dającą się określić ludzką mową z rado­ścią osunął się na kolana, a Maryja już przy nim w swoim Majestacie. Wielebny O. Juliusz zawołał: „O, Królowo Wniebowzięta – módl się za nami!”. A Matka Boża mile nań spoglądając powiedziała: „A dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo wielce kocham i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwszą miłością ku mnie pałają jego synowie...”.

Fotografia frontu dzisiejszego kościoła Gesu Nuovo w Neapolu - miejsce pierwszego objawienia i rozpoczęcia wyprawy do Polski

Powiedziawszy to Bogarodzica jakby czekała na odpowiedź Wielebnego Sługi Bożego, który też zawołał:

Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polską!

Po tych słowach nasza Królowa i Pani miło­śnie spojrzała na klęczącego u Jej kolan Stani­sława Kostkę, a potem na O. Mancinellego i słodko rzekła:

– Jemu tę łaskę dzisiejszą zawdzięczasz, Ju­liuszu mój!

Co się działo w sercu świętego zakon­nika po tym widzeniu, któż to wyrazić zdoła, gdy on sam ledwie łkaniem radości pytającym go bra­ciom za­konnym opowiadał, modląc się zarazem:

Królowo Polski... módl się za nami. Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza.

W krótkim czasie potem za pozwoleniem swych przełożonych, którzy rzecz całą ściśle zba­dali, O. Mancinelli doniósł O. Mikołajowi Łęczyc­kiemu T.J., swemu przyjacielowi w Polsce, o tym, co zaszło i polecił ser­decznie, aby Zygmuntowi III, jak wiadomo wielkiemu przyjacielowi Towarzy­stwa Jezuso­wego, tę „dobrą nowinę” oznajmił.

Ucieszony i król, i Skarga, i cały Zakon Jezu­sowy w Polsce rychło rzecz całą rozgłosili i że Sama Bogarodzica Dziewica Polski Królową nazwać się i ogłosić raczyła, opowiedzieli. Ra­dość w naszej Ojczyźnie była niezmierna i niewy­powiedziana na wieść, że mamy Panią, której królowanie nigdy nie ustanie i która czuwać nad nami będzie po wieki wieków, owszem, nawet „wielkie rzeczy dla nas zamierza” uczynić. Zdziwił się Neapol i Rzym i całe Włochy na tę wieść. Zainteresował się Papież tym faktem – rzecz była bowiem niesłychana i żadnemu innemu Narodowi chrześcijańskiemu łaska taka nie była ani przedtem, ani potem w tym stopniu przez Matkę Bożą okazana i udzielona. Wywyższyła nas Królowa Nieba, wejrzawszy na naszą pokorę, na męczeństwo przodków naszych, na świętość naszych świętych i na chęci nasze dobre, a zu­pełnie oddane sprawie Bożej; wejrzała i na przy­szłość naszą, widziała błędy, które nas do upadku przywiodą, a przecie i wtedy – o dobroci Maryi niezmierzona i nigdy dość nie wywdzięczona! – chciała nam być Królową i Pocieszycielką.

Sługa Boży O. Juliusz Man­cinelli

Że była – wiemy.

O. Juliusz Mancinelli wybrał się do Polski, by ujrzeć Królestwo Maryi. Nie żałował on ani sło­necznej swej Ojczyzny, ani pięknego Nieba Ne­apolu, ani cudownego Morza, ni cichego klasztoru Gesu Nuovo. Nie wzdragał się dalekiej, pełnej nie­bezpieczeństw podróży miły starzec i – poszedł do Polski. Miłość ku Bogarodzicy, ku Królowej Polski Wniebowziętej, gnała go do tych północnych, a wtedy z powodu wojen prowadzonych przez Zyg­munta III Wazę i nie bardzo spokojnych krajów.

Wtedy po Polsce brzmiało echo kazań sej­mowych Skargi, w których potężnej jeszcze wtedy Polsce, karami Bożymi surowo grozi prorok jezu­ita i że „nas potłucze Pan jako ten garnek”, prze­powiada. Inni kaznodzieje też straszą nas nie na żarty. Nikt otuchy nie wlewa w Naród na przy­szłość... W takim to okresie, w takim czasie zjawia się w dniu 8 maja 1610 roku w Katedrze wawel­skiej staruszek zakonnik. Zakurzony, zmęczony, ledwo żyw, ale z oczu jego błyska jakiś ogień. Uj­rzawszy trumnę Ojca naszej Ojczyzny, św. Sta­nisława, co niegdyś „spoił rozdartą Ojczyznę w jedną całość”, pada krzyżem i modli się za Pol­skę... Dziękuje Bogu, że ona jest taką urodzajną rodzicielką Świętych, skarbiąc sobie ten przywilej i chwałę, że Kościół cały ją nazywa: „Polską Bożą, Winnicą i Królestwem Bożym” i woła do niej z uznaniem i miłością: „Ciesz się Matko, Polsko, żyzna w obfite błogosławionych potomstwo” – Gaude Mater Polonia, prole foccunda nobilis! – powtarza zachwycony święty nasz przyjaciel wło­ski, nasz pielgrzym ukochany, przez Królową Pol­ski Wniebowziętą umiłowany, a potem wychodzi ze Mszą świętą przed grobem świętego Biskupa Męczennika, by mu dziękować, że tak dobrze opiekował się św. Stanisławem Kostką, iż do ta­kiej on doszedł świętości w młodym wieku. Gdy się tak modli pąt­nik z Neapolu w czasie Mszy świętej za pomyśl­ność Królestwa naszego – ujrzy w wielkiej postaci Maryję w królewskim olśniewa­jącym Majestacie jak jeszcze nigdy Jej nie widział. I powiedziała mu Bogarodzica: „JA JESTEM KRÓLOWĄ POLSKI, JESTEM MATKĄ TEGO NARODU, KTÓRY JEST MI BARDZO DROGI, WIĘC WSTAWIAJ SIĘ DO MNIE ZA NIM I O POMYŚLNOŚĆ TEJ ZIEMI BŁAGAJ NIEUSTAN­NIE, A JA CI ZAWSZE BĘDĘ, JAKOM JEST TE­RAZ, MIŁOŚCIWĄ”.

Archikatedra w Krakowie - miejsce objawienia NMP Królowej Polski 8 V 1610 r.

I znów mógł ten święty nasz Przyjaciel oznaj­mić, a to już osobiście ks. Piotrowi Skardze, za­konnym swym współbraciom, królowi i temu wiel­kiemu biskupowi krakowskiemu, co „żył jak filozof, a umarł jak święty w 1616 r.”, Piotrowi Tylickiemu, o ciągłej i wielkiej łasce Niepokalanej i Wniebo­wziętej Królowej Polski, jak Ją przez wieki nazy­wali i czcili biali Marianie, z polskiego serca sprawcy wiedeńskiej Wiktorii O. Stanisława Pap­czyńskiego w 1670 r. wykwitli, aby Maryi, Królowej Polski, roznosić cześć, duszom poległych za Wiarę i Ojczyznę lub w nędzy zmarłych nieść skuteczny ratunek, a misjami ustawicznymi na­wracać błą­dzących, uczyć kochać i siebie i dru­gich. Dni pobytu ojca Mancinellego w Krakowie były dla mia­sta dniami szczególnego uniesienia religijnego. Długo prze­trwała pamięć o pątniku spieszącym do Polski z dobrą nowi­ną.

Namodliwszy się w Polsce do syta, Wielebny Ojciec Juliusz i o Lwów zawadził, co tylko god­nego było oglądać, gwoli podniesienia serca ku Bogu, obejrzał i wrócił do ojczystych Włoch ze swymi wspomnieniami drogą kiedyś odprawioną przez świętego Kostkę. Błogosławiły go serca pol­skie i opłakały rozłąkę z tak zaiste niezwykłym człowie­kiem, co „był jak nasz, nie cudzy”. Tak to Wiara św. zbliża ludzi, że choć innego narodu, są jakby dziećmi jednej matki, jeśli odznaczają się święto­ścią.

I znów znalazł się O. Juliusz w swoim Neapo­litańskim klasztorze, spoglądał jak pięknym jest morze i to włoskie niebo, ale myślą w modlitwach, powracał do umiłowanej przez Królową Polski pół­nocnej ziemi. Już lat 7 ubiegło, jak wrócił z Polski. Nadszedł dzień Wniebowzięcia Niepokalanej Królowej Polski w 1617 r. I znów, jak kiedyś, uj­rzał O. Juliusz – 80-letni staruszek – Bogarodzicę mó­wiącą do niego:

„– Juliuszu, synu mój! Za cześć i miłość, jaką otaczasz tajemnicę mego Wniebo­wzięcia, ujrzysz mię za rok w mej chwale w nie­biosach. Tu jednak, na ziemi, nazywaj mnie zaw­sze KRÓLOWĄ POLSKI!”.

Ciche łkanie Sługi Bożego było jedyną od­po­wiedzią Maryi. Niebo i widzenie Boga i Wniebo­wziętej Pani zapewnione, towarzystwo św. Stani­sława Kostki pewne; radości niebieskie po wiek wieków niewątpliwe... Co za radość, co za szczę­ście!... Jak wielka za życie cnotliwe zapłata...

Królowo Polski, módl się za nami!

Za rok O. Juliusz Mancinelli już nie żył. Zabrała go Niepokalana i Wniebowzięta Królowa Polski, zabrała do siebie.

O, Ojcze Juliuszu, spraw, by i nami nie gar­dziła. Niech i nas zabierze z sobą po życiu cnotli­wym, które nam ułatwiaj z Nieba: Pomnij na nas, Polaków!

Matka Boża Łaskawa Królowa Polski
ze Lwowa, gdzie król Jan Kazimierz tak Ją ogłosił 1.IV.1656 r.

Wieść o śmierci tego protektora naszego u Maryi bolesnym echem odbiła się w Polsce. Po­sypały się do niego prośby do Nieba. Odpowie­dział łaskami. Proszono o jego relikwie w 1625 roku – dano ich cząstkę z jego szlachetnej głowy i portret. Nie miało tego skarbu rodzinne miasto świętego męża Macerata, a dostali i mieli Polacy. Dokładnie w 10-tą rocznicę jego śmierci, tj. 15 sierpnia 1628 r., Kraków uczcił go pierwszą ko­roną na iglicy wieży Bazyliki Mariackiej. Naród nasz też pierwszy o beatyfikację tego świętego Włocha kołatał. Dziś to warto by ponowić, a wzmoże się orędownictwo Jego do Królowej Pol­ski, byśmy się teraz duchowo odrodzili i naprawdę spolszczyli: po dawnemu, po katolicku – święcie!

W XVII wieku wiele burz przeszło nad Polską, ale i da­nych było wiele znaków specjalnej opieki Królowej. Maryja wciąż czekała na ofiarowanie jej państwa i całego narodu. Gdy pod nawałą potopu szwedzkiego Polska zdawała się ginąć, a król znalazł się na wygnaniu, biskupi polscy zgnę­bieni donieśli Papieżowi: „Zginęliśmy, jeśli się Bóg nie zlituje nad nami!”. „– Nie! – woła papież Aleksan­der. – Maryja was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęć­cie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, toć sama tego chciała”. I choć Polacy zwątpili w ratunek – Papież nie zwątpił.

Pobożny król Jan Kazimierz, stosując się do rady papieża Aleksandra VII, wrócił do Polski, do Lwowa i tam 1. kwietnia 1656 roku zasilony Ciałem Pańskim z rąk Piotra Vidoniego, Nuncjusza papie­skiego, który wtedy Mszę św. odprawiał przed cu­downym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej w katedrze, otoczony biskupami i senatorami, nastę­pujący wśród powszechnego wiernych wzrusze­nia, ogłosił MARYJĘ KRÓLOWĄ POLSKI.

Chwiejącą się na głowie ostat­nich królów ko­ronę przeniesiono na skronie Matki Zbawi­ciela. Wtedy to po raz pierwszy, podczas publicznego od­mawiania litanii loretańskiej przez nuncjusza papieskiego, padło wezwanie: „Królowo Korony Polskiej”.

Tysięczne rzesze rycerstwa, mieszczaństwa i chłopstwa padły na kolana z pieśnią „Pod Twoją obronę”. Na tron pol­ski wstąpiła na wieki królująca narodowi Bogarodzica Dziewica Maryja! Rzym i całe chrześcijaństwo radowało się tym faktem, a kult Matki Bożej pogłębił.

Ks. Ksawery Wilczyński

NMP Królowa Polski w Gietrzwałdzie
wycięska NMP Królowa Polski
z Chełma pod Beresteczkiem 1651 r.
Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com