French flag English spanish flag

Ekonomia Kredytu Społecznego

Napisał Louis Even w dniu sobota, 01 maj 2010.

Artykuł ten został napisany przez Louisa Evena w 1969 roku, niedługo po ogłoszeniu encykliki Pawła VI „Populorum progressio” („O rozwoju na­rodów”). Papież Benedykt XVI podkreślił 40. rocz­nicę jej wydania ogłaszając swą najnowszą ency­klikę „Caritas in veritate” („Miłość w prawdzie”).

Zadania ekonomicznego organizmu

Louis Even„Rozwój, aby był prawdziwy, powinien być zupełny, to znaczy winien przyczyniać się do rozwoju każdego człowieka i całego czło­wieka”. To słowa papieża Pawła VI wzięte z jego encykliki Populorum progressio (p. 14).

Jego poprzednicy mówili podobnie, gdy coraz wydajniejsze środki produkcji powodowały, że pra­cownicy i ich rodziny zaczynały być w potrzebie. Papieże zawsze podkreślali, że najważniejszym celem systemu ekonomicznego jest służenie po­trzebom ludzkim: nie abstrakcyjnej zbiorowości, a konkretnej osobie, każdemu człowiekowi z osobna.

MICHAEL cytował wiele razy tę frazę „wszyst­kim poszczególnym jednostkom” z encykliki Piusa XI Quadrogesimo anno (p. 75):

„Dopiero bowiem wtedy gospodarstwo społeczne będzie dobrze zorganizowane i cel swój osiągnie, kiedy wszystkim poszczególnym jednostkom udostępni te wszystkie dobra, któ­rych dostarczenie umożliwiają mu skarby i po­moc przyrody, technika przemysłowa i praw­dziwie społeczna organizacja życia gospo­darczego”.

Cytowaliśmy także słowa papieża Piusa XII dotyczące podstawowych praw każdego człowieka do udziału w korzystaniu z dóbr tej ziemi, wypo­wiedziane w przemówieniu radiowym w dniu 1 czerwca 1941 roku:

„Każdy człowiek, jako istota żyjąca i obda­rzona rozumem, ma rzeczywiście z natury za­sadnicze prawo korzystania z dóbr material­nych ziemi... Także i ekonomia narodowa (...) do niczego innego nie zmierza, jak do zapew­nienia ciągłości takich warunków materialnych, w jakich mogłoby się w pełni rozwijać indywi­dualne życie obywateli”.

„Wszystkie poszczególne jednostki – każdy człowiek – każdy bez wyjątku – wszyscy ludzie – podstawowe prawa każdego człowieka – rozwój osobowy jego członków, obywateli”. Takie wyraże­nia stwierdzają jasno, że mówimy o osobie ludz­kiej, o każdej osobie, a nie po prostu o jakimś zbio­rowym zaspokojeniu czegoś.

Mówimy tu o zaspokojeniu potrzeb każdej osoby, zaspokojeniu, które jest możliwe i zagwa­rantowane społecznie w takim zakresie, jak na to pozwala zdolność produkcyjna danego kraju. Dla­tego papież Pius XII w swoim przemówieniu radio­wym w 1944 roku, po potwierdzeniu prawa każdej osoby do używania dóbr ziemskich, dodał:

„Zostawione jest woli ludzkiej i prawnym formom poszczególnych narodów regulowanie ich bardziej szczegółowe w praktycznym wy­konaniu”.

Określenie „prawne formy poszczególnych na­rodów,” oznacza legislacje państw odpowiadają­cych poszczególnym narodom.

Pius XI w cytowanej powyżej frazie z encykliki Quadrogesimo anno wskazał także prawo jed­nostki uznane i praktykowane, oparte na ustano­wionym porządku prawnym: „Dopiero bowiem wtedy gospodarstwo społeczne będzie dobrze zorganizowane...”.

Zatem nie ma wątpliwości co do możności eg­zekwowania tego podstawowego prawa każdej osoby, uznanego przez legislację danego kraju. Dobro wspólne nie oznacza blokowania słusznych indywidualnych praw. Przeciwnie, dobro wspólne powinno się realizować w porządku społecznym, który pozwala każdej osobie rozwijać się w tym porządku lepiej niż bez niego. Podstawowym obo­wiązkiem osób odpowiedzialnych za dobro wspólne jest to, aby każda jednostka miała dostęp do artykułów niezbędnych do życia.

W jakim zakresie ekonomiczny i społeczny or­ganizm powinien ułatwiać każdej osobie dostęp do dóbr materialnych? Pius XI powiedział:

„Te wszystkie dobra, których dostarczenie umożliwiają mu skarby i pomoc przyrody, technika przemysłowa i prawdziwie społeczna organizacja życia gospodarczego”.

Nie oznacza to tego samego poziomu życia dla każdej osoby. Ale dla każdej osoby: „Te dobra po­winny być wystarczające, aby zapewnić wszystkie potrzeby i przyzwoite utrzymanie”.

W naszych uprzemysłowionych krajach oce­niamy zasobność ekonomiczną państwa według obfitości jego produkcji globalnej. Lecz papież Pius XII koryguje ten punkt widzenia. Mówi on, że eko­nomiczna zamożność państwa raczej „polega na tym, że taka obfitość produkcji rzeczywiście oznacza i skutecznie dostarcza takich warun­ków materialnych, w jakich mogłoby się w pełni rozwijać indywidualne życie obywateli”.

Jest to odpowiedzialność ciążąca na tych, któ­rzy ustalają przepisy prawa. Pożądany udział każ­dej osoby w dostępie do rzeczy niezbędnych do życia nie powinien być zostawiony przypadkowym okolicznościom, nawrotom gorączki lub depresji mechanizmu kredytowego, okresowym lub chro­nicznym chorobom jednostek monetarnych, decy­zjom kreatorów czasu prosperity i lat chudych, apetytom albo niestrawnościom bestii finansjery i wielkiego przemysłu; ani też dobrym czy złym na­strojom międzynarodowych wierzycieli, od których ogłupione lub służalcze rządy pożyczają pozwole­nie na wykorzystanie możliwości produkcyjnych swoich krajów.

Nasze rozwinięte technologicznie kraje nie mają już poważniejszych problemów w dziedzinie produkcji, aby odpowiedzieć na typowe potrzeby ludności kraju. Ale niedomagają, co jest skanda­lem, z powodu problemów w dziedzinie dystrybucji – czegoś, co powinno być najprostsze i najłatwiej­sze do wykonania. Nie jest to spowodowane bra­kami w transporcie i realizacji dostaw, ale jest to skutek tego, że dostęp konsumenta do oferowa­nych produktów jest warunkowany siłą nabywczą, jaką on dysponuje. Ta siła nabywcza nie jest zwią­zana ani z osobą ani z jej potrzebami, lecz zależy od różnych czynników, które zostawiają ludzi i ro­dziny bez wystarczających środków płatniczych.

Każdy człowiek

Dla dobra każdego człowieka – tak stwierdzili­śmy. Ale także „dla całego człowieka”, dodał Paweł VI.

Dla całego człowieka. To znaczy, dla istoty, która posiada więcej niż samo tylko wegetatywne życie, więcej niż życie, jakie posiadają zwierzęta. To znaczy, dla istoty obdarzonej rozumem, stwo­rzonej jako wolna i odpowiedzialna, która normal­nie dąży do własnego wzrostu i do rozwoju.

I jeszcze więcej. Ta istota, której doczesne ży­cie jest wyróżnione wielką godnością, jest powo­łana do życia nieporównanie bardziej wzniosłego, które nieskończenie przewyższa jej życie naturalne istoty rozumnej, wolnej i odpowiedzialnej. Jest ona powołana do życia nadprzyrodzonego, do uczest­niczenia – przez łaskę – w życiu samego Boga, przez całą wieczność.

To z pewnością przekracza kompetencje spo­łecznego i ekonomicznego organizmu. Mówimy tu o nadprzyrodzonych środkach i o nadprzyrodzo­nym celu. A Kościół udziela tu wsparcia wspaniale dzięki środkom, które otrzymał do dyspozycji od swego Założyciela.

Ale skoro mówimy o życiu społecznym i eko­nomicznym, to właśnie w tych aspektach życie społeczne i ekonomiczne powinno traktować czło­wieka z całym respektem dla jego przyrodzonej godności i nadprzyrodzonego powołania. Tak więc systemy, metody i rozwiązania ustanowione po to, aby zapewnić wszystkim słuszną część ziemskich dóbr, nie mogą nikogo upokarzać, degradować ani wdrażać do mentalności żebraka zdanego na ła­skę innych, bo każda osoba ma te same prawa.

Innymi słowy, ekonomiczny organizm, wraz z metodą i sposobem dystrybucji dóbr zaspokajają­cych ludzkie potrzeby, musi zapewniać każdej osobie bezpieczeństwo ekonomiczne, bez upoka­rzania kogokolwiek albo warunkowania jego wol­ności.

Chociaż tylko szczęście doczesne jest głów­nym celem życia w aspekcie ekonomicznym, to żadna z instytucji związanych z tym aspektem ży­cia nie powinna stawiać trudności człowiekowi na jego drodze do zbawienia wiecznego, ale przeciw­nie, każda z nich ma ułatwiać tę wędrówkę po­przez wyzwalanie człowieka, jak to tylko możliwe, od trosk materialnych.

„Cały człowiek” oznacza: człowiek w czasie i człowiek w wieczności. Troska o jedno nie powinna prowadzić do uszczerbku dla drugiego, ponieważ oba aspekty dotyczą tej samej osoby. Największą katastrofą byłoby organizowanie życia doczesnego tak, że prowadziłoby to do utraty nieskończenie radosnego życia wiecznego, do niewyobrażalnego nieszczęścia, które nazywamy śmiercią wieczną.

Jeśli widzimy, że papież Paweł VI zabiegał o społeczny i ekonomiczny porządek, który zadba o dobro każdego człowieka, to wydaje się, że tę opiekę nad „całym człowiekiem”, choćby w odnie­sieniu do doczesnych organizacji, miał także na myśli jego poprzednik, Jan XXIII w swej encyklice Mater et magistra (p. 219):

„Konieczną podstawą, przyczyną i celem wszystkich instytucji społecznych są poszcze­gólni ludzie, zdolni z natury do życia społecz­nego i wyniesieni do porządku tych wartości, które naturę przewyższają i przezwyciężają”.

Wielkie puste słowa

Przedstawiliśmy zasady podane przez Papieży ostatnich stuleci. Ale sposoby ich zastosowania w praktyce mają być wybrane i wdrożone przez po­szczególne państwa. Daleko jest jeszcze do reali­zacji tych zasad, nawet jeśli te zasady nie zostały odrzucone, nawet jeśli bardzo często akceptujemy je tylko słownymi deklaracjami.

Polityczni liderzy ukuli terminy, które miały re­prezentować wielkie projekty, ale pozostały tylko pustymi słowami. Franklina D. Roosevelta „New Deal” (Nowy Ład), Johna F. Kennedy’ego „New Frontier” (Nowe Horyzonty), Lyndona B. Johnsona „Great Society” (Wielkie Społeczeństwo), Pierre’a E. Trudeau „Just Society” (Sprawiedliwe Społe­czeństwo)… Ci mężowie stanu odeszli, a pozostały po nich jedynie wyższe podatki i wzrastające długi.

Ci politycy oferowali tak zwane środki zaradcze (lekarstwa). Gdy mówi się o lekarstwach, nawet gdy się jednocześnie nie robi nic, to jednak przy­znaje się, że istnieje choroba.

Ostatnio, bez rezygnacji ze sloganu „pełne za­trudnienie”, zrodzonego po II wojnie światowej, pewni ludzie nieśmiało mówili o idei dochodu dla wszystkich, nawet niezatrudnionych. Związki za­wodowe zaczęły używać wyrażenia „gwaranto­wane roczne wynagrodzenie”, co oznaczało, że nawet jeśli pracownik nie miał pracy przez miesiąc lub więcej, otrzymywał wynagrodzenie takie, jakby pracował przez dwanaście miesięcy. To był po­stęp: pieniądze „nie zarobione” przestały być uwa­żane jako niemoralne.

Zrobiono jeden krok dalej. Ponieważ nie wszy­scy ludzie na świecie pracują za wynagrodzenie, gwarantowane wynagrodzenie byłoby właściwe tylko dla zatrudnionych, a dla pozostałych nie. Po­jawiło się więc wyrażenie „gwarantowany roczny dochód”. Dochód oznacza pieniądze. Pieniądze to dostęp do produktów. Roczny dochód gwaranto­wany każdej osobie oznaczałby dostęp do produk­cji, gwarantowany dla wszystkich. To by oznaczało prawo do produktów dla każdej osoby, a nie tylko dla osoby zatrudnionej w produkcji.

Nieliczni wciąż adwokaci tego raczej nieprecy­zyjnego wyrażenia „gwarantowany roczny dochód” są pięćdziesiąt lat za precyzyjnymi i naukowo ugruntowanymi propozycjami Kredytu Społecz­nego, o których będziemy mówić trochę dalej.

Nieścisłe byłoby twierdzenie, że nic nie zro­biono od zakończenia ostatniej wojny światowej, aby złagodzić oburzające efekty systemu ekono­micznego, który wie jak produkować w obfitości, ale nie wie jak rozdzielać produkcję (jak dokony­wać dystrybucji). Pod presją nadmiaru nagroma­dzonych dóbr, który napędzał bezrobocie i prowo­kował do buntów, a także dzięki oświecającym na­ukom Kredytu Społecznego, które rzucały światło na tajemnice pieniądza i uwolniły się od żargonu ekonomistów, rządy stosują obecnie pewne środki pozwalające rozdzielać trochę siły nabywczej lu­dziom nieotrzymującym pieniędzy z tytułu zatrud­nienia w produkcji. Ta siła nabywcza jest dla nich dochodem niepochodzącym z zatrudnienia. Te procedury doprowadziły do ustanowienia zasiłków rodzinnych w Kanadzie (które stały się już trzykrot­nie za małe wobec wzrostu cen i zwiększonej pro­dukcji); także do rent inwalidzkich dla niepełno­sprawnych i dla niewidomych; do form pomocy socjalnej i emerytur.

Jest to lepsze niż kompletny brak zabezpie­czenia socjalnego, co było nagminne przed II wojną światową. Ale jest to przecież łatanie dziur w naprawie wad systemu dochodu, źle zorganizowa­nego u swego źródła, i zapobiega tylko całkowi­temu załamaniu wadliwego systemu dystrybucji.

Niedopasowany system finansowy

Wszystkie pieniądze przeznaczone na tzw. środki zabezpieczenia socjalnego pochodzą z do­chodów w większości związanych z zatrudnieniem. Pieniądze te są wydrenowane przez podatki i po­nownie rozdzielone między rencistów i innych od­biorców. Ale pobranie kwoty podatku od pana A i pana B w celu oddania jej panu C i panu D ozna­cza przełożenie z jednego talerza na drugi, pod­czas gdy nietknięta taca pozostaje przepełniona obfitością współczesnej produkcji. To niezbyt inte­ligentne rozwiązanie.

A ponieważ podatki są coraz bardziej nielu­biane, bo w coraz większym stopniu redukują do­chód z tytułu zatrudnienia, to zdarza się, że taki właśnie sposób przyznania wszystkim prawa do rzeczy niezbędnych do życia irytuje podatników, a na dobitkę, nie zaspokaja wystarczająco potrzeb adresatów takiej pomocy. Ponadto, wszystko to upokarza wielu odbiorców przez kontrole wymaga­nych warunków, wywiady, przesłuchania, upo­mnienia i zarzuty, i zupełnie nie odpowiada temu, jak rozumiemy wyrażenie „cały człowiek.”

Wady dystrybucji dóbr zaspokajających po­trzeby wynikają z faktu, że życie ekonomiczne jest wypaczone przez poddanie go systemowi finanso­wemu, który jest kompletnie oderwany od swego celu. Ten system stał się panem, a powinien być sługą, system fałszujący rzeczywisty model eko­nomii.

Realia są takie: z jednej strony, potrzeby ludz­kie – publiczne i prywatne – a z drugiej, istniejące możliwości zaspokojenia tych potrzeb.

Mówiąc w realnych terminach, sytuacja wy­gląda tak: Czy mamy ziarna wystarczająco dużo, aby zaopatrzyć w chleb wszystkich obywateli kraju? Jeśli tak, to wszyscy powinni mieć możność otrzymania chleba. A termin „chleb” reprezentuje tu wszystkie artykuły spożywcze. Takie samo rozu­mowanie dotyczy ubrania, mieszkania i wszystkich innych normalnych ludzkich potrzeb.

Lecz gdy najwyższy priorytet jest dany pienią­dzu, rozumowanie jest całkowicie różne. Rodziny potrzebują chleba i chleb jest w obfitości dla każ­dego, ale brakuje pieniędzy, aby za niego zapłacić. Muszą się więc rodziny obejść bez chleba, a pro­ducenci żywności muszą zmniejszyć odpowiednio produkcję i martwić się, że ich produkty się nie sprzedają.

Inny przykład: władze miejskie potrzebują mo­stu albo nowego systemu kanalizacji. Mogą to osiągnąć jedynie wtedy, gdy mają pieniądze na sfinansowanie tych inwestycji, ale pieniędzy nie ma. Zarząd miasta będzie się musiał obejść bez tych projektów, chociaż są wszystkie materiały i pracownicy potrzebni do ich wykonania.

Gdyby system finansowy dokładnie odzwier­ciedlał rzeczywistość, jak to być powinno, to każde z powyższych rozumowań powinno dawać ten sam wynik. Ale nie jest tak w naszym przypadku. Prze­ciwnie, w czasie wojny pieniądz obfituje nawet bardziej, gdy producenci są mobilizowani przez potrzeby armii lub zakłady przemysłu zbrojenio­wego, które nie dostarczają żywności, ubrań czy mieszkań.

Gdyby zaproponować rządowi, aby potroił wy­sokość zasiłków rodzinnych, ponieważ nie są one dostosowane do kosztów utrzymania, otrzymałoby się odpowiedź: „Byłoby to bardzo pożądane, ale nasza sytuacja finansowa nie pozwala na to”.

Na replikę: „Gdyby rodziny wychowujące dzieci chciały spożyć więcej mleka, owoców, albo innych artykułów, to czy zdolność produkcyjna naszego kraju sprostałaby temu zapotrzebowaniu?”, byłaby taka odpowiedź: „Nie w tym rzecz; nasz kraj może produkować wystarczającą ilość żywności, ale nie może finansować lub płacić za nią całą”.

Finanse nie odpowiadają rzeczywistym wymo­gom odnośnie produkcji. Są to finanse, które dyk­tują decyzje. One szydzą z ludzkich potrzeb: one są ważniejsze i czczone bardziej niż dzieci, ludzie lub rodziny. Finanse są co najmniej uważane w praktyce jako bardziej godne czci przez rządy i przez wszystkich ich doradców, służalców obec­nego systemu.

Można by pisać całe stronice o tej potwornej uległości wobec systemu finansowego, który za­przecza rzeczywistym możliwościom zaspokojenia potrzeb ludzkich. Potwornej – przede wszystkim, gdy wiemy, że monopol pieniądza i kredytu opa­nowuje życie ekonomiczne przez nagromadzenie i traktowanie jak swoją własność realnego kredytu całego społeczeństwa, zdolności produkcyjnej społeczeństwa, bez których pieniądz nie ma żad­nej wartości.

Gdyby dzisiejsza znakomita zdolność produk­cyjna była obsługiwana przez prawidłowy system finansowy, a nie jak obecnie tłamszona przez ist­niejący system, to łatwo byłoby zaspokoić potrzeby przyzwoitego utrzymania dla każdej rodziny w kraju, a także obsłużyć potrzeby publiczne w kolej­ności zgodnej z priorytetem. To pozwoliłoby na utworzenie organizmu ekonomicznego działają­cego dla dobra każdego człowieka i całego czło­wieka. Jednocześnie, władze publiczne na wszyst­kich szczeblach przestałyby być nękane przez problemy finansowe. Obecnie ich główną i prawie jedyną funkcją wydaje się być szukanie pieniędzy.

Z Kredytem Społecznym

Stali czytelnicy MICHAELA zauważą, że w sprawach ekonomii, pismo to mówi prawie wyłącz­nie o systemie finansowym. Nie odnosimy się do metod produkcji, bogactw naturalnych, elektrowni wodnych, kopalń, środków transportu, wielkiego przemysłu; a gdy to niekiedy czynimy, to tylko po to, aby skrytykować ich gigantyczną skalę i trakto­wanie mas, które zatrudniają, w taki sposób, jakby nie składały się one z istot ludzkich. Nigdy także nie mówimy o metodach stosowanych w rolnictwie, handlu, rzemiośle, itd.

Dlaczego? Z pewnością nie ignorujemy wagi tych zagadnień, ale uznajemy, że są one dobrze opisywane przez innych autorów. Stwierdziliśmy także, że ten ogromny wylew produkcji jest dobrze zarządzany, a jeśli zdarzają się jakieś zatory lub przeciążenia w systemie, to nie są one spowodo­wane przez sam system produkcji, a przez system finansowy, który pochodzi z zupełnie innego źró­dła.

Podobnie, zostawiamy innym zagadnienia so­cjologiczne, nawet gdy odnoszą się one bezpo­średnio do obszaru życia społecznego. Tu jednak trzeba wyrazić ubolewanie, że socjologowie intere­sują się wszystkim, tylko nie systemem finanso­wym. A przecież, oprócz oczywistych relacji z ży­ciem ekonomicznym, system ten wpływa znacząco na zachowania w życiu społecznym.

Nie twierdzimy, że wprowadzenie systemu fi­nansowego zgodnego z propozycjami Kredytu Społecznego rozwiąże wszystkie problemy pro­dukcji samo przez się, szczególnie sprawy wyko­rzystania zasobów naturalnych oraz relacji ekono­micznych i społecznych między ludźmi. Nie, ale w pojedynczych przypadkach pomogłoby to w znale­zieniu rozwiązania tym, którzy są za to odpowie­dzialni.

Wierzymy, że, jak stwierdził papież Benedykt XV, zagadnienia socjalne można sprowadzić do sprawiedliwego rozdzielania dóbr. Wierzymy, że ta sprawiedliwa dystrybucja może być dokonywana przez system finansowy, który odzwierciedla rze­czywistość i który zawiera wśród swoich regulacji gwarancje wystarczającego dochodu dla każdego bez wyjątku członka społeczeństwa.

Przedstawimy tutaj to, co może wnieść wpro­wadzenie zasad Kredytu Społecznego, opracowa­nych przez inżyniera Clifforda H. Douglasa. Stąd przyczyna znacznej wagi, jaką przykładamy do tych zasad.

Lecz aby dobrze zrozumieć Kredyt Społeczny i możliwości jego zastosowania, nie można go oce­niać w świetle obecnego systemu. Od razu widać, że obecny system i Kredyt Społeczny zajmują sprzeczne stanowiska odnośnie finansów.

Obecny system podporządkowuje fizyczne możliwości produkcji obecności środków płatni­czych (czyli pieniędzy albo kredytu finansowego).

Kredyt Społeczny, przeciwnie, podporządko­wuje system finansowy fizycznym możliwościom zaspokojenia ludzkich potrzeb.

Jak Kredyt Społeczny może osiągnąć to od­wrócenie? Ponieważ uważa, że system finansowy ma być wystarczająco giętki, aby zawsze mógł przystosować się do rzeczywistości ekonomicznej, która jest wynikiem działań wolnych producentów, odpowiadających na potrzeby ludzkie, wyrażone otwarcie przez wolnych konsumentów. Stąd tytuł pierwszej książki „Ekonomiczna demokracja”, którą Douglas napisał na ten temat.

Jest to łatwe do korygowania, ponieważ sys­tem pieniężny jest obecnie systemem księgowości. Wszystko, co trzeba zrobić, to dokonywać rzetel­nego księgowania, zamiast stosowania tej fałszy­wej księgowości, która wyraża realny rozwój, do­konywany przez ludność kraju, w kategoriach długu publicznego, jaki musi być spłacony przez obywateli tego kraju. I jest wiele innych złych owo­ców tej fałszywej księgowości.

Aby zrozumieć Kredyt Społeczny, trzeba także uznać, że populacja, jako całość powinna płacić cenę za to, co konsumuje, a nie za to, co produ­kuje. Jest to słuszne, ale nie jest to spełniane dzi­siaj. Dzisiaj wymaga się od konsumenta, by płacił księgową cenę produkcji, podczas gdy całkowity koszt tego, co zostało skonsumowane, by wykonać taką produkcję, nie jest taki sam jak suma kosztów, która tworzy cenę sprzedaży.

To oczywiście może wydawać się niezrozu­miałe dla czytających na ten temat po raz pierw­szy. Wyjaśnialiśmy to szczegółowo wiele razy w poprzednich numerach MICHAELA. (Można zna­leźć wyjaśnienia tych spraw w naszej broszurze „Zdrowy i skuteczny system finansowy” albo w książkach „Pod znakiem obfitości” i „Kredyt Spo­łeczny w dziesięciu lekcjach”.)

Douglas zdefiniował cenę właściwą do zapła­cenia przez konsumenta w kilku słowach: „Cena właściwa produkcji jest to koszt tego, co zostało skonsumowane, aby zrealizować tę produkcję”. Na przykład, jeśli zaksięgowana cena produkcji w okresie sześciu miesięcy wynosi 20 miliardów do­larów, a całkowita konsumpcja w tym samym okre­sie wynosi 15 miliardów dolarów, zaksięgowaną ceną oczywiście pozostaje 20 miliardów dolarów, chociaż rzeczywisty koszt wynosi tylko 15 miliar­dów dolarów. Populacja powinna zapłacić jedynie 15 miliardów dolarów, podczs gdy producenci po­winni dostać z powrotem 20 miliardów dolarów. Konsumenci zapłacą tylko 3/4 ceny, a organizm finansowy skompensuje resztę.

Jest to wynikający z nauki Kredytu Społecz­nego mechanizm dostosowania cen, nieznany w obecnym systemie. To dlatego Kredyt Społeczny nie może być inflacjogenny ani też deflacjogenny. Dostosowuje on sytuację finansów i cen do rze­czywistości produkcji i konsumpcji. Rezultat jest taki, że nic nie może przeszkadzać możliwościom produkcyjnym, jeśli tylko odpowiadają one potrze­bom ludzi oraz że ludzie mają dostęp do wszyst­kiego, co oferuje produkcja. Jeśli potrzebujemy więcej, więcej jest produkowane. Zgodnie z defini­cją Douglasa, jedynym ogranicze­niem produkcji może być albo ograniczenie fizycz­nych możliwości lub nasycenie potrzeb.

Mechanizm dostosowania cen pozwala nam społecznie regulować metody dystrybucji produ­kowanych dóbr. Jeżeli producent ma prawo uzy­skać swą pełną cenę detaliczną, kiedy jest to mu gwarantowane, to nie ma on prawa określać, na jakich warunkach otrzyma produkty konsument. Należy to do kompetencji społecznego organu ustanowionego w tym właśnie celu, aby służył społeczeństwu. Podobnie jak system sądownictwa jest ustanowiony po to, aby służyć wymierzaniu sprawiedliwości w imieniu społeczeństwa, wyroki są wydawane na podstawie przepisów prawa, któ­rych sędziowie sami nie tworzą, i zgodnie ze świa­dectwem faktów, z którymi sędzia nie ma nic do czynienia.

Następną zasadą Kredytu Społecznego, która powinna być uznana, ponieważ odpowiada rze­czywistości, ale nie ma zastosowania w obecnym systemie, jest to, że:

obfitość współczesnej produkcji jest owocem wynalazków, kolejnych usprawnień, zastosowań nauki i odkryć potężnych źródeł energii – jednym słowem, owocem postępu w dużo większym stop­niu niż efektem pracy ludzi zatrudnionych w pro­dukcji. Jest to dziedzictwo, ogromny realny kapitał. Ten kapitał jest dużo ważniejszy niż pieniężny ka­pitał, który jest, ostatecznie, tylko kapitałem liczb. Społeczny organizm finansowy mógłby wykreować te kapitałowe liczby tak łatwo, jak to czyni pióro prywatnego bankiera, podczas gdy kapitał zwany postępem zużył stulecia na swe uformowanie.

To wspólne dziedzictwo, które jest najwięk­szym czynnikiem w produkcji, nie jest wyłączną własnością jakiejś żyjącej jednostki ludzkiej. Jest to dobro wspólne, którego użycie powinno przynosić społeczny dochód, stałą okresową dywidendę dla wszystkich współdziedziców, dla wszystkich człon­ków społeczeństwa. Wszystko to byłoby dokony­wane bez jakiegokolwiek naruszania wypłat wyna­grodzeń dla tych, którzy biorą udział w zbieraniu plonów tego wspólnego dziedzictwa, czyli uczest­niczą w produkcji.

Jak więc widać, Kredyt Społeczny prezentuje koncepcję systemu finansowego oraz metodę dys­trybucji dóbr, które bardzo różnią się od dzisiej­szego zachłannego, łupieżczego i antyspołecz­nego systemu. Ekonomia Kredytu Społecznego używałaby tych samych kanałów, aby wprowadzać kredyt finansowy do obiegu i jego powroty z obiegu, ale byłaby inspirowana przez zupełnie inną filozofię. Filozofię, która jest w doskonałej zgodzie ze służbą „dla dobra każdego człowieka i całego człowieka,” jak domagali się tego Papieże, aby mieć zdrowy i autentycznie społeczny organizm ekonomiczny.

Wszystko to jest oczywiście przedstawione w skrócie, a można znaleźć jeszcze bardziej zwięzły sposób, aby streścić zasady Kredytu Społecznego w następujących trzech propozycjach dla prak­tycznej realizacji, sformułowanych przez mistrza, Clifforda Hugh Douglasa:

  1. Środki zakupu w rękach ludności danego kraju powinny być stale równe sumie cen na dobra konsumpcyjne wystawione w tym kraju na sprzedaż i te środki zakupu powinny być anulowane z chwilą zakupu dóbr konsumpcyj­nych.

  2. Kredyty potrzebne do sfinansowania produkcji nie powinny pochodzić z oszczędno­ści, lecz powinny być nowymi kredytami odno­szącymi się do nowej produkcji i powinny być wycofywane jedynie w zależności od stosunku powszechnego obniżenia wartości do po­wszechnego wzrostu wartości.

  3. Rozdział środków zakupu pomiędzy in­dywidualne osoby powinien stopniowo coraz mniej zależeć od zatrudnienia. To znaczy, że dywidenda powinna stopniowo zastępować wynagrodzenie za pracę.

Pierwsze dwie propozycje regulują automa­tyczne finansowanie produkcji oraz przeprowadza­nie mechanizmu dostosowania cen w zwrotach kredytu finansowego.

Trzecia propozycja dotyczy zagwarantowania społecznej dywidendy dla każdego, zastępującej coraz więcej wynagrodzeń za pracę, gdy siła na­bywcza i postęp techniczny będą stopniowo elimi­nować płatną pracę jako czynnik produkcji.

Poruszony temat może zmusić każdego czy­telnika do wysiłku umysłowego. Ci, którzy są nowi­cjuszami w tych zagadnieniach nie powinni się zniechęcać. Nikt jeszcze nie uzyskał tytułu magi­stra elementarnej ekonomii w ciągu jednej czy dwóch godzin.

Tak więc, aby zrozumieć Kredyt Społeczny, trzeba przenieść się w jego perspektywę, żeby móc wyobrazić sobie nową koncepcję finansowa­nia produkcji i dystrybucji produktów.

Ponadto, nie zapominajmy, że mówimy tu o nowym systemie finansowym, który kłania się rze­czywistości, a nie o rzeczywistości, która kłania się finansom.

To studium powinno być poddane rozważa­niom, aby lepiej zrozumieć światło tej nauki, jak również tego światła potężną skuteczność. Wynik jest wart tego wysiłku.

Louis Even

* * *

W powyższym artykule autor pokazał przypa­dek ekonomii krajów rozwiniętych. Ich ustrój eko­nomiczny ujawnia dysonans pomiędzy rzeczywi­stością i domeną ekonomii, a także nieuzasad­nione podporządkowanie rzeczywistości finansom, w sposób bardzo wyraźny.

Nie znaczy to jednak, że zasady Kredytu Spo­łecznego nie byłyby odpowiednie do zastosowania w krajach rozwijających się. Także w tych krajach przecież organizm ekonomiczny powinien spra­wiać, że finanse muszą odzwierciedlać rzeczywi­stość. W tych krajach jednak problemy produkcji stale istnieją i to w bardzo silnym stopniu. Ich obecna zdolność produkcyjna jest w dalszym ciągu nikła; ich finanse powinny dokładnie odwzorowy­wać stan faktyczny gospodarki: nieprzydatna jest emisja siły nabywczej, gdy brakuje produktów do jej zrównoważenia.

Kraje te posiadają bogactwa materialne, ale nie mają niezbędnych narzędzi, maszyn, a także odpowiednich fachowców, aby je wydobyć i wyko­rzystać. Mogliby otrzymać to, czego potrzebują – w ramach pomocy zagranicznej. Mogliby na przykład otrzymać środki finansowe na zakup narzędzi, któ­rych z braku odpowiednich środków produkcji nie mogą wytworzyć sami. Ale taka pomoc, gdy ma być rzeczywiście użyteczna, nie powinna stać się brzemieniem długu obciążającym ich ekonomię i przekształcającym te kraje w ekonomiczne kolonie finansowych i przemysłowych konsorcjów bogat­szych krajów.

Obecne metody sprawujących kontrolę kredytu nie pozwalają na taką bezinteresowną pomoc. Dotyczy to także wielkich eksporterów państwo­wych, którzy oskarżają bezinteresownych (niepa­zernych) konkurentów o szkodzenie międzynaro­dowym rynkom. Ale przecież kraj rozwinięty, z funkcjonującym systemem Kredytu Społecznego, mógłby uwolnić się od takich egoistycznych wzglę­dów. A jeśli nawet rząd takiego kraju pozostawałby obojętny wobec losu krajów uboższych, to obywa­tele tego kraju, którzy są całkowicie albo w dużym stopniu uwolnieni od materialnych trosk, gdy tylko mają ducha braterstwa Ewangelii, mogliby bez wątpienia podjąć zobowiązanie udzielenia pomocy w wyzwoleniu z nędzy swoim braciom, którzy mają mniej szczęścia. Mogliby to przeprowadzić na różne sposoby, np. przekazać dobra konsump­cyjne dla najpilniejszych potrzeb odbiorców lub pomóc im w wyposażeniu się w narzędzia, aby mogli korzystać ze swoich zasobów naturalnych.

Przypis tłumacza

O autorze

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com