French flag English spanish flag

Krzyż

w dniu niedziela, 01 sierpień 2010.

Abp Stanisław Wielgus

Zgromadził nas w tej świątyni krzyż. Symbol męki Chrystusa i znak zbawienia każdego z nas. Ten sam krzyż, który towarzyszy przez całe życie każdemu chrześcijaninowi i który jest streszcze­niem losu każdego człowieka, bez względu na to, w co wierzy i jakim bogom się kłania. Ten sam krzyż, którym witamy budzący się dzień i z którym udajemy się na spoczynek. Ten sam, którym ojciec błogosławi swojego syna udającego się w niebez­pieczną podróż i którym chrześcijańska matka że­gna każdy napoczynany bochen chleba.

Krzyż tworzą dwie przecinające się linie, dzięki czemu można określić przestrzeń: lewa – prawa, góra – dół, niebo – ziemia, słońce – księżyc. Krzyż określa centrum i wskazuje na cztery strony świata. Wyznacza podstawowy ład siły i życia, bez względu na to, czy związany jest z wymiarem przestrzennym czy czasowym, konkretnym czy abstrakcyjnym. Wybitny Ojciec Kościoła, Grzegorz z Nyssy, żyjący przed 1600 laty, nazwał krzyż „ko­smicznym znakiem wyciśniętym na niebie i ziemi”.

Znak krzyża, jako centralny prasymbol ludzko­ści, towarzyszy człowiekowi od niepamiętnych, przedchrześcijańskich jeszcze czasów i jest obecny w wielu prastarych cywilizacjach. W niektó­rych spośród nich stał się jednak symbolem naj­większego poniżenia, cierpienia, odrzucenia i hańby. Tak go traktowali Rzymianie i Grecy. Z największym wstrętem wyrażali się o nim Żydzi, przekonani o tym, że krzyż jest znakiem odrzuce­nia przez Boga i dlatego ludzi skazanych na krzyż należy całkowicie wymazać ze społecznej świa­domości i pamięci, a miejsce, na którym zostali ukrzyżowani uznać za przeklęte na wieki.

Dla nas chrześcijan, krzyż, na którym umarł Chrystus, a po nim tysiące chrześcijan, zarówno w pierwszych wiekach jak i potem w trakcie różnych prześladowań, również byłby symbolem najwięk­szej hańby i poniżenia, gdyby nie Zmartwychwsta­nie Chrystusa. Chrześcijanin nie poprzestaje bo­wiem na Wielkim Piątku. Chrześcijanin wie, że po Wielkim Piątku przychodzi Wielkanoc. Dla chrze­ścijanina krzyż oznacza zatem całościowe wyobra­żenie świata: oznacza zarówno stworzenie ko­smosu i wszelkiego w nim ładu jak również życie i cierpienie, ale przede wszystkim oznacza zbawie­nie świata.

Dla mentalności narodów, w kulturze których zrodziło się chrześcijaństwo, a więc dla mentalno­ści Greków, Rzymian i Żydów, chrześcijańskie ro­zumienie znaku krzyża było całkowitym odwróce­niem porządku. Krzyż stał się granicą całkowicie odcinającą chrześcijaństwo nie tylko od religijnych przekonań starożytnych Greków, lecz także wy­znawców judaizmu. Mówią o nim jednoznacznie, słowa Świętego Pawła z I Listu do Koryntian: Bra­cia: my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla po­gan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Gre­ków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głup­stwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyż­sza mocą ludzi.

Mimo, że od czasów Świętego Pawła minęło już prawie dwa tysiące lat, jego natchnione słowa nie straciły nic ze swojej mocy i nadczasowego znaczenia. Ojciec Święty Jan Paweł II w swojej książce Przekroczyć próg nadziei, przytacza stary liturgiczny tekst: Stat crux dum volvitur orbis (Krzyż stoi, podczas gdy świat się ciągle obraca i zmie­nia). W ciągu dwóch tysięcy lat wymyślono tysiące różnych teorii i filozofii, mających wytłumaczyć sens losu ludzkiego. Jedna po drugiej filozofie te upadały, a w ich miejsce pojawiały się nowe. Tym­czasem Chrystusowa nauka krzyża trwa niezmien­nie, ciągle aktualna i najpełniej wyjaśniająca ludz­kie powołanie do istnienia i sens bólu tego istnie­nia.

Na pytanie dziennikarza, przeprowadzającego z Ojcem Świętym wywiad, czy potrzebny był krzyż, czy potrzebna była śmierć krzyżowa Chrystusa, Papież odpowiedział, że Bóg niejako usprawiedliwił przez nią siebie samego wobec dziejów człowieka, dziejów tak przecież głęboko naładowanych cier­pieniem. Dokonał tego, stawiając w centrum tra­gicznych dziejów krzyż swojego Syna. Jako Wszechmoc i Mądrość, Bóg nie musiał tego czy­nić. Jednak, powiada Ojciec Święty, Bóg jest także, a raczej przede wszystkim Miłością. Bóg nie jest tylko pozaświatowym, obojętnym na ludzkie cierpienie Absolutem. On jest pełnym miłości do człowieka Zbawcą, któremu cierpienie człowieka, chociaż przez człowieczy grzech spowodowane, nie jest obojętne. Bóg więc nie tylko nas stworzył. On dzieli z nami także nasz los, nasz ból, naszą mękę. Dlatego, aby okazać swoją miłość ku nam, aby okazać nam swoją solidarność w naszym cier­pieniu i aby nas zbawić, uniżył się przyjmując na­szą ludzką naturę i idąc na krzyżową, najbardziej haniebną z możliwych śmierć. W ten sposób zanu­rzył się do samego dna ludzkiego cierpienia. Sta­nął po stronie cierpiącego człowieka. Owo „zgor­szenie krzyża”, o którym mówi święty Paweł, stało się kluczem do otwarcia wielkiej tajemnicy ludz­kiego cierpienia, które organicznie należy do ludz­kich dziejów. Chrystus uniżył samego siebie przyj­mując postać sługi, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej, czytamy słowa św. Pawła z Listu do Filipian (2, 7-8). Jak mówi Ojciec Święty, w tym ludzkim cierpieniu, w którym uczest­niczy Chrystus, wszystko jest zawarte. Wszelkie indywidualne cierpienia każdego z nas i wszystkie cierpienia zbiorowe, zarówno te, które zostały spowodowane działaniami natury, jak też te, które wywołała wolna ludzka wola, a więc prześladowa­nia jednostek i całych narodów, wojny i obozy kon­centracyjne, holokaust żydowski i holokaust czar­nych niewolników z Afryki, wszelkiego rodzaju przemoc, ludzka nędza, choroby, cierpienie i sama śmierć.

Do tego bezmiaru cierpień, w którym solidarnie wziął udział Chrystus, należy także los i męka żoł­nierzy września, którzy stanęli do walki z przera­żającym, okrutnym napastnikiem. Byli najczęściej młodymi, pełnymi wiary w szczęśliwą przyszłość ludźmi. Kochali i byli kochani. Zostawili w swoich, najczęściej ubogich domach, matki, żony, siostry i dzieci. Zostawili swoich najbliższych, którzy żegnali ich z bólem, łzami i rozpaczą w sercach. Oni jed­nak szli do śmiertelnego boju, aby złożyć swoje cierpienie, swój ból, a nawet swoje ledwie rozpo­częte życie za wartość, którą uznali za ważniejszą od życia.

Za ojczyznę, która oznaczała dla nich i dom rodzinny, i kościół parafialny, i bliskie im osoby, i łany polskich zbóż i brzeg morza, i zaczynające się dopiero rozwijać po ponad stuletniej niewoli polskie miasta, i polską mowę i polski obyczaj i to wszystko, co w sobie zawiera najbliższe prawdzi­wemu patriocie słowo – Polska.

W tych strasznych dniach polscy żołnierze zre­alizowali, najczęściej zupełnie nieświadomie, słowa Chrystusa z Ewangelii: Kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo, kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je.

Wielu z nich straciło swoje życie w walce o największe wartości, w walce o sprawiedliwość oraz o istnienie i godność narodu. Wierzymy w to mocno, że Bóg przyjął ich wielką ofiarę.

Wojna jest rzeczą straszną. W tych tragicznych wrześniowych dniach 1939 roku ginęli nie tylko polscy żołnierze walczący z bronią w ręku. Obok nich okrutny, nie mający Boga w sercu najeźdźca, mordował także tysiące bezbronnych, cywilnych ludzi: starców, kobiet i dzieci. Im wszystkim należy się nasza cześć, nasza modlitwa i nieśmiertelna chwała.

W cywilizacji chrześcijańskiej, do której należą narody europejskie i amerykańskie, krzyż jest ele­mentem istotnym, fundamentalnym. Nic więc dziw­nego, że dla ludzi w tej cywilizacji wychowanych, kojarzy się on od wieków z ofiarną miłością dla innych. Dlatego największe dzieła ludzkiego miło­sierdzia i ludzkiej ofiarności realizowane są od po­nad stu lat pod znakiem czerwonego krzyża. Dla­tego we wszystkich krajach z kręgu cywilizacji eu­ropejskiej, ludzi najbardziej ofiarnych, mężnych, szlachetnych, oddanych bez reszty innym, odzna­cza się różnego rodzaju krzyżami. Tak było nawet w okresie panowania ateistycznego ustroju komu­nistycznego, kiedy paradoksalnie, nawet ludzie niewierzący odznaczali się nawzajem krzyżami zasługi. Nawet oni nie potrafili oderwać się od krzyża.

Cywilizacja euroatlantycka to cywilizacja zbu­dowana na wartościach płynących z krzyża. Mu­simy mieć świadomość, że będzie ona istnieć tak długo, jak długo ludzie w niej żyjący szanować będą te wartości. Bowiem to w krzyżu jest źródło sensu ludzkiego życia, to w krzyżu jest ludzka na­dzieja, to w krzyżu jest oparcie dla wszystkich ludzkich praw i dla człowieczej godności. Tylko ten człowiek, który kłania się krzyżowi, nie musi się kłaniać żadnym bożkom, żadnym ideologiom, żad­nym partiom i żadnym panom. Tylko takiego czło­wieka stać na moralną niezłomność.

Jeden z polskich wojennych poetów napisał: gdyby nie istniały wartości ważniejsze od życia, to należałoby od razu uderzyć czołem w śmierć jak w błoto. O tym wiedzieli dobrze żołnierze polscy. O tym także powinni pamiętać współcześni Polacy, jeśli zależy im na zachowaniu wolności i suweren­ności swojego kraju, o którą przez wieki, nie szczędząc najwyższych ofiar, walczyli ich przod­kowie; jeśli sami nie chcą stać się sługami obcych narodów i obcych kultur.

W czasach rozszerzającego się relatywizmu moralnego, gdy wielu ludzi traci rozeznanie między dobrem i złem, między prawdą i fałszem, między podłością i szlachetnością; gdy ze wszystkich stron słychać hasło, że liczy się tylko pieniądz i zmy­słowa przyjemność, że sumienie jest bzdurnym wymysłem moralistów i że jakakolwiek ofiara dla innych i dla swojego kraju jest głupotą – w tych czasach ten krzyż niech będzie wyraźnym, krzy­czącym w niebo znakiem, a jednocześnie dowo­dem, że w narodzie polskim nie wszystko jeszcze skarlało i uległo zhańbieniu, że są w nim nadal lu­dzie, rozumiejący dobrze, co znaczy słowo Polska, które niestety dla wielu urodzonych, wykarmionych i wzbogaconych w tym kraju, żyjących dzięki temu, że inni za nich umarli, już nic innego nie znaczy, jak tylko bezimienny teren, na którym można bez­karnie hulać, kraść, oszukiwać, napadać i cynicz­nie ze wszystkiego szydzić.

Zło jest zawsze widoczne z daleka. Jest krzy­kliwe i porażające jak ostry sygnał alarmowy. Dla­tego nas tak przygnębia i przeraża, gdy je obser­wujemy w naszym społecznym życiu. Nie wolno nam jednak upadać na duchu. Dobra i dobrych ludzi jest więcej. Inaczej ten świat by się już dawno rozpadł. Trzeba to sobie uświadomić. Trzeba się solidarnie w dobru wspierać. Trzeba sobie wza­jemnie pomagać. Trzeba odważnie demaskować zło i stawiać mu opór, na jaki nas tylko stać. By ukrócić jego bezczelność, jego cynizm i jego aro­gancką pychę.

Dobro na pewno zwycięży. Zwycięży, jeśli podniesiemy przeciw niemu znak krzyża, ze wszystkim, co on symbolizuje.

Ufajmy mocno, że także zło szerzące się dziś na polskiej ziemi, w naszych miastach i wsiach, w naszych rodzinach i na naszych ulicach, zostanie przezwyciężone, gdy wsparci krzyżem Chrystuso­wym, podejmiemy z nim walkę, zwalczając je do­brem, ofiarnością i dobrocią; gdy wskażemy na nie; gdy nie będziemy na jego widok trwożliwie kryć się po kątach; gdy zmobilizujemy przeciw niemu uczciwe media i opinię publiczną. Każdy z nas może coś w tej sprawie uczynić. Czasami bardzo niewiele. Ale może. Może przynajmniej modlić się o nawrócenie tych, którzy żyją tak, jakby Bóg nie istniał, jakby nie zostawił nam swoich przykazań. Z tych niewielkich naszych dobrych czynów, podej­mowanych w najbliższym otoczeniu, może we wła­snej rodzinie, może wśród sąsiadów, urośnie wiel­kie dzieło duchowego i społecznego dobra.

Legenda mówi, że rzymski cesarz Konstantyn, stawający w 312 roku do walki z wojskami pogań­skiego Maksencjusza, ujrzał przed bitwą znak krzyża na niebie z towarzyszącym mu napisem: „Z tym znakiem zwyciężysz”. Nakazał więc swoim żołnierzom namalować na tarczach ten znak. I rze­czywiście zwyciężył.

Chrześcijańska cywilizacja staje we współcze­snym świecie również, tak jak kiedyś Konstantyn, do walki z pogaństwem, tym razem z nowożytnym pogaństwem, które, tak jak stare, odrzuciło praw­dziwego Boga, a bałwochwalczy kult oddaje pie­niądzowi, rozpuście i przemocy, ale które uzbro­jone jest w nieporównanie potężniejszą broń niż dawne, w broń wszelkich wpływów politycznych, w olbrzymie pieniądze i ogarniające swoim wpływem cały świat potężne media. Nowożytne pogaństwo buduje dziś to, co Ojciec Święty nazywa cywiliza­cją śmierci. Walka z tą cywilizacją nie odbywa się na polach bitewnych. Ona odbywa się w ludzkich duszach, być może także w naszych duszach i duszach osób nam najbliższych. Bo o ludzkie du­sze przede wszystkim w tej walce idzie.

Stańmy w niej, uzbrojeni w najstraszniejszą dla szatana, ojca wszelkiego zła, broń, w krzyż Chry­stusowy i w te wszystkie wartości, które on ozna­cza. Wówczas na pewno zwyciężymy.

Abp Stanisław Wielgus

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com