French flag English spanish flag

Świadectwo o Księdzu Jerzym

w dniu sobota, 01 maj 2010.

Beatyfikacja Księdza Jerzego Popiełuszki • 6 czerwca 2010 r.

Jesteśmy w trakcie przygotowań do beatyfi­ka­cji ks. Jerzego Popiełuszki. Podobnych uro­czysto­ści beatyfikacyjnych czy kanonizacyjnych przeży­wamy w ostatnich latach więcej niż kiedy­kolwiek. To wielkie bogactwo naszych czasów. Dla mnie osobiście jednak beatyfikacja współ­czesnego ka­płana, w dodatku mojego młod­szego kolegi, z któ­rym łączyły mnie wspólne przeżycia, jest czymś doprawdy wyjątkowym. Potraktuję więc ten tekst nie jako teologiczną rozprawę, ale jako osobiste świadectwo.

Młodszy kolega

Zwykle tak jest, że młodsi studenci lepiej znają starszych od siebie kolegów, niż młod­szych. Tak było i w moim przypadku. Księdza Jerzego bliżej poznałem najpierw ze słyszenia, bo opowia­dał mi zaprzyjaźniony z nim jego ko­lega kursowy – ks. Bogdan Liniewski. Nie były to jakieś szczególne historie, ale przeplatało się w nich często pseudo jego przyjaciela „Popiełuch”, w kontekście ich wspólnych spotkań, wyjazdów czy wakacyjnych przygód. Później, już bez pseudonimu, usłyszałem o jego śmiałych poczy­naniach wśród robotników Huty Warszawa.

Osobiście poznałem ks. Jerzego dopiero w stanie wojennym, gdy zacząłem duszpasterzo­wać wśród internowanych w Białołęce. Zjawił się u mnie w seminarium, gdzie byłem ojcem du­chownym kleryków, przekazując informacje, jakieś drobiazgi, a przede wszystkim pozdrowie­nia i wyrazy troski o wielu internowanych. Oczy­wiście spełniłem tę prośbę. Po Mszy św. tam odprawianej w czasie tzw. ogłoszeń parafialnych podałem informacje, o które mnie prosił. Zdu­miony byłem, jak obecni żywo zareagowali na jego nazwisko. Nie sądziłem, że był aż tak po­wszechnie znany i lubiany. Wtedy rozpoczęły się nasze częstsze kontakty.

Pamiętam wspólne spotkanie podczas wa­kacji w Dębkach nad morzem. Już przy powita­niu opo­wiadał mi, jakie to miał przygody w dro­dze, gdy ścigały go dwa samochody tajnej policji i jak zmylił ich czujność. Słuchałem tego trochę z niedowie­rzaniem, jak również opowiadania o tzw. „plu­skwie”, którą odkryli mechanicy w jego samocho­dzie. Brzmiało mi to bardziej jak scena z kryminal­nego filmu, niż z rzeczywistości. Na­tomiast, obecni wtedy w Dębkach, liczni przed­stawiciele elity opo­zycyjnej słuchali tego całkiem serio.

Zadziwienia księdzem Jerzym

Kolejne moje zadziwienie księdzem Jerzym to Msza św. w kościele św. Brygidy w Gdańsku, na którą wspólnie pojechaliśmy. Ks. Jerzy wy­głaszał tam kazanie. Został wtedy bardzo ciepło przyjęty przez stoczniowców i wiernych obec­nych na Mszy św. Jednak apogeum mojego zadziwienia nastą­piło po powrocie do Warszawy podczas Mszy św. za Ojczyznę, na którą, jesz­cze pełen wątpliwości, udałem się do kościoła św. Stanisława Kostki.

Piszę o wątpliwościach, bo ze wstydem dziś przyznaję, że podświadomie uległem wtedy do­chodzącym do mnie informacjom, że te Msze św. mają charakter bardziej polityczny niż reli­gijny. Wszystkie te uprzedzenia zniknęły, gdy wszedłem w klimat tej Mszy św. Podziwiałem starannie przy­gotowaną liturgię, zaangażowanie i modlitewne skupienie wiernych. Słów homilii słuchali uczest­nicy Mszy, niejako wisząc na ustach ks. Jerzego, a postawą swoją rezonowali na słyszane słowa, mimo, że były one przeka­zywane spokojnym, nie­mal monotonnym gło­sem. Natomiast uroku spra­wowanego misterium dopełniali znani polscy akto­rzy, prowadzący modlitwy po Komunii św.

Kiedy gratulowałem aktorom, jeden z nich, bo­daj pan Andrzej Szczepkowski, powiedział mi, że oni sami przeżywają to mocniej, niż najlepsze swoje występy na deskach teatru. Warto dodać, że ci aktorzy ujawniając publicznie swoją wiarę, bar­dzo narażali swe kariery artystyczne.

W odczuciu wiernych ta Msza św. była mi­ste­ryjnym przeżyciem dwóch godzin wolnej Pol­ski, jak to często określano. Po Mszy św. pod­szedłem do ks. Jerzego, już całkowicie „nawró­cony” i po­wie­działem mu: Czy wiesz, że ty jesteś taki mały Pa­pież? Z pewnością doczekamy, że ten plac przed kościołem będzie nazwany twoim imieniem. Dziś okazało się, że niewiele się po­myliłem.

Ku męczeństwu

Ks. Jerzy uczęszczał też na Msze św. za Oj­czyznę organizowane przy kościele seminaryj­nym na Krakowskim Przedmieściu, z udziałem środowi­ska byłych internowanych. Przyjmowany był przez wiernych z ogromnym entuzjazmem. Na jednej z tych Mszy św. ogłoszono go uroczy­ście kapelanem „Solidarności”.

Były też i chwile trudne. Po wizycie u mnie spotkał się z Księdzem Prymasem, z którym odbył tak niełatwą rozmowę, tak że wrócił do mnie nie ukrywając łez. Czuł się nierozumiany.

Inny obraz, który utkwił mi w pamięci, to jego spotkanie po jednej z ostatnich Mszy św. na Żoli­borzu, kiedy stanął przed kamerami telewi­zyjnymi i lasem mikrofonów różnych światowych agencji. On, młody, drobny kapłan naprzeciw przeogrom­nych oczekiwań na każde jego słowo. Pomyślałem sobie wtedy, co z tego wyniknie, biorąc pod uwagę nasilające się ataki władz i mediów. On sam trwał w tym napięciu i czuł dramat, który mógł z tego wyniknąć. Z drugiej strony nasuwał mi się obraz pasterza, który go­tów jest narazić się dla owiec mu powierzonych. Oddaliłem myśl o tragedii, ale bole­sne skojarze­nia same mi się nasuwały.

Ofiarni pasterze

Było w polskiej historii, że jej przełomowe dzieje znaczone były męczeńską krwią pasterzy. U progu naszego chrześcijaństwa stanął mę­czennik św. Wojciech. Podczas rozbicia dzielni­cowego znakiem jedności był kolejny męczennik biskup Stanisław. Patriotyzm kazań księdza Skargi, choć nie męczennika, przestrzegał przed upadkiem wielkości Rzeczpospolitej. Prześla­dowany był św. Biskup Zygmunt Szczęsny Fe­liński, uosabiając martyrologię zaborów i kolej­nych powstańczych zrywów. W czasach II wojny światowej, wobec okrucieństwa i nienawiści sta­nął ze swoją święto­ścią Ojciec Maksymilian Kolbe i wielu kapłanów męczenników okupacji niemieckiej i sowieckiej. Świadkami dramatycz­nych spięć najnowszych czasów byli: kardynał Wyszyński i Jan Paweł II.

Każdy więc etap naszych dziejów miał swo­ich kapłanów, patriotów i męczenników, następ­ców Dobrego Pasterza, który życie daje za swoje owce. Dziś otrzymujemy kolejnego świadka – ks. Je­rzego, męczennika komuni­stycznego zniewolenia.

Często mówiło się o księdzu Jerzym, że był to taki zwyczajny, prosty ksiądz. Bardzo mi im­ponuje takie określenie, bo ujawnia ono wartość Chrystu­sowego kapłaństwa, które rozpoznane i poko­chane przynosi nieproporcjonalne do ludz­kich sił owoce.

Na rozpoczęcie Roku Kapłańskiego w Rzy­mie, widziałem jak Ojciec Święty na koniec uro­czy­stości klęknął ze czcią przed relikwiami in­nego prostego kapłana – Jana Vianneya. Teraz my Po­lacy przy końcu Roku Kapłańskiego po­dobnie klę­kamy przed naszym bardzo prostym i bardzo świętym kapłanem, w którym się objawiła potęga Bożej mocy. Obyśmy ją poznali, docenili i wyko­rzystali.

Warszawa, 10 maja 2010

Ks. Jan Sikorski

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com