French flag English spanish flag

Troska o dom Ojczysty

w dniu sobota, 01 maj 2010.

Rządzenie

Im bardziej społeczeństwo jest podzielone, tym łatwiej jest nim rządzić, łatwiej poniewierać. „Dziel i rządź” – znamy wszyscy to powiedzenie. Łatwo jest dzielić społeczeństwo, gdy w życiu obywateli nie ma właściwych proporcji między materią a tym, co duchowe.

Nie może być dobrze w krajach, gdzie człowie­kiem można poniewierać, gdzie można go fałszy­wie oskarżać pod osłoną rzekomego prawa, gdzie ustawy nie są dla dobra człowieka, ale skierowane często przeciw człowiekowi, ustanowione dla udrę­czenia człowieka.

Ustawy państwowe, także dotyczące wycho­wania, nie mogą być przeciwne prawu Bożemu, bo wtedy nie obowiązują w sumieniu. A dążeniem do zniewolenia człowieka jest narzucanie mu świato­poglądu, odbieranie wolności wierzenia i umiłowa­nia Boga, laicystyczne obdzieranie go z wszelkich pragnień i aspiracji religijnych.

Naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszu­kuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami.

Pokoju nie można zachowywać tylko przez słowne deklaracje, tylko przez słowa, choćby szczere, nie mówiąc o demagogicznych. Dlatego też dla pokoju i spokoju w Ojczyźnie, dla stworze­nia warunków do radosnego i owocnego budowa­nia w domu ojczystym trzeba najpierw usunąć to wszystko, co naród odczuwa jako niesprawiedli­wość społeczną.

Świętość

Świętość nie jest przywilejem wybranych. Nie jest wyjątkowym darem Bożym. Jest natomiast naszym powołaniem i obowiązkiem. Jesteśmy powołani do świętości z tytułu chrztu i przynależ­ności do Kościoła Chrystusowego.

Do spotkania z Chrystusem trzeba dojrzewać. Otrzymaliśmy bilet do wiecznej szczęśliwości, do życia z Bogiem. Od nas zależy, czy owego biletu nie zamienimy na puste pragnienia.

Powołanie przyzwyczailiśmy się łączyć ze sta­nem duchownym. Powołanie kapłańskie, powoła­nie zakonne. A przecież świata nie uświęcają sami diakoni. Powołany jest każdy człowiek, każdy chrześcijanin. Musimy wierzyć, że nasza praca, nasz zawód pozostają także ważnym świadec­twem świętości i powołania. Być może nieraz jest ono skuteczniejsze, gdyż świeccy mogą dotrzeć tam, gdzie kapłan dotrzeć nie może.

Żyjemy tylko raz. Żaden dzień, ani najmniejsza chwila nie powtarzają się, lecz zbliżają nieodwra­calnie do ostatecznego celu. Poszczególne dni życia wyglądają jak wagoniki kolejki linowej, które z kopalni wychodzą albo puste, albo napełnione owocami ziemi.

Jeżeli Chrystus mówi w Ewangelii o upomnie­niu braterskim, to przede wszystkim po to, aby pozyskać bliźniego i sprowadzić go ze złej drogi. My natomiast często czynimy coś jedynie po to, aby udowodnić, że ktoś jest złym człowiekiem. Chrystus potępia zło, grzech, nigdy zaś człowieka.

Wolność i „Solidarność”

Byłaś [Maryjo] z narodem, gdy w roku 1920 kto żyw chwycił za broń i podążył, by bronić odzy­skanej po przeszło wiekowej utracie wolności Oj­czyzny przed zalewem bezbożnego bolszewizmu. W nierównej walce dokonałaś cudu, który do histo­rii przeszedł jako cud nad Wisłą.

Zachowanie godności to życie zgodne z su­mieniem. To budzenie i kształtowanie w sobie su­mienia prawego. To dbanie o sumienie narodowe. Bo wiemy, że gdy sumienie narodowe zawodziło, dochodziło do wielkich nieszczęść w naszej histo­rii. Jednak gdy sumienie narodowe zaczynało się budzić, ożywiać się poczuciem odpowiedzialności za dom ojczysty, wtedy następowało odrodzenie narodu. Tak było w czasie zrywów powstańczych. Tak było podczas powstania styczniowego, tak było i w czasie „Solidarności”.

„Solidarność” pozwoliła dojrzeć zło i jego me­chanizmy działania, a młodemu pokoleniu ukazała wiele przemilczanych prawd historycznych naszej Ojczyzny. I tak bardzo chcielibyśmy pracować na Twoją, Boże, chwałę i pomyślność ludzi. Tak bar­dzo chcielibyśmy w pokoju budować Twoje króle­stwo na ziemi, naszej umęczonej polskiej ziemi.

„Solidarność” dlatego tak szybko zadziwiła świat, że nie walczyła przemocą, ale na kolanach z różańcem w ręku. Przy polowych ołtarzach upomi­nała się o godność ludzkiej pracy, o godność i szacunek dla człowieka. O te wartości wołała bar­dziej niż o chleb powszedni.

„Solidarność” ma prawo do swobodnego ist­nienia, ponieważ zapłaciła za swoje istnienie wy­soką cenę. Kosztowała naród bardzo wiele, niektó­rzy zapłacili najwyższą cenę, swoje życie. Wielu zapłaciło utratą wolności na długie miesiące, wielu skazano na opuszczenie Ojczyzny.

„Solidarność” w krótkim czasie rozrosła się jak olbrzymie drzewo. I chociaż dzisiaj ma odciętą koronę, porąbane gałęzie, jednak ma korzenie, korzenie mocne, bo zapuszczone w ludzkie serca i umysły. Dlatego zawsze będzie wypuszczała nowe gałęzie i będzie przypominała światu, że jest, że istnieje, że żyje.

„Solidarność” to wołanie wielkim głosem o po­szanowanie ludzkiej godności, to jednocześnie dostrzeganie drugiego człowieka i jego problemów. To troska o więzionych, upominanie się o wolność dla nich, to opieka nad ich rodzinami. To braterska troska o wszystkich, którzy są szykanowani za nasze wspólne przekonania. To obowiązek likwi­dowania zła i mechanizmów jego działania. To ukazywanie młodzieży wielu przemilczanych prawd historycznych naszej Ojczyzny.

„Solidarność” to stała troska o dom Ojczysty, to zachowanie wolności wewnętrznej nawet w warun­kach zewnętrznego zniewolenia. Pokonanie w sobie lęku, który kurczy gardło. To zachowanie swojej godności dziecka Bożego i odważne przy­znawanie się do tego, o słuszności czego jesteśmy przekonani i co nosimy w naszych sercach.

„Solidarność” to jedność serc, umysłów i rąk zakorzeniona w ideałach, które są zdolne przemie­niać świat na lepsze. To nadzieja milionów Pola­ków, nadzieja tym silniejsza, im bardziej jest ze­spolona ze źródłem wszelkiej nadziei – z Bogiem.

Od czasu rozwiązania „Solidarności” jako związku zawodowego stała się ona ideą w naro­dzie. A walka z ideą narodu to walka z wiatrakami. Tej idei nikt nie zdoła pokonać, bo jest mocno za­korzeniona w sercach milionów. Bo zapłacono za nią wielką cenę. Cenę krwi, łez, cenę ukrywania się, poniewierki i więzienia.

„Solidarność” pokazała, że naród zjednoczony z Bogiem i braćmi zdolny jest wiele dokonać. Niech nikt nie mówi, że „Solidarność” poniosła klęskę. Ona idzie do zwycięstwa. Idzie powoli. Ale coraz mocniej wrasta w naród. Potrzeba jej jeszcze być może wiele wycierpieć, zahartować się jak złoto w tyglu.

To, co wielkie i piękne, rodzi się przez cierpie­nie. Tak jak na cierpieniach, na bólu, na łzach i krwi roku 1970 wyrósł patriotyczny zryw ludzi mło­dych, wyrosła „Solidarność”. Dobre drzewo musi dać dobre owoce. Na drzewie zła muszą wyrosnąć i wyrastają owoce zła.

Kultura polska

Ojczyzna to wspólnota rodzimej kultury, jej dzieje, historia – bardziej radosna lub bolesna. To bogactwo językowe, bogactwo dzieł sztuki i kultury muzycznej, to jej religia i obyczaje.

Kultura polska jest dobrem, na którym opiera się dobro duchowe Polaków. Ona stanowi o nas przez cały ciąg dziejów Ojczyzny bardziej niż siła materialna czy granice polityczne. Dzięki kulturze naród pozostał sobą, pomimo wielorakiej utraty niepodległości. Duchowo zawsze był niepodległy, ponieważ miał swoją wspaniałą kulturę.

Kultura polska od początku nosi wyraźne zna­miona chrześcijańskie. Przez wieki brała swoje natchnienie z Ewangelii.

Wszystkie próby krępowania wolności ludz­kiego umysłu, który ma tworzyć kulturę, działają na szkodę kultury. Wszystko, co byłoby czynione przeciwko kulturze narodowej w kraju chrześcijań­skim, styl rządzenia i władania przeciwny chrze­ścijańskim obyczajom czy też prawom osoby ludz­kiej i rodziny, nie sprzyja rozwojowi kultury.

Kultura narodu, to również jego moralność. Na­ród chrześcijański musi kierować się sprawdzoną przez wieki moralnością chrześcijańską. Nie jest mu potrzebna tak zwana moralność laicka, bo jest ona bez oblicza i bez nadziei, stwarza zagrożenie dla wartości duchowych narodu i osłabia te siły, które stanowią o jego jedności.

Dzisiaj z obawą patrzy Kościół na nowe zagro­żenia dla rozwoju polskiej kultury. Biskupi wielo­krotnie dawali temu wyraz, gdy pisali, że „zasadni­cze znaczenie dla zaistnienia ugody społecznej mają religia i kultura”.

Kultura to uczciwy dialog i wymiana zdań, uczciwa walka słowna, a nie pieniactwo zawodo­wych polemistów, którzy w środkach masowego przekazu oczerniają innych.

Szkoła musi być narodowa. Musi dawać dzie­ciom i młodzieży miłość Ojczyzny i kultury rodzi­mej. Szkoła musi się liczyć z narodem, z jego wy­maganiami, kulturą, obyczajowością i religią.

Młodzież musi widzieć w nauczycielu przyja­ciela, który przede wszystkim mówi prawdę, który stara się przekazać młodemu pokoleniu cały doro­bek kultury narodowej i religijnej. Nauczyciele mu­szą pamiętać, że wychowują młodzież dla Ojczy­zny, która korzeniami sięga w daleką chlubną przeszłość, a nie dla takich czy innych ustrojów, które się zmieniają.

Nie ma na świecie takiego drugiego kraju, gdzie by Boże Narodzenie tak wrosło w historię i było przeżywane z tak wielką dawką uczucia, jak w naszej Ojczyźnie. Boże Narodzenie to święto miło­ści, święto przebaczenia. Wieczór wigilijny potrafi często skruszyć serca najbardziej zatwardziałe w nienawiści.

* * *

Mamy wypowiadać prawdę,
gdy inni milczą.

Wyrażać miłość i szacunek,
gdy inni sieją nienawiść.

Zamilknąć, gdy inni mówią.

Modlić się, gdy inni przeklinają.

Pomóc, gdy inni nie chcą tego czynić.

Przebaczyć, gdy inni nie potrafią.

Cieszyć się życiem, gdy inni je lekceważą.

Ks. Jerzy Popiełuszko

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com