390 rocznica śmierci wielkiego polskiego kapłana

Kazanie na dzien sw. Mattheusza Apostola i Ewangelisty

Taka moc jest oka i głosu Pana i Boga naszego Jezu Chrysta, iż się jego wejrzeniem, i zawołaniem umarły na duszy Mattheusz, ożywić mógł. Taka zakryta mądrość jego, iż widział serce one w grzechach utopione, jako się wynurzyć i porwać do sprawiedliwości miało. Taka dobroć jego, iż porzuconego i wzgardzonego u ludzi wyniósł: iż się stał z łakomego i bo­gatego, w ubóstwie i wzgardzie świata i pieniędzy doskonałym: z mytnika1 Apostołem: z lichwiarza Ewangelistą. Kto się nie zdumieje? I nie wiem czemu się pierwej dziwować: jeźli tak hojnej łasce Boskiej ku niemu: czyli tak ochotnemu jego posłuszeństwu, i dziwnej a pręd­kiej odmianie. Możem co o tem ku zbudowaniu mó­wić: jedno pierwej rozumienie tych słów Pańskich: Miłosierdzia chcę a nie ofiary: przeciw heretyckiej chytrości obronić za pomocą Bożą, i nieco o lichwie upomnieć, mam wolą.

PIERWSZA CZĘŚĆ

O ofierze, iż tymi słowy Pańskiemi zga­niona i odrzucona nie jest, i o lichwie

Ci którzy zwierzchnią służbę Bożą, która się naj­więcej w ofierze zamyka, wymiatają: a omylnie mó­wią: iż u nowego zakonu Boska służba w samym duchu jest, a Żydowskie starego zakonu ofiary ustały    [Calv. Inst. lib. 4. c. 18]. Stół dał nam Chrystus nie oł­tarz: nie kapłany do ofiar, ale ministry do kazania i wieczerzy sprawowania: ci tacy tych też słów Pań­skich używają z tej Ewangelji: Miłosierdzia chcę a nie ofiary: Mieniąc iż temi słowy Pan wszystkie ofiary zganił, i z swojego je nowego zakonu wyrzucił.

Co jako w chytrości i nieprawdzie mówią, po tem samemu znać: iż te słowa Zbawiciel nasz z Ozeasza Proroka [Oseae 6.] wziął: za którego czasów przed piąciąset lat, ofiary od Boga ustawione kwitnęły; i nikt słów tego Proroka tak nie rozumiał, ani się do psowania ofiar puścić śmiał, które aż do przyjścia Messyasza w kościele onym i w ludu onym z ustawy Boskiej trwały. I sam Pan Jezus jako obudwu zakonu dawca: nigdy ofiar onych nie ganił; i owszem do nich odsyłał, a zwłaszcza onego trędowatego: Idź, prawi, a ukaż się Kapłanom, a ofiaruj dar który Mojżesz takim rozkazał [Matth. 8.].

Prawda iż Mojżeszowe krwawe ofiary na krzyżu od Pana wypełnione ustały: ale inna jedna nie krwawa na ich miejsce wedle porządku Melchise­decha nastąpiła; jako się o tem indziej nauczyło. Lecz aby zgoła ofiary zwierzchowne znieść się i wyrzucić z służby Bożej miały, to jest i przeciw przyrodzonemu wiecznemu i na sercach ludzkich od Boga pisanemu zako­nowi. Bo przed Mojżeszem od Adama począwszy, taką ofiarą ludzie Panu Bogu służyli: i nie masz po wszystkim świecie narodu tak dzikiego i gru­bego, któryby co zwierzchnego Bogu swojemu ofiarować nie miał: a swego wnętrznego nabożeństwa tem zwierzchnem w ofiarowaniu nie pokazał, i nie oświadczył. Bo to u ludzi z ciała złożonych niepodobno: aby serdeczne ich nabożeństwo, jeźli jest prawdziwe, na ciało i na zwierzchowną postawę wynijść nie miało.

Prawda to szczera, iż próżne są ofiary i wszystkie nabożeństwa ciele­sne, które się na wnętrznych i serdecznych nie fundują: i nie podobają się P. Bogu jako mówi u Izajasza [Isa. 1.]: Co mnie po tak wielu ofiar waszych i po krwie cieląt i baranów waszych? A wszakeś je Panie sam przez Mojże­sza ustawił: i bardzobyś nas karał gdybyśmy ich nie czynili, a ustaw twoich odstąpili: i wnet daje przyczynę, dla której tak mówi: Ręce wasze pełne są krwie: obmyjcie się a bądźcie czyści: złóżcie złość myśli waszych od oczu moich: przestańcie źle czynić, nauczcie się dobrze czynić. Toż i w psalmie mówi [Psalm 49.]: Izali ja mięsa wasze jeść i krew wołów waszych pić będę? Ofiaruj mi ofiarę chwały, a oddaj najwyższemu śluby twoje.

Nie to gani Pan iż ofiarują: ale to, iż źle i bez serdecznego nabożeń­stwa i ofiar cnót świętych ofiarują; iż opuszczają miłosierdzie, sprawiedli­wość, i inne wnętrzne Boskie służby. A jako Pan mówił: Biada wam obłud­nikom, którzy bierzecie dziesięcinę z miętki i anyżu, a rzeczy większe w zakonie opuszczacie: to jest: sąd, miłosierdzie i wierność. To potrzeba czy­nić: a tamtego nie opuszczać [Matth. 23.]. Temże tu rozumieniem Pan mówi: Miłosierdzia chcę a nie ofiary. To jest, nie samej ofiary zwierzchnej: ale złą­czonej z cnotami wnętrznemi. Ofiara bez cnót świętych nie jest Bogu miła. Miłosierdzie i cnoty inne dobre są, choć bez ofiary, gdy być nie może. Lecz złączone miłosierdzie z ofiarą: służba wnętrzna ożeniona z zwierzchnią, daleko jest lepsza i doskonalsza. Dla tego Daniel narzeka w Babilonie, bez kościoła i ofiar tęskniąc, i mówi [Dan.3.]: Zostaliśmy Panie tego czasu bez ofiary, bez pierwiastek, abyśmy mogli znaleźć miłosierdzie twoje: ale w skruszonem sercu i w pokornym duchu przyjmij nas. Jakoby rzekł: Lepiej było nam z ofiarami w ziemi i w kościele naszym: i rychlejbyśmy byli naleźli miłosierdzie twoje: ale gdy być nie może przyjmij serca naszego ofiarę po­kory i skruchy.

Wejrzał Pan Bóg na Abla, mówi pismo [Genes. 4.], i na ofiary jego. Pierwej na Abla i na serce jego: toż na ofiary jego: i serce i ofiary po­wierzchnie podobały się jemu. Także wejrzał na ofiary Noego P. Bóg; i mówi pismo [Genes. 8.]: Powoniał Pan słodkości woni onej i rzekł: Już nigdy przeklinać tak ziemie nie będę. Tak wejrzał na ofiarę Abrahamowę, gdy mu syna ofiarował; i na Aaronowe między żywemi i umar­łemi; i na Gedeonowe przy bitwie, i na Samuelowe u Masfy, i na Dawidowe u Orny, i na Salomonowe przy poświęcaniu kościoła; i na innych ofiary powierzchowne wejrzał P. Bóg, i przyjmował je od ludzi [Genes. 22. num. 16. Judio. 6. Reg. 7. 2. Reg. 24. 3.  Reg. 8.]. Bo z serdecznem nabożeństwem złączone były.

Nie zganił tedy Pan Jezus w tych słowiech ofiary: ale jako te słowa święty Augustyn wykłada [De Civit. Lib. 10. c. 5.]: ofiarę nad ofiarę przełożył. Jako rzekł on uczony w piśmie, którego Pan Jezus pochwalił [Marc. 12.]. Miłować Pana Boga nadewszystko, a bliźniego jako samego siebie: większa rzecz jest niźli wszystkie ofiary. Nie zganił ofiar: ale miłość całą ku Bogu i bliź­niemu nad nie przełożył. Ci ludzie gdy chcą być bardzo duchownemi, a samym duchem bez ciała i cielesnych ofiar Pana Boga chwalić: bezbożnemi zostają: oboje tracą. Jako nie masz u nich ołtarza w kościele: tak też nie masz nabożeństwa w sercu. Jako pustki w kościele, tak większe na ich duszy. Bo jako Pan mówi [Matth. 12.]: Z serca do ust słowa idą. Co w sercu jest, w uczynku się na ciele zataić nie może.

Nie daj Boże służbę ołtarza świętego tracić, aby ją nam wydrzeć ci ludzie mieli: bez której bylibyśmy abo Aniołowie: abo bestye nieme. Aniołami być nie możem, bo ciała mamy; i ciałem i cielesnemi dary służyć Panu Bogu winniśmy. Bestyami być nie­chcemy: które ciała mając, dusze rozumnej niemają, któraby Boga znała, i ciału służbę Bożą jako poddanemu swemu rozkazowała. Kto na służbę Bo­ską i ofiary w kościele katolickim prostem okiem patrzy: rzec słusznie, jako jest u Apostola, może [1. Cor. 14.]: Tu prawdziwie Bóg jest, i padłszy na ziemię, pokłoni się Bogu: i wielce się zbuduje. Dziwna i straszliwa jest ofiara nasza testamentu nowego, bez której bylibyśmy jako w brzydkości spustoszenia: i w onem przeklęctwie Żydowskiem [Dan. 9. Oseae 3.]: o któ­rem Ozeasz napisał, jako dziś są bez ofiary, bez kapłana. I nie mielibyśmy własnej i prawej służby Bożej, którą się ludziom służyć nie godzi.

Pospolicie na mytach i poborach, na których ten Mattheusz siedział, rzadcy są ludzie którychby się chciwość do cudzego nie skusiła: aby źle sobie nabywać z szkodą bliźnich, i Panów, i Rzeczypospolitej nie mieli. W tem królestwie dziwnie się ta niesprawiedliwość rozszerzyła: i grubo a znacznie niektórzy grzeszą, i kradzieztwem dusze swe, i domy swe, i po­tomki swoje zarażają, i o zgubę wszystko królestwo przyprawują. A zatem i w on drugi wielki grzech upadają, to jest w lichwę: pożyczając pieniędzy z wielkim pożytkiem swoim, a z srogim złupieniem bliźnich swoich. Tym grzechem się wszędzie brzydzi pismo, i upewnia: iż taki w łasce Bożej i w królestwie jego nigdy nie będzie. Kto, prawi, wnijdzie na górę Pańską? Ten co pieniędzy na lichwę nie dawał [Psalm 14. Ezech. 18. Deut. 23.]. I Mojżesz woła: Gdy zubożeje brat twój, nie bierz od niego lichwy, ani więcej nad to coś pożyczył [Esdr. 5.]. I u Ezdrasza gromią tych którzy brali lichwę: i tak im ono upominanie pomogło, iż wszyscy krzyknęli: Wrócim cośmy od nich wzięli, i role które nam zastawili, i nic brać nie będziem.  

Tym grzechem i Poganie się bardzo brzydzili, samego przyrodzonego rozumu słuchając. Rzekł jeden [Cicero de Ofl. lib. 1.]: Ujmować co drugiemu, a gdy człowiek ludzką szkodą pożytek sobie czyni: bardziej to jest przeciw przyrodzeniu a niźli śmierć. I drugi [Ambr. lib. de Tobia]: Co jest lichwa? Jest człowieka zabić. Toć wielkie mężobójstwo. Nie możesz rychlej człowieka zgubić, jako lichwą. Brać za nic, bogacić się siedząc i nic nie robiąc: z lada sta złotych folwark sobie bez roboty, i nakładów i szkód czynić: z cudzego się bogacić: i rozum, i cnota, i każda pobożność ganić to musi.

A nam to osobliwie Chrystus poruczył: Pożyczajcie a nic się z tego nie spodziewajcie [Luc. 6. Matth. 5]. Nie tylko nie brać: ale i nadzieją się o li­chwie i zysku z pożyczku nie karmić. I także gorsi będziem niźli Poganie i Żydowie: i także mamy zabijać i gubić domy ludzkie braciej i bliźnich na­szych?

Umieją tę lichwę drudzy pokrywać: Oto nic nie proszę, sam mi daje do­browolnie. Daje iż musi: a nie dobrowolnie; bo mu inaczej nie pożyczysz. Kiedy pieniądze wróci i położy, pytajże go jeźli chce co dać? jeźli nie woli nic nie dać? Drudzy mówią, jabym miał pożytek z tych pieniędzy gdybym ich nie pożyczał. Jeźli z nich żyjesz a kupczysz, a innych leżących nie masz: słuszna rzecz aby twoję szkodę zastąpił. Ale jeźli przed Bogiem inne pieniądze masz, a stan twój nie jest kupiecki, i masz z ziemiaństwa, i ze wsi, i z ról swoje pożywienie: próżno się wymawiasz zyskiem i kupiectwem: gdy bez tego być możesz, i być jesteś winien; abyś kupcom chleba nie wy­dzierał, którzy innego pożywienia nie mają: abyś miast nie gubił, które na tem samem zasiadły.

Ty masz z roli swoje obejście, a ten i siać i co orać nie ma. Od boga­tych i Panów, i szlachty ten się grzech szerzy; wszyscy jako lwi skłonni do wydzierania, jako Prorok woła [Ezech. 22.]: Lichwiliście i brali więcej niźli dawali: i łakomie potwarzaliście bliźnie swoje: jako lwy ryczący i szarpający, duszeście pożerali, i majętności ich brali. Panowie między nimi jako wilcy drapieżni krew rozlewają, ludzie gubią, i łakomie za zyskami biegają. I drugi także woła [Isa. 1.]: Panowie twoi niewierni, towarzysze złodziejów, miłują dary, idą za upominki. I Psalm mówi [Psalm 13.]: Tak ludzie ubogie jako chleb pożerają.

Tak się to lichwiarstwo i łupieztwo rościągnęło: iż się ludzie nie wsty­dzą, na prawa Boskie i ludzkie nie dbają. Na spowiedzi obiecują a nie wra­cają, abo z rozpaczy do niej nie idą. Wolą dla błota i ziemie dusze tracić, i domy swoje i potomki gubić, którzy z dóbr lichwiarskich pewny upadek mieć będą. Cóż masz za pożytek, mówi Pan [Matth. 16.], gdy wszystek świat mieć będziesz, a duszę swoję stracisz? Izali się temi pieniądzmy od piekła i gniewu Bożego wykupisz? O ślepoto Sodomska, czemuż się nie obaczysz, a przykładem tego świętego Mattheusza z tego się tak szkodli­wego warstatu nie porwiesz?

WTÓRA CZĘŚĆ

O naukach z Ewangelji

Ujrzał Pan Jezus Mattheusza i przejrzał do serca jego, i obaczył jako z onego mytnika i grzesznika miał być Apostoł i sługa jego. Jako rzekł o Szawle do Ananiasza [Actor. 9.]: Idź nawiedź go, ono się modli. A Ananiasz powiedział: Panie zły to człowiek: słyszałem jako wiele złego uczynił świę­tym twoim w Jeruzalem. A Pan Jezus rzekł: Idź do niego, bo takim a takim będzie. U Ananiasza Szaweł był za wielkiego i rozpacznego grzesznika: ale Chrystus widział co z niego być miało. Jako mularz na podeptany kamień patrząc, widzi jako piękny filar abo drzwi z niego być mogą: na czem się drudzy nie znają. I pełniło się pismo: Kamień którym budowniczy wzgardzili, stał się węgielnym i potrzebnym kamieniem. Trudno najwyższemi grzeszni­kami gardzić. Lepiej je temu oku Bożemu i wiadomości i sądom jego pole­cać, który sam wie co z nich być może i będzie.

Nie próżne było ono wejrzenie Pana naszego na Mattheusza, jako i na Piotra w zaprzeniu. Dziwny przeraźliwy płomień światłości przeniknął do serca jego, którym się oświecił, i ciemnościom się grzechów i potępienia swego przypatrzył: i twardość serca swego miękczyć począł. Pociągnął go Chrystus do siebie, i okowy szatańskie spadać z niego poczęły: gdy przy­zwalał na ono nawiedzenie i pobudzenie: i mocnie o zbawieniu swojem myślić począł. Miewamy i my takie oko i wejrzenie Chrystusowe; bo on oświeca każdego człowieka, mówi Jan święty [Joan. 1.] i do serc naszych kołace: ale nie otwarzamy, nie przyzwalamy [Apoc. 3.], nie porywamy się z ochotą. Nie odpowiadamy z Pawłem św. [Actor. 9.]: owo ja Panie, słucham co mi rozkażesz. Pan mi ucho otwarza, a ja się nie sprzeciwiam, i wspak nie idę. Sprzeciwiamy się, i nie idziem tam gdzie Duch Boży pędzi, i pro­wadzi [Isa. 50]. Ale wspak się i w tył obracamy, i przeto w grzechach twar­dziejemy.

Pódź za mną, rzekł Pan: A także to krótka rhetoryka i nomowa? krótka: ale długie i wielkie tych dwu słów rozumienie, a moc w nich przedziwna. Pódź bogaty za ubogim: łakomco za tym co nic nie ma ziemi: rozkoszniku za nędznikiem: grzeszniku za niewinnym. Porzuć cudze, wróć wylichwione, miłuj ubóstwo, przedaj wszystko co masz, a daj ubogim: bądź sprawiedliwy i czysty, bój się sądu Bożego; oto cię zła śmierć goni, a ty nie uciekasz? Oto cię do sądu Bożego poprowadzą: a ty się nie czujesz? w co się twoje pieniądze obrócą? na co się tobie po śmierci przydadzą? o jako trudne ka­zanie! o jako ciężkie wielbłądowi przez igielne ucho przechodzenie [Matth. 19.]! Nikt nie rozumiej aby Mattheuszowi onemu odmiana ona lekko przy­szła. Biedzić się z sobą, i z pokusami wielkiemi za pasy chodzić musiał: zmuszenie czynił sobie, i swoim dawnym nałogom i zwyczajom. I z sławą świecką, i z domowniki, i z żoną, i z dziećmi, które mieć mógł, miał co czy­nić.

I tego trzymać nie mamy: Aby się Mattheusz zaraz porwał lekkomyślnie i bez wielkiego rozmysłu. Pierwej bez wątpienia na cuda Pańskie patrzył, i jego kazania pierwej i nauki słuchał, jako i inni Apostołowie, nim wezwani są od Pana. I przetoż wszyscy trzej Ewangelistowie, Mattheusz samo o sobie pisząc, i Marek ś. i Łukasz, to nawrócenie jego kładą po onym wiel­kim cudu, gdy Pan powietrzem zarażonego zleczył: i zaraz mu chodzić i robić a nieść pościel swoję rozkazał [Luc. 5. Matth. 9. Marc. 2.]. Gdy się wszyscy zdumiewali, a było ludzi bardzo wiele. Jedni mówili: Napatrzyliśmy się dziś dziwów. Drudzy: nigdyśmy tak nie widzieli. A drudzy chwalili Pana Boga iż taką moc dał ludziom. O tem jako i o innych cudach wiedział Mat­theusz, i patrzyć na nie mógł. A potem głos Pana swego usłyszał: Pódź za mną.

Wstał, prawi, i szedł za Panem; wstał pierwej z grzechów, i one opłakał; rozprawił dom swój, dłużniki kwitował, cudze jeźli co było wrócił, żonę i dziatki postanowił, czeladkę odprawił; co w jednej godzinie ani w jednem dniu być nie mogło. Porwać się za ladajako, a temu co kto winien, porząd­nie i dostatecznie nie czynić dosyć: nie przystałoby bacznemu. Gdy Eliasz na Elizeusza płaszcz swój włożył, rzekł do niego Elizeusz: Niech całuję ojca mego i matkę moję, potem za tobą pójdę. A Eliasz rzekł [3. Reg. 19.]: Idź a wróć się: jamci uczynił co ze mnie jest. Także i święty Mattheusz o takie dozwolenie Pana prosił: aby pierwej dom swój rozprawił, i rzeczy potrzebne rozrządził: zwłaszcza około regestrów, i długów, i dóbr nabytych: aby się każdemu dosyć stało. A to uczyniwszy, wszystko rozdawszy i opatrzywszy: ubogi za ubogim, pokorny za pokornym poszedł: do jego się szkoły i naśla­dowania puszczając: i serce wszystko i wolą na posłuszeństwo jego odda­jąc.

Nie jednakie są nawrócenia wszystkich. Jedne z wielkim trzaskiem i hukiem, jako dzikie zwierzę łowi Pan Bóg; jako Nabuchodonozora i Manas­sego wielkiemi plagami i karaniem do sieci swojej pociągnął [Dan. 4. 2. Par. 33.]. A Pawła ogromieniem także cudownem przycisnął [Actor. 9.]. Lecz tego Mattheusza jako i Magdalenę, cichym a ciepłym wiatreczkiem obalił. Na one dęby puścił wiatr mocny: a na te drzewka subtelne dał łagodny wiatr, którym polegli i dali się powolnemi mówiąc: Cóż mi Panie czynić każesz? wszystko uczynię. I uczynił Mattheusz na radę Pańską wielkie i cudowne rzeczy, rzadkie u świata, dziwne wszystkim Aniołom i ludziom.

Co za potrzeba była tej uczty i tak wielkiego obiadu na żegnaniu: i czemu tak różnych ludzi naprosił, i świętych i grzesznych pospołu: Chry­stusa niewinnego z uczniami, i mytników niesławnych i wzgardzonych u ludzi do jednego stołu? Iż ucztę sprawił, uczynił jako Elizeusz wielki Prorok żegnając się z ojcem, i z matką, sąsiady swemi [3. Reg. 19]. Nalazłszy drogą straconą perłę: nalazłszy duszę swoję zgubioną: nalazłszy Pana i Mistrza zbawienia swego: zwyciężywszy świat i pożądliwości jego: zwycię­żywszy samego siebie i cielesność swoję: tak się bardzo uweselił, iż przed ludźmi szczęścia swego zataić nie mógł: ale ich prosił na chleb: aby mu onego wesela pomagali, mówiąc z oną niewiastą [Luc. 15]: Weselcie się ze mną, bom znalazł duszę moję którąm był stracił; bom nalazł Zbawiciela mego który ją ubłogosławi, i do zbawienia wiecznego przywiedzie. O jako wiele niewidomych Aniołów na tej uczcie było: weseląc się z nawrócenia onego grzesznego [Luc. 15]. Boże abyśmy i my to wesele ludziom i Aniołom czynili! Wielka to ich uczta.

A iż święty Mattheusz mytników złych i u ludzi niesławnych i grzesz­nych na tęż ucztę prosił: chciał te naprawić, które złym przykładem popso­wał. Patrzyliście na moje sprawy i chciwości do nabywania dóbr świeckich: patrzciesz na moje nawrócenie, i świata wszystkiego pogardzenie i porzu­cenie: a proszę was o naśladowanie. Słuchajcie tego Mistrza Pana Jezusa, a myślcie o zbawieniu swojem. Jam też taki był jako i wy: możecie i wy być jako i ja. Obaczcie próżność świata, i koniec jego, i grzechów ciężkość, i wejrzyjcie na śmierć i sąd Boży. Pódźcie do światłości, a będziecie oświe­ceni: tego Mistrza słuchajcie który mi serce odmienił, i tak mię do siebie pociągnął: i wasze pociągnie i odmieni, jedno sami chciejcie.

O wielebny Mattheuszu, nie tak łacno naprawić ludzie, jako je łacno zepsować. Niewiem wieleś ich za sobą namówił: podobno bardzo mało. A jednak uczyniłeś, coś był winien: złożyłeś z siebie winę złych przykładów, na które patrzyli: mogli się z ciebie pokutującego zbudować i naprawić: mogli tejże łaski Chrystusowej dostać, jeźli uprzejma wola ich i staranie przystąpiło. Boże daj nam też tę łaskę!

A z temi co uczynić Faryzeuszami, którzy się za święte i dobre mając, przyganiają sprawom i łaskawości i ludzkości Pana naszego? Szemrzą, i obmawiają, i potępiają zbawienne jego postępki i miłosierdzia pełne? Od­praw je sam Panie Jezu, a pociesz nas wszystkie grzeszne, abyśmy się do ciebie cisnęli. Czemu mi przymawiacie? mówi Pan: izali ja złego tym grzesznym pomagać chcę, i grzechy ich chwalę? Ja chore leczę, ja grzeszne naprawiam, ja im odpuszczenie ich grzechów, gdy pokutują, da­wam. Ja miłuję ludzie, i dla ichem zbawienia przyszedł. Nie staram się o sprawiedliwe i dobre: ale o upadłe. Zdrowym lekarza nie potrzeba. Jako się nad choremi i nędznemi i w mocy szatańskiej piekielnej uwichłanemi zmi­łować i użalić nie mam! Toć jest największa i najmilsza ofiara Bogu: ludzkie dusze do tego który je sam stworzył na obraz swój przywodzić, i chwałę jego w zbawieniu ludzkiem rozmnażać. A wam co za krzywda? Idźcie a nauczcie się co mówi Pan Bóg u Proroka: Miłosierdzia chcę a nie ofiary. Bez użalenia nad nędzą ludzką, która jest na duszy najcięższa, ofiary Pan Bóg nie przyjmuje.

Dziękuję tobie Zbawicielu mój, iżeś mię tak ucieszył, człowieka wielce grzesznego; choćem tak zły, i tak tobie przykry i nieposłuszny, i taki nie­przyjaciel twój: przedsię ty mną nie gardzisz: ale się o mię starasz, i rozma­itych pomocy, do mego zbawienia używasz, i one mnie podmiatasz. O serce moje! składaj tę twardość, a z tym ś. Mattheuszem powstaj: a świa­tem i jego pożądliwościami wzgardziwszy, i porzuciwszy to coć do zbawie­nia szkodzi, wychodź z potępienia: a za Jezusem, gdzie prawdziwie wszystkie wieczne pociechy i ochłody najdziesz, wyskakuj. Niechże mi Pa­nie oko twoje pomocne będzie; wejrzyj na mię, proszę, jakoś na tego ucznia swego wejrzał. Niech mię głos twój mocny przerazi, a łaski onej skutecznej doda, abym się tobie prawdziwie odezwał, i czynił nieodwłoczną pokutę: i chodził śladem świętych przykładów twoich. Przez mękę i śmierć twoję. Który z Ojcem i z Duchem świętym Bóg jeden w Trójcy królujesz na wieki wieków. Amen.

(Kazania na niedzielę i święta, 1595 r.)


Ks. Piotr Skarga urodził się w lutym 1536 r. w Grójcu (Mazowsze). Pochodził z rodziny szlacheckiej, używającej pierwotnie nazwiska Powęski. W latach 1552-55 studiował w Akademii Krakowskiej zyskując stopień bakałarza na wydziale filozo­ficznym. W latach 1560-62 przebywał w Wiedniu jako wychowawca Jana Tęczyń­skiego. Przypuszczalnie w 1564 r. przyjął we Lwowie święcenia kapłańskie. W styczniu 1569 r. wstąpił do nowicjatu jezuitów w Rzymie. Po powrocie do kraju w 1571 r. objął stanowisko wykładowcy i kaznodziei w kolegium jezuickim w Pułtusku, a następnie w Wilnie. W 1579 r. został pierwszym rektorem nowo powołanej tu przez króla Stefana Batorego Akademii (początek późniejszego uniwersytetu). W 5 lat później ks. Skarga objął stanowisko przełożonego domu zakonnego św. Barbary w Krakowie, gdzie obok duszpasterskiej rozwijał ożywioną działalność filantropijną. W 1584 r. założył w Krakowie do dziś istniejące Arcybractwo Miłosierdzia, którego głównym zadaniem była pomoc ubogim. Założone z jego inicjatywy bractwo św. Łazarza roztoczyło opiekę i nadzór nad żebrakami. Ks. Skarga piętnował lichwę jako grzech ciężki i rozumiał jej destrukcyjną funkcję. Dla przeciwdziałania lichwie Skarga założył w 1588 r. w Krakowie na wzór włoskich Montium Pietatis (dosłownie: gór pobożności), tzw. Komorę Potrzebnych (czyli potrzebujących).

Był to rodzaj banku i jednocześnie lombardu, gdyż udzielano tu bezprocento­wych (bez lichwy) pożyczek pod zastaw. Podobne instytucje pożyczkowe powstały za przykładem Krakowa w innych miastach Polski.

W styczniu 1588 r. Skarga został nadwornym ka­znodzieją młodego króla Zygmunta III Wazy. W tym też charakterze miewał kazania w trakcie sejmów. Wystę­pował w nich zdecydowanie w obronie wiary katolickiej, Kościoła i modelu państwa katolickiego. Przez cale swoje życie zwalczał protestantyzm (reformację) wielo­krotnie powtarzając, że dla Rzeczypospolitej nie ma in­nego rozwiązania: albo będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale. Kochał Polskę, a wielki patriotyzm łączył z miłością do Ojczyzny Niebieskiej i Kościoła Świętego.

Na krótko przed śmiercią opuścił dwór królewski i przeniósł się do Krakowa, gdzie zmarł 27 września 1612 r. Został pochowany w krypcie kościoła św. Piotra i Pawła w Krakowie, ufundowanego dla zakonu Jezuitów przez króla Zygmunta III Wazę. W tym roku przypada 390 rocznica śmierci wielkiego kapłana.

Walory artystyczne dzieł Skargi stawiają go w rzę­dzie najwybitniejszych prozaików polskiego renesansu. Najpopularniejszą i do dziś często wznawianą pozycją z dorobku Skargi okazały się "Żywoty Świętych" (I wyd. 1579 r., Wilno). W roku 1595 ukazały się wielokrotnie potem wznawiane "Kazania na niedziele i święta", z któ­rych zaczerpnęliśmy tekst "Kazania na dzień św. Mate­usza". Wybitnym dziełem pisarskim i zarazem traktatem politycznym ks. Skargi stały się słynne "Kazania sej­mowe" z roku 1597. Przedstawił w nich choroby nęka­jące Rzeczpospolitą: brak miłości ojczyzny, niezgodę wewnętrzną, różnowierstwo, osłabienie władzy królew­skiej, złe prawa i brak praworządności oraz upadek oby­czajów moralnych. Skarga groził zagładą ojczyzny, co uznano później za przeczucie rozbiorów, a samego au­tora za natchnionego proroka i ideał kapłana-patrioty, czerpiącego siły z miłości ojczyzny i bliźniego.