Lekcja 5. Chroniczny brak siły nabywczej • Dywidenda dla każdego

Wszyscy stali Czytelnicy MICHAELA wiedzą, że w każdym numerze naszego pisma publikujemy artykuły na temat propozycji finansowych Kredytu Społecznego, które są bardziej aktualne, niż kiedy­kolwiek dla rozwiązania dzisiejszych problemów ekonomicznych. Idea Kredytu Społecznego może wywołać wiele pytań wśród naszych nowych Czy­telników i jeden artykuł z pewnością nie wystarczy, żeby na nie wszystkie odpowiedzieć, czy też przedstawić zrozumiałe wyjaśnienie całej koncepcji Kredytu Społecznego. Poza tym, wiele osób nie ma po prostu czasu na czytanie długich książek na ten temat.

W związku z tym przedstawiamy rozwiązanie: propozycje Kredytu Społecznego wyjaśnione w 10 lekcjach, z których każda następna stanowi lo­giczną kontynuację poprzedniej. W czterech ostat­nich numerach MICHAELA opublikowaliśmy cztery pierwsze lekcje:

  1. Cel ekonomii, którym jest połączenie dóbr z tymi, którzy ich potrzebują,
  2. Paradoks biedy pośród obfitości oraz na­rodziny i śmierć pieniędzy,
  3. Banki tworzą pieniądze jako dług,
  4. Rozwiązanie: pieniądze wolne od długu, tworzone przez społeczeństwo.

W tym numerze publikujemy lekcję piątą. Kolejne będziemy zamieszczali w następnych nu­merach.


Nie wystarczy produkcji sfinansować, ale trzeba ją jeszcze upłynnić: produkty muszą dotrzeć do tych, którzy ich potrzebują. Celem bowiem pro­dukcji jest zaspokajanie potrzeb.

Produkcja musi być dostarczona. W jaki spo­sób rozdziela się produkty dzisiaj, a w jaki sposób to by się odbywało w systemie Kredytu Społecz­nego?

Produkty są oferowane dzisiaj po pewnej ce­nie. Klienci, którzy mają pieniądze, kupują te pro­dukty, płacąc za nie odpowiednią sumę przy kasie. Ta metoda pozwala ludziom posiadającym pienią­dze, zakupić produkty, których chcą i potrzebują.

Kredyt Społeczny nie zmieniłby niczego w obecnej metodzie rozdziału produktów, która jest elastyczna i dobra, oczywiście, jeżeli ludzie, którzy mają potrzeby, dysponują też odpowiednią siłą nabywczą, żeby wybrać i zakupić produkty, które zaspokoją te potrzeby.

Siła nabywcza w rękach tych, którzy mają potrzeby: to tu dokładnie obecny system finan­sowy wykazuje braki, które by usunął Kredyt Społeczny.

Pieniądz rozprowadzany w formie płac, zysków i dywidend przemysłowych, stanowi siłę nabywczą tych, którzy te pieniądze otrzymują. Ale jest kilka wad obecnego systemu:

  1. Przemysł nigdy nie rozdziela siły nabyw­czej z tą samą szybkością, z jaką ustala ceny.
  2. System produkcyjny nie rozprowadza siły nabywczej do każdego. Przydziela on ją tylko tym, którzy są zatrudnieni w produkcji.

Nawet gdyby banki nie pobierały odsetek, w danym momencie, ilość dostępnych dla społeczeń­stwa pieniędzy jako siła na­bywcza nigdy nie jest wystarczająca do wykupienia całkowitej produkcji prze­mysłowej.

Ekonomiści utrzymują, że produkcja automa­tycznie finansuje konsumpcję, to znaczy, że pen­sje i płace rozdzielane wśród konsumentów wystar­cza­ją na zakup wszystkich dostępnych dóbr i usług. Fakty jednak dowodzą czegoś wręcz prze­ciw­nego. Szkocki inżynier Clifford Hugh Douglas był pierwszym, który zademonstrował ten chro­niczny brak siły nabywczej. Wyjaśnił to w nastę­pujący sposób:

A nie może kupić A + B

Producent musi włączyć w cenę produktu wszystkie koszta. Zarobki rozdzielone wśród pra­cowników, (które dla wygody określimy jako wy­płata „A") są tylko jedną częścią ceny produktu. Produ­cent ponosi także inne koszta oprócz wyna­grodzeń za pracę (nazwijmy je płatnościami „B"), które nie są rozdzielane w formie pensji i zarob­ków. Są to opłaty za su­rowce, podatki, opłaty ban­kowe, koszty zużycia (np. wymiana maszyn) itd.

Cena detaliczna produktu składa się ze wszyst­kich tych kosztów: zarobków („A") i innych płat­ności („B"), czyli cena detaliczna produktów musi być przynajmniej sumą „A"+„B". Jest oczywi­ste, że same pensje („A") nie mogą kupić całej sumy kosztów („A"+„B"). Dlatego w obecnym sys­temie mamy chroniczny niedobór siły nabywczej.

Jest więcej powodów dla istnienia luki między cenami a siłą nabywczą. Kiedy skończony towar znajdzie się na rynku, wchodzi on tam z dołączoną do niego ceną. Ale część pieniędzy włączona w tę cenę była rozprowadzona być może sześć mie­sięcy albo rok temu, albo nawet wcześniej. Inna część zostanie rozprowadzona wtedy, kiedy dobra zostaną sprzedane i kupiec odciągnie swój zysk. Jeszcze inna część będzie prawdopodobnie roz­prowadzona za dziesięć lat, kiedy zużyte maszyny – których zużycie włączone jest jako wydatek w cenę – zostaną wymienione na nowe itd.

Potem mamy tych, którzy otrzymują pieniądze, ale ich nie wydają. Te pieniądze są włączone w ceny, ale to nie jest siła nabywcza tych, którzy potrzebują dóbr.

Spłata krótkoterminowych pożyczek banko­wych i obecny system fiskalny zwiększają dalej lukę między cenami a siłą nabywczą. Stąd aku­mulacja towarów, bezrobocie i wszystko, co z tego wynika.

Niektórzy mogą powiedzieć, że przedsiębior­stwa, które otrzymują płatności „B" (przedsiębior­stwa dostarczające surowce, maszyny itd.), wypła­cają potem pensje swoim pracownikom i dlatego część płatności „B" staje się płatnościami „A". Nie zmienia to niczego w stosunku do tego, o czym mówiliśmy powyżej: są to tylko zarobki rozprowa­dzane na innym etapie produkcji i te zarobki „A" nie mogą być rozprowadzane bez włączenia ich w cenę, która nie może być mniejsza od A + B. Luka pozostaje w dalszym ciągu.

Jeśli ktoś próbuje zwiększyć pensje i wy­nagro­dzenia, powiększenie to automatycznie będzie włączone w ceny i to nie rozwiąże ni­czego. (Jak osioł na rysunku, goniący za rzepą.) Żeby można było kupić całą produkcję, potrzebny jest dodat­kowy dochód, pochodzący ze źródła innego niż wynagrodzenia i pensje, dochód co najmniej równy B. To jest to, co uczyniłaby dywidenda Kredytu Społecznego, przekazywana każdego miesiąca każdemu obywatelowi kraju. (Ta dywidenda byłaby fi­nansowana przy pomocy nowych pieniędzy, two­rzonych przez naród, a nie przez pieniądze podat­ników.)

Co utrzymywało system przy życiu

Bez tego innego źródła dochodu (dywidendy) będziemy mieli, teoretycznie, wzrastającą górę niesprzedanych dóbr. Ale, jeśli dobra są mimo wszystko sprzedawane, to dlatego, że mamy w zamian rosnącą górę długu! Ponieważ ludzie nie mają wystarczającej ilości pieniędzy, kupcy deta­liczni muszą zachęcać do kredytu konsumpcyj­nego, żeby sprzedać swoje towary: kup teraz, płać później (albo powinniśmy powiedzieć bardziej pre­cyzyjnie: płać wiecznie…). Ale to nie wystarcza, żeby zapełnić lukę w sile nabywczej.

Istnieje więc także wzrastający nacisk na ko­nieczność tworzenia miejsc pracy, które rozprowa­dzą pensje bez wzrostu ilości dóbr konsumpcyj­nych na sprzedaż, takich jak prace publiczne (bu­dowa mostów i dróg), przemysł zbrojeniowy (bu­dowa łodzi podwodnych, samolotów itd.). Ale to także nie jest wystarczające.

Zatem każdy kraj będzie usiłował osiągnąć „ko­rzystną równowagę handlową", to znaczy ekspor­tować, sprzedawać do innych krajów więcej dóbr, niż otrzymuje, w celu uzyskania od tych zagranicz­nych krajów pieniędzy, których brakuje ludziom w kraju na zakup swoich własnych produktów. Jed­nakże niemożliwe jest, żeby wszystkie narody po­siadały „korzystną równowagę handlową". Jeśli jakieś kraje eksportują więcej dóbr, niż importują, muszą też być, oczywiście, kraje, które otrzymują więcej dóbr, niż eksportują. Ale żaden kraj nie chce się znajdować w takiej pozycji, więc powoduje to konflikty handlowe między narodami, które mogą zamienić się w konflikty zbrojne.

Następnie, jako ostatnie źródło, ekonomiści odkryli nowy rynek eksportu, miejsce, gdzie mo­żemy wysyłać nasze dobra bez możliwości przy­syłania stamtąd czegokolwiek z powrotem, miej­sce, gdzie nie mieszkają żadni ludzie: księżyc, przestrzeń kosmiczną. Niektóre kraje wydają mi­liardy dolarów na budowę rakiet lecących na księ­życ czy inne planety. Całe to wielkie trwonienie zasobów naturalnych tylko po to, żeby wytwarzać zarobki, które będą używane na zakup produkcji pozostawionej w naszych krajach. Nasi ekonomiści naprawdę pozostają w chmurach!

Postęp usuwa potrzebę ludzkiej pracy

Drugą wadą obecnego systemu jest to, że pro­dukcja przydziela siłę nabywczą tylko tym, którzy w niej uczestniczą. Im więcej produkcji wykonują maszyny, tym mniej potrzeba ludzkiej pracy. Dzięki maszynom produkcja wzrasta nawet wtedy, gdy zmniejsza się niezbędne zatrudnienie. Zatem po­stęp, który eliminuje potrzebę pracy ludzkiej, jest w konflikcie z systemem, który przydziela siłę nabyw­czą tylko ludziom pracującym.

Natomiast wszyscy mają prawo do życia, a więc do zaspokojenia podstawowych potrzeb ży­ciowych. Dobra ziemskie zostały stworzone przez Boga dla wszystkich, a nie tylko dla ludzi, którzy są zatrudnieni lub zdolni do pracy.

Kredyt Społeczny zmieniłby obecną niespra­wiedliwą sytuację. Nie likwidując wynagrodzenia za pracę, przydzieliłby wszystkim okresowy dochód pod nazwą „dywidendy narodowej". Byłby to do­chód związany z osobą, a nie z zatrudnieniem.

Dobra ziemskie stworzone dla wszystkich

Jest to najprostszy i najbardziej konkretny śro­dek zagwarantowania każdej osobie ludzkiej ko­rzystania z jej fundamentalnego prawa do udziału w dobrach ziemskich. Każda osoba posiada to prawo, nie jako zatrudniona w produkcji, ale po prostu jako człowiek.

Papież Pius XII powiedział w swoim przemó­wieniu radiowym na Zielone Świątki 1 czerwca 1941 r.:

„10. Dobra materialne zostały stworzone przez Boga dla wszystkich ludzi i muszą do­stawać się wszystkim, według zasad sprawie­dliwości i miłości.

Każdy człowiek, jako istota żyjąca i obda­rzona rozumem, ma rzeczywiście z natury za­sadnicze prawo korzystania z materialnych dóbr ziemi, chociaż ustalanie szczegółowych wskazań dla realizacji tego prawa w praktyce pozostawiono woli ludzkiej i prawnym formom poszczególnych narodów. To osobiste prawo do dóbr materialnych w żaden sposób nie może być zniesione, nawet przez inne prawa pewne i powszechnie uznawane.

12. Bogactwo gospodarcze jakiegoś narodu nie polega właściwie na obfitości dóbr, mierzo­nej prostym, czysto materialnym rachunkiem ich wartości, lecz na tym, aby owa obfitość przedstawiała i dawała rzeczywiście i skutecz­nie podstawę materialną, wystarczającą do należytego rozwoju osobistego jego członków.

Gdyby tego rodzaju słuszny podział dóbr nie został urzeczywistniony albo gdyby wpro­wadzono go w życie w sposób niedoskonały, wówczas nie zostałby osiągnięty prawdziwy cel ekonomii państwowej. Nawet gdyby była do dyspozycji, szczęśliwym zbiegiem okoliczno­ści, wielka obfitość dóbr, to naród nie dopusz­czony do uczestniczenia w nich, nie byłby bo­gaty, lecz biedny.

Sprawcie natomiast, aby tego rodzaju słuszny podział został dokonany rzeczywiście i w sposób trwały, a zobaczycie, iż naród, mając do dyspozycji nawet mniejsze dobra, stanie się i pozostanie ekonomicznie zdrowy."

Papież powiedział, że wybór metod pozwalają­cych każdemu człowiekowi na korzystanie ze swojego prawa do udziału w dobrach ziemskich zależy od samych ludzi, poprzez ich prawa i regu­lacje. Dywidenda Kredytu Społecznego dla wszystkich doprowadziłaby do tego. Żaden propo­nowany system nie był, jak dotąd, tak skuteczny, nawet nasze obecne prawa ubezpieczenia spo­łecznego.

Dlaczego dywidenda dla każdego

Dywidenda społeczna dla wszystkich? Ależ dywi­denda zakłada ist­nienie kapitału produkcyjno-inwestycyjnego!

Słusznie! Ponieważ wszyscy członkowie społe­czeństwa są współka­pitalistami kapitału realnego i niezmiernie produktywnego.

Powiedzieliśmy powyżej, i nigdy nie będzie tego powtarzania do­syć, że kredyt finansowy jest od po­czątku własnością całego społeczeń­stwa. Jest nią, ponieważ opiera się na kredycie realnym, na zdol­ności produkcyjnej kraju. Ta zdolność pro­dukcyjna jest z pewnością w części wynikiem pracy i kompe­tencji tych, którzy uczestniczą w produkcji, ale w coraz większym stopniu jest wyni­kiem innych czynników, które na­leżą do wszyst­kich.

Przede wszystkim są to bogactwa naturalne, które nie stanowią pro­dukcji żadnego człowieka: są one darem Bożym, darowizną, która musi służyć wszystkim. Ponadto są to wszelkiego rodzaju wy­nalazki doko­nane przez pokolenia, rozwijane przez nie i przekazywane z jednego na drugie. Stanowią one dzisiaj najważniejszy czynnik produkcji. Żaden człowiek nie może rościć pretensji, żeby być jedy­nym właścicielem tego postępu, który jest owocem wielu pokoleń.

Niewątpliwie do wyzyskania tego postępu po­trzeba współ­czesnych ludzi – i mają oni prawo do wynagrodzenia, które otrzymują w postaci zapłaty: pensji, poborów itd. Jednak kapitalista nie uczest­niczący osobi­ście w przemyśle, w którym ulokował kapitał, ma prawo, zupełnie takie samo, do części wyników ze względu na swój kapitał.

Zatem największym kapitałem realnym nowo­czes­nej produkcji jest całkowita suma odkryć i wynalazków, które przyczyniają się do postępu i dają nam dzisiaj więcej produktów przy mniejszym nakładzie pracy. A ponieważ wszyscy żyjący są, z tytułu równości, współdziedzicami tego ogromnego kapitału, który stale wzrasta, wszyscy mają prawo do udziału w owocach produkcji.

Zatrudniony ma prawo do dywidendy i do swojej pensji. Niezatrud­niony nie ma pensji, ale ma prawo do dy­widendy, którą nazywamy spo­łeczną, gdyż jest docho­dem z kapitału społecznego.

Pokazaliśmy właśnie, że dywidenda Kredytu Społecznego opiera się na dwóch elementach: dziedzictwie zasobów naturalnych i wynalazkach poprzednich pokoleń. To właśnie napisał papież Jan Paweł II w 1981 r. w encyklice Laborem exer­cens o pracy ludzkiej (13): „„Człowiek,... łatwo może zdać sobie sprawę z tego, że pracą swoją wchodzi w podwójne dziedzictwo – mianowicie w dziedzictwo tego, co jest dane wszystkim ludziom w zasobach natury, oraz tego, co inni przed nim już wypracowali na gruncie tych za­sobów, przede wszystkim rozwijając technikę, czyli kształtując zespół coraz doskonalszych narzędzi pracy; człowiek pracując, wchodzi zarazem w ich pracę."

Fałszywy bożek pełnego zatrudnienia

Mówienie o pełnym, powszechnym zatrud­nieniu jest sprzeczne z postępem w technikach i procesach produkcyjnych. Nowe i coraz lep­sze maszyny nie są wprowadzone po to, żeby związać człowieka z produkcją, ani nie są po to wprowadzone nowe źródła energii, służące celom produkcyjnym, ale są one wprowadzone do produkcji po to, żeby odciążyć człowieka w pracy.

Ale niestety, wydaje się, że straciliśmy cele z oczu. Mieszamy cele ze środkami. Mylimy po­przednie z późniejszym. Jest to wypaczenie, które zatruwa całe nasze życie ekonomiczne i uniemoż­liwia ludziom pełną radość z owoców postępu.

Przemysł nie istnieje po to, żeby zapewniać zatrudnienie, ale po to, żeby produkować to­wary. Jeżeli odnosi sukces w produkcji dóbr, to osiąga swój cel. I im kompletniej osiąga ten cel przy minimum czasu i minimum zatrudnienia rąk ludzkich, tym jest lepszy.

Na przykład Pan Jones kupuje swojej żonie pralkę. Teraz pranie rzeczy z tygodnia będzie trwało ćwierć, zamiast całego dnia. Kiedy pani Jones wkłada pranie do pralki i wsypuje proszek, i kiedy odkręci krany z ciepłą i zimną wodą, nie ma już nic więcej do zrobienia, z wyjątkiem włączenia pralki. Pralka pierze rzeczy, płucze je i wyłącza się automatycznie, gdy są one gotowe do wyjęcia.

Czy pani Jones ma zamiar narzekać na to, że teraz ma więcej czasu na robienie czegoś, co lubi? Czy może pan Jones będzie chciał szukać innego rodzaju pracy, żeby zastąpić pracę, od której jego żona została uwolniona? Oczywiście nie. Nikt nie jest taki głupi.

Ale znajdujemy taką głupotę, grasującą w na­szym życiu ekonomicznym i społecznym, ponieważ obecny system karze jednostkę za postęp, zamiast jej ulżyć, uparcie łącząc siłę nabywczą i dystrybu­cję pieniądza wyłącznie z zatrudnieniem – zatrud­nieniem w produkcji. Pieniądze pojawiają się wy­łącznie jako rekom­pensata za trud i pracę w pro­dukcji.

To prawda, że produkcja dostarcza pienię­dzy dla tych, którzy są zatrudnieni w procesie produk­cji. Ale to jest środek, a nie cel. Celem produkcji nie jest dostarczanie pieniędzy, lecz zaopatrywanie w usługi i towary. I jeżeli w produkcji można zastąpić dwudziestu pracow­ników jedną maszyną, to w żaden sposób nie zmienia to faktycznego celu produkcji. Jeśli może ona dostarczyć całej produk­cji potrzeb­nej ludziom i nie dostarczyć nawet jed­nego centa, dalej służy celowi dla którego istnieje: zaopatrywaniu w towary i usługi.

Kiedy znika siła nabywcza

Przemysłowi należy się z pewnością taka sama wdzięczność za uwolnienie ludzi od pracy najemnej, jaką okazała panu Jonesowi jego żona, kiedy uwolnił ją on od wielu godzin pracy, kupując jej pralkę automatyczną.

Ale jak człowiek może powiedzieć „dziękuję", będąc uwolnionym od pracy przez maszynę, kiedy z konsternacją spostrzega, że nie ma pieniędzy? (Zobacz rysunek na poprzedniej stronie, gdzie robotnicy zostają zwolnieni z pracy i zastąpieni przez robota). I w tym właśnie dokładnie miejscu nasz system ekonomiczny stał się wadliwy, ponie­waż nie dostosował swojego mechanizmu finan­sowego do mechanizmu produkcyjnego.

W stopniu, w jakim przemysł czy produkcja wychodzi z rąk ludzkich, także i siła nabywcza, w formie pieniędzy, powinna być przekazywana konsumentom za pomocą jakichś innych sposo­bów, niż tylko jako rekompensata za pracę. Innymi słowy, system finansowy powinien być zharmoni­zowany z produkcją, nie tylko co do ilości, ale także co do sposobów rozprowadzania. Gdy pro­dukcja jest obfita, pieniądze powinny być obfite. Jeżeli produkcja jest uwolniona od ludzkiej pracy, to pieniądze powinny być uwolnione i odłączone od zatrudnienia.

Pieniądze są integralną częścią systemu finan­sowego, a nie częścią systemu produkcyjnego, mówiąc precyzyjniej. Kiedy produkcja osiąga ostatecznie poziom, kiedy może dostarczać dobra, bez pomocy ludzi pobierających pensje, tak samo system finansowy powinien osiągnąć poziom, w którym siła nabywcza może być dostarczona w inny sposób, niż w postaci pensji.

Jeżeli tak się nie dzieje, to dlatego że, w od­różnieniu od produkcji, system finansowy nie do­pasował się do postępu. I to jest właśnie ta róż­nica, która jest źródłem poważnych problemów, kiedy w rzeczywistości postęp powinien zlikwido­wać wszystkie problemy tego rodzaju.

Zastąpienie ludzi przez maszyny w produkcji powinno prowadzić do ich wzbogacenia, do uwol­nienia ich od trosk wyłącznie materialnych, po­zwalając im na oddanie się innym zajęciom, niż tylko tym związanym z funkcją ekonomiczną. Je­żeli, przeciwnie, taka zamiana prowadzi do niedo­statku, to dlatego że odmawia się dostosowania systemu finansowego do postępu.

Technologia powinna służyć każdemu człowiekowi

Czy technologia jest złem? Czy powinniśmy powstać i zniszczyć maszyny, ponieważ odbierają nam pracę? Ależ nie, jeśli praca może być wyko­nana przez maszynę, to wspaniale; ludzie będą mogli wtedy przeznaczyć wolny czas na inną działalność, na zajęcia wybrane przez nich sa­mych. To wszystko będzie możliwe pod warun­kiem, że ludzie otrzymają dochody, które zastąpią pensje utracone wraz z zainstalowaniem maszyn i robotów. Inaczej bowiem maszyna, która powinna stać się sprzymierzeńcem człowieka stanie się jego wrogiem, ponieważ pozbawi go ona dochodu i uniemożliwi mu życie.

„Technika w wielkim stopniu przyczyniła się do dobra ludzkości; uczyniła tak wiele dla poprawy warunków życia człowieka, w jego służbie i w ułatwieniu oraz doskonaleniu jego pracy. Jednakże w pewnych momentach tech­nika już nie wie, gdzie jest jej miejsce: czy ma być za ludzkością, czy przeciw niej... Dlatego kieruję swój apel do wszystkich zainteresowa­nych... do każdego, kto może przyczynić się do zapewnienia tego, by technika służyła rzeczy­wiście każdemu mężczyźnie, każdej kobiecie i każdemu dziecku na tej ziemi i na całym świe­cie." (Jan Paweł II, homilia w Toronto, Kanada, 15 września 1984 r.)

Zaledwie w 1850 r. rozpoczął się okres pro­dukcji, jaką znamy dzisiaj, z ludźmi, wykonującymi wtedy 20% pracy, zwierzętami, których udział w pracy wynosił 50% i maszynami z udziałem tylko 30%. W roku 1900 ludzie wykonywali jedynie 15% pracy, zwierzęta 30%, a maszyny 55%. W 1950 r. ludzie wykonywali już tylko 6% pracy, a maszyny resztę – 94%. (Zwierzęta zostały uwolnione!).

A przecież niczego jeszcze nie zobaczyliśmy, ponieważ wchodzimy dopiero w erę komputerową, która stworzyła miejsca takie, jak fabryka Nissan Zama w Japonii, produkująca 1300 samochodów dziennie przy pomocy tylko 67 osób. Jest to więcej niż 19 samochodów dziennie na osobę. Istnieją nawet fabryki, które są w całości zautomatyzo­wane, nie zatrudniające żadnego człowieka, takie jak fabryka silników Fiata, znajdująca się pod kon­trolą około dwudziestu robotów, które wykonują całą pracę.

W roku 1964 przedstawiono prezydentowi Sta­nów Zjednoczonych raport pt. „Chaos spo­łeczny w automatyzacji", podpisany przez 32 osoby, wśród których znaleźli się: Gunnar Myrdal, ekonomista pochodzący ze Szwecji i dr Linus Pau­ling, laureat Nagrody Nobla. Raport ten stwierdzał w skrócie, że „USA, a w końcu reszta świata, zo­staną wkrótce wciągnięte w'rewolucję', która za­pewni nieograni­czoną produkcję… przez systemy maszyn, które będą wymagały niewielkiej współ­pracy ludzi. Wskutek tego należy podjąć działania, zapewnia­jące dochód wszystkim ludziom, nieza­leżnie od tego, czy będą zajmowali się oni czymś, co jest powszechnie uważane za pracę".

W swojej książce Koniec pracy amerykański autor Jeremy Rifkin cytuje ostatnie badania szwaj­carskie, które mówią, że „za trzydzieści lat mniej niż 2% obecnej siły roboczej wystarczy do wypro­dukowania wszystkich dóbr, których potrzebują ludzie". Trzech spośród czterech pracowników – od ekspedientów sklepowych do chirurgów – zo­stanie ostatecznie zastąpionych przez kompute­rowo sterowane maszyny.

Jeśli zasada, ograniczająca dystrybucję do­chodu do tych, którzy są zatrudnieni, nie zostanie zmieniona, społeczeństwo czeka chaos. Byłoby czymś absurdalnym opodatkowanie 2% pracowni­ków, żeby utrzymać 98% ludzi niezatrudnionych. Zdecydowanie potrzebujemy źródła dochodu, które nie jest związane z zatrudnieniem. Problem ten jasno sprzyja dywidendzie Kredytu Społecznego.

Pełne zatrudnienie jest materializmem

Jeśli chce się wytrwać przy zatrudnieniu wszystkich, zarówno mężczyzn jak i kobiet, w pro­dukcji, mimo tego że produkcja dla zaspokojenia podstawowych potrzeb jest wykony­wana z coraz to mniejszym udziałem ludzkiej pracy, muszą być tworzone nowe prace, które są kompletnie bezu­żyteczne. I żeby usprawiedliwić te bezużyteczne prace, muszą być stworzone nowe, sztuczne po­trzeby przez lawinę reklam tak, by ludzie kupowali produkty, których naprawdę nie potrzebują. To właśnie jest określane mianem „konsumeryzmu".

Podobnie produkty będą wytwarzane w naj­krótszym możliwym czasie, a celem będzie coraz większa ich sprzedaż i coraz większy zysk. Wszystko to powoduje niepotrzebną stratę zaso­bów naturalnych i zniszczenie środowiska. Można również upierać się przy utrzymaniu prac, które w ogóle nie wymagają twórczego wysiłku, prac wy­magających wysiłku tylko mechanicznego, które mogłyby być wykonane przez maszyny, prac, w których zatrudniony nie ma szans na rozwój swojej osobowości. Lecz jakkolwiek ogłupiająca jest taka praca, jest ona warunkiem otrzymania przez pra­cownika pieniędzy – licencji na życie.

Tak więc dla wielu pracowników najemnych sens ich pracy sprowadza się do tego: chodzą do pracy, żeby zarobić gotówkę, żeby kupić jedzenie, żeby mieć siłę, żeby pójść do pracy, żeby zarobić gotówkę, żeby kupić jedzenie, żeby mieć siłę do chodzenia do pracy... i tak dalej, aż do emerytury, jeśli nie umrą wcześniej. Oto życie pozbawione znaczenia, gdzie nic nie odróżnia człowieka od zwierzęcia.

Praca swobodna

To, co odróżnia człowieka od zwierzęcia to to, że ma on nie tylko potrzeby materialne, lecz rów­nież potrzeby duchowe i kulturalne. Jezus mówił w Ewangelii: „Nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co po­chodzi z ust Pana" (Księga Powtórzonego Prawa 8, 3). Zatem zmuszanie człowieka do spędzania całego jego czasu na zabezpieczaniu potrzeb materialnych oznacza narzucenie filozofii materia­lizmu, ponie­waż zaprzecza ona temu, iż człowiek ma także wymiar duchowy i duchowe potrzeby.

Lecz gdy człowiek nie jest zatrudniony w pracy płatnej, co będzie robił ze swoim wolnym czasem? Spędzi go na zajęciach swobodnych, zajęciach, które sam wybierze. To właśnie w czasie wolnym człowiek może rzeczywiście rozwijać swoją oso­bowość, rozwinąć talenty, które otrzymał od Boga i używać ich mądrze.

Ponadto, to w czasie wolnym rodzice mogą zadbać o swoje religijne, społeczne i rodzinne obowiązki: wychowanie dzieci, praktykowanie wiary (znać, kochać i służyć Bogu) i pomoc swoim bliźnim. Wychowanie dzieci jest najważ­niejszą pracą na świecie. Jednak, ponieważ matka, która pozostaje w domu, żeby zająć się wychowaniem dzieci, nie otrzymuje wypłaty, wielu ludzi mówi, że ona nic nie robi, że ona nie pracuje! (Zapytajcie jakąkolwiek matkę, pozo­stającą w domu, czy ona nie pracuje?!).

Być uwolnionym od konieczności pracy wyko­nywanej dla zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych nie oznacza, że ktoś staje się próżnia­kiem. Znaczy to po prostu, że człowiek zostałby umieszczony w pozycji, w której mógłby uczestni­czyć w rodzaju aktywności, która mu odpowiada. System Kredytu Społecznego spowoduje rozkwit twórczej aktywności. Na przykład największe wy­nalazki, najlepsze dzieła sztuki były stworzone w czasie wolnym. Jak powiedział Douglas:

„Większość ludzi woli być zatrudnionych, ale przy rzeczach, które raczej lubią, niż przy zajęciach, których nie lubią wykonywać. Pro­pozycje Kredytu Społecznego w żadnej mierze nie są pomyślane, by tworzyć naród próżnia­ków... Kredyt Społeczny pozwoli ludziom zna­leźć się w takich miejscach pracy, w których będą oni zadowoleni. Praca, którą wykonujesz dobrze jest pracą, którą lubisz, a praca, którą lubisz jest pracą, którą wykonujesz dobrze."

Pełne zatrudnienie jest przestarzałe

Właśnie to powiedział papież Jan Paweł II 18 listopada 1983 r. podczas audiencji dla uczestni­ków krajowej konferencji sponsorowanej przez Komisję Problemów Społecznych i Pracy Konfe­rencji Episkopatu Włoch. Oto wyjątki z przemówie­nia Papieża:

„Zasadniczym fundamentem pracy jest fak­tycznie sam człowiek… Praca jest dla czło­wieka, a nie człowiek dla pracy… Co więcej, nie możemy nie martwić się opiniami tych, którzy utrzymują dziś, że dyskusja na temat mocniej­szego uczestnictwa jest teraz przestarzała i bezużyteczna i żądają, by ludzka subiektyw­ność była realizowana w tak zwanym wolnym czasie. Nie wydaje się słuszne, w rzeczywisto­ści, przeciwstawianie czasu poświęconego pracy, czasowi wolnemu od pracy, o tyle że cały czas ludzki trzeba widzieć, jako cudowny dar Boży dla całkowitego i absolutnego uczło­wieczenia. Niemniej, jestem przekonany, że czas wolny zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ jest to czas, w którym ludzie mogą i muszą wypełniać swoje rodzinne, religijne i społeczne obowiązki. Czas ten, żeby dawał poczucie swobody i był społecznie uży­teczny, powinien być raczej spędzany z dojrzałą świadomo­ścią etyczną w perspektywie solidar­ności, co wyraża się także w formie wspania­łomyślnych usług i prac społecznych".

(L'Osservatore Ro­mano, wydanie tygodniowe w jęz. angielskim, 9 stycznia 1984 r., str. 18)

(Lekcja 6. w następnym numerze)


Podpisy pod zdjęciami i rysunkami wg wydania angielskiego January-March 2007

Rysunek na str. 6 z bankierem – już go publikowaliśmy w numerze 18 (sierpień-wrzesień 2002), ale tu się zmieniły niektóre napisy i je podaję

SYSTEM BANKOWY

MOCE PRODUKCYJNE (na dużym kole)

PODATKI (Taxes)

DYKTATURA ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH (Union Dictatorship)

DŁUG NARODOWY  (National Debt)

ODSETKI (Interest)

INFLACJA (Inflation)

PODATEK DOCHODOWY (Income tax)

SIŁA NABYWCZA (na małym kole)

SPOŁECZEŃSTWO (People)

SIŁA NABYWCZA – KREDYT SPOŁECZNY (na kole – słoneczku)

Rysunek z osłem, str. 6 English

Biedny osioł! Dłuższa tyczka nie przybliży rzepy!

ZAROBKI (Salaries)

CENY (na rzepie)

ZWIĄZKI ZAWODOWE (Unions – na ośle)

Dywidenda Kredytu Społecznego zwiększy dochody bez zwiększania cen, zarobków i podatków    (podpis pod całym rysunkiem na dole)

Rysunek z robotem, str. 7

WYJŚCIE (Exit)

Ten facet może was wszystkich zastąpić! Wszyscy jesteście zwolnieni!  (tekst w dymku)

ROBOT (Machine – napis na robocie)

Ramka na stronie 8 (jeżeli w ogóle będzie potrzeba takiego dopełniania tego artykułu)

 Podpis pod zdjęciem Charlie Chaplina, str. 9

 W angielskim wydaniu jest dopełnienie ostatniej (czwartej) strony artykułu ogłoszeniami, ja planowałem w tym miejscu dodanie art. o jednym rządzie światowym Michaela Rivero. Zobaczysz to, jak będziemy mieli cały materiał.