1 listopada 2025 roku, podczas mszy świętej na placu Świętego Piotra w Watykanie z okazji Jubileuszu świata edukacji, papież Leon XIV ogłosił  świętego Johna Henry'ego Newmana (1801–1890) – anglikańskiego kapłana, który nawrócił się na katolicyzm, a później został kardynałem – 38. Doktorem Kościoła, a także współpatronem edukacji katolickiej, obok św. Tomasza z Akwinu. W swojej homilii Leon XIV stwierdził:

„Trwałe dziedzictwo świętego Johna Henry'ego Newmana obejmuje kilka bardzo znaczących wkładów w teorię i praktykę edukacji. Napisał: ‚Bóg stworzył mnie, abym wypełnił Mu określoną służbę; powierzył mi pracę, której nie powierzył nikomu innemu. Mam swoją misję – być może nigdy jej nie poznam w tym życiu, ale zostanie mi ona objawiona w życiu przyszłym'(Rozmyślania i rozważania, III, I, 2). W tych słowach pięknie wyraża się tajemnica godności każdej osoby ludzkiej, a także różnorodność darów rozdawanych przez Boga.

Życie jaśnieje jasno nie dlatego, że jesteśmy bogaci, piękni czy potężni. Jaśnieje natomiast, gdy odkrywamy w sobie prawdę, że jesteśmy powołani przez Boga, mamy powołanie, misję, że nasze życie służy czemuś większemu niż my sami. Każde stworzenie ma do odegrania swoją rolę. Wkład, jaki każda osoba może wnieść, jest wyjątkowo cenny, a zadaniem społeczności edukacyjnych jest wspieranie i docenianie tego wkładu". 

Oto opis życia św. Johna Henry'ego Newmana, opublikowany w listopadzie 2002 roku w duchowym liście opactwa Saint-Joseph de Clairval we Francji (www.clairval.com).

Dom Antoine-Marie, O.S.B.

Amerykański duchowny prezbiteriański, który nawrócił się na katolicyzm w 1990 roku, usłyszał kiedyś, jak ktoś skarżył się: „Zostałeś katolikiem dla pieniędzy". „Nie, nie dla pieniędzy" – odpowiedział – „ale zrobiłem to dla bogactwa!". Inny duchowny, który nawrócił się wkrótce później, sprecyzował tę myśl: „My, konwertyci, staliśmy się tak bogaci. Otrzymaliśmy bogactwo przekraczające nasze najśmielsze marzenia!… Znoszone cierpienie nie jest warte porównania ze zdobytym bogactwem – Eucharystią Świętą, Papieżem, Magisterium, sakramentami, Maryją, świętymi – blaskiem Chrystusa odzwierciedlonym w Jego Kościele. Zaiste, wszystko uznaję za stratę, z powodu najwyższej wartości poznania Chrystusa, Jezusa, mojego Pana (Flp 3,8)". W ciągu dziejów, było wielu, którzy, choć urodzeni poza prawdziwym Kościołem Chrystusowym, z pomocą łaski zdołali znaleźć drogę pełnej prawdy. John Henry Newman zajmuje wśród nich wybitne miejsce. Urodzony 21 lutego 1801 roku, młody John Henry, syn londyńskiego bankiera, otrzymał od matki, która pochodziła z francuskiej rodziny protestanckiej, religijne wykształcenie o wyraźnie kalwińskim nastawieniu. Pełen uprzedzeń do katolicyzmu, głęboko wierzył, że papież jest Antychrystem. Jednak w wieku piętnastu lat, gdy rozpoczynał naukę w liceum w Ealing, niedaleko Londynu, w jego umyśle nastąpiła znacząca zmiana poglądów, dzięki światłu z góry. „Uległem wpływowi określonego Wyznania Wiary, i przyjąłem do swojego umysłu wrażenia dogmatyczne, które, dzięki Bożemu miłosierdziu, nigdy nie zostały zatarte ani przyćmione". Ponadto, ogarnęła go myśl sprzeczna z jego protestantyzmem – czuł się powołany przez Boga do życia w celibacie. Dlatego, odrzucając wszelkie myśli o małżeństwie, postanowił pozostać kawalerem i wstąpić do służby w Kościele anglikańskim.

Pierwszy wikariusz Chrystusa

Były student, został przyjęty na Uniwersytet Oksfordzki w wieku szesnastu lat. Zafascynowany tym, co czytał, ciekawy wszelkich dziedzin wiedzy, lubił studiować historię, wschodnie języki, poezję i matematykę.  Wielki miłośnik muzyki, uwielbiał relaksować się grając na skrzypcach. Był otwarty i poświęcał się wszystkiemu z równą gorliwością. To właśnie w tym czasie zaczął lubić pogrążać się w medytacji nad niewidzialnymi rzeczywistościami i żarliwie pragnął czynić dobro i poznawać prawdę. „Wewnętrzny dramat, który naznaczył długie życie Johna Henry'ego Newmana, koncentrował się wokół kwestii świętości i zjednoczenia z Chrystusem. Jego najgłębszym pragnieniem było poznanie i wypełnienie woli Bożej" (Jan Paweł II, przemówienie z okazji setnej rocznicy śmierci J.H. Newmana, 1990).

To dążenie kształtowało się w ciągu jego życia w wielkiej uległości w podążaniu za głosem sumienia. „Sumienie jest prawem naszego ducha, ale go przewyższa; upomina nas, pozwala poznać odpowiedzialność i obowiązek, obawę i nadzieję... Jest zwiastunem Tego, który tak w świecie natury, jak i łaski, mówi do nas przez zasłonę, poucza nas i nami kieruje. Sumienie jest pierwszym ze wszystkich namiestników Chrystusa" (List cytowany w Katechizmie Kościoła Katolickiego, KKK, 1778).

W istocie, w głębi sumienia człowiek odkrywa obecność prawa, którego sam sobie nie nadał, lecz  któremu jest zobowiązany być posłusznym. Ten głos nakazuje mu kochać, czynić dobro i unikać zła. Jednakże sumienie musi być kształtowane i kształcone przez całe życie w świetle Słowa Bożego, ale także poprzez „staranne [zważanie] na świętą i pewną naukę Kościoła. Kościół bowiem jest z woli Chrystusa nauczycielem prawdy" (Sobór Watykański II, Deklaracja Dignitatis humanae, 14).

W 1820 roku młody student uzyskał licencjat sztuki, a dwa lata później został mianowany członkiem (wyróżnienie nadawane elicie absolwentów każdego kolegium) w Oriel College w Oksfordzie, co automatycznie dało mu wstęp do najbardziej wyrafinowanych kręgów tej czcigodnej instytucji. W 1828 roku otrzymał tam stanowisko „tutora", na którym był odpowiedzialny za nauczanie zarówno literatury, jak i wychowanie moralne studentów. Przebywając w towarzystwie innych kolegów, młody Newman znajdował się pod wpływem idei swoich czasów – nadmiernego zaufania do świata i wolności człowieka, nieokiełznanego i bez względu na prawo. Pisał: „Prawda jest taka, że zaczynałem przedkładać intelektualną doskonałość nad moralność; dryfowałem w kierunku liberalizmu". Pod pozytywnym wpływem przyjaciela, Hurrela Froude'a, Newman uwolnił się od tej zgubnej drogi. Wyświęcony na diakona Kościoła anglikańskiego w 1824 roku, wkrótce został wikariuszem kościoła św. Klemensa w Oksfordzie, oczekując jednocześnie na objęcie urzędu proboszcza w kościele uniwersyteckim Świętej Marii, którym został obarczony w 1828 roku.

 Kościół, do którego należał, znajdował się wówczas w kryzysie. Po około trzech wiekach prześladowań katolicyzmu, oficjalna religia Anglii była niekwestionowana, lecz odtąd była słaba i martwa. Duchowieństwo, kierujące się czysto ludzkimi poglądami, było zajęte gromadzeniem beneficjów kościelnych i nie przejmowało się sprawowaniem kierownictwa duchowego ani działalnością apostolską. Kult nie miał już w sobie ani podziwu, ani godności. Kościół anglikański wydawał się być nie tyle strażnikiem wiary religijnej, która narzucała się rozumowi i oświecała sumienie, ile instytucją ściśle powiązaną z rządem, od którego otrzymywała przywileje polityczne i znaczne bogactwa.

Zamiłowanie do starożytności

Uwalniając się od światowych idei, Newman poczuł, że rozwija się w nim wielki pociąg do Ojców Kościoła, tych kościelnych pisarzy pierwszych wieków, którzy poprzez swoją świętość i ortodoksję doktryny są szczególnymi świadkami Świętej Tradycji. Już w wieku piętnastu lat poznał Ojców Kościoła dzięki dziełu Josepha Milnera, „Historii Kościoła Chrystusowego". Książka ta zafascynowała go chrześcijańską starożytnością. Teraz ziarno zasiane w młodości rozkwitło w jego duszy i postawił sobie za cel czytanie Ojców in extenso (w pełnym zakresie), w oryginale.

W kolejnych latach zgromadził imponującą bibliotekę dzieł patrystycznych. Ale John Henry Newman fascynował się również Pismem Świętym. W istocie, napisał do swojej siostry Harriett: „Jeśli masz wolny  czas w niedzielę, ucz się fragmentów Pisma Świętego na pamięć. Korzyść wydaje mi się nieobliczalna. Przepełnia umysł dobrymi i świętymi myślami. Jest to źródło w samotności, w podróży i w bezsenną noc".

Wytrwała lektura Biblii przygotowywała go do lepszego poznania Kościoła. Rzeczywiście, zgodnie z uwagą św. Augustyna, „Prorocy mówili jaśniej i otwarciej o Kościele niż o Chrystusie, przewidując, że w tej sprawie znacznie więcej ludzi się pomyli i zostanie zwiedzionych niż w sprawie tajemnicy Wcielenia" (Katechizm Soboru Trydenckiego, artykuł IX: „Wierzę w Święty Kościół Powszechny").

W 1830 roku pan Hugh Rose z Cambridge, poszukując współpracowników do Biblioteki Kościelnej, zasugerował Newmanowi napisanie historii pierwszych soborów. Aby wykonać to dzieło, John Henry dokładnie studiował ojców Kościoła Aleksandryjskiego, zwłaszcza świętego Atanazego i Orygenesa. Wyszedł z tych studiów z przekonaniem, że Opatrzność, poprzez interwencję aniołów, kierowała wydarzeniami i narodami, żydowskimi i pogańskimi, ku pełnemu Objawieniu prawdy w Jezusie Chrystusie. Dopiero pod koniec 1833 roku owoc tych studiów został opublikowany pod tytułem Arianie Czwartego Wieku.

Bicie na alarm

W lipcu 1833 roku Newman właśnie wrócił z wakacji w południowej Europie, gdy duchowny John Keble wygłosił przemówienie, które następnie opublikowano pod opisowym tytułem „Narodowa Apostazja". To przemówienie, potępiające krytyczny stan Kościoła anglikańskiego, poruszyło sumienia anglikanów zaniepokojonych prawdziwą chrześcijańską tożsamością ich Kościoła. Pozostało w pamięci Newmana jako początek ruchu religijnego znanego w historii jako „Ruch Oksfordzki".

Od samego początku Newman wyrażał zgodę z przywódcami Ruchu i przyczyniał się do publikacji „Traktatów na Czasy", dokumentów wielostronicowych, niepodpisanych i bez konkretnego celu, innego niż bicie na alarm w sprawie niebezpieczeństwa, przed którym stoi Kościół anglikański. Traktaty szybko zyskały znaczny nakład. Wśród duchowieństwa anglikańskiego, które do tej pory nie było świadome sytuacji, te nowe i nieoczekiwane idee wywołały swego rodzaju szok. Wszyscy byli poruszeni.

Jeśli w oczach Newmana doktrynalna pozycja anglikanizmu wydawała się niepodważalna, to jej moralny upadek wydawał mu się związany z porzuceniem Tradycji patrystycznej. W wyniku kontaktów z Ojcami Kościoła miał nadzieję na odrodzenie swojego Kościoła. Przekonany, że doktryna Kościoła anglikańskiego opierała się zasadniczo na Ojcach, uważał, że powrót do Ojców jest równoznaczny z powrotem do anglikańskich teologów z XVI wieku.

Newman opowiadał się za via media, stanowiskiem pośredniczącym między protestantyzmem a katolicyzmem rzymskim, w którym, wbrew pierwszemu podtrzymywał autorytet Tradycji i pierwszych Ojców, a w drugim odrzucał niektóre doktryny, które wydawały mu się innowacjami, które pojawiły się na przestrzeni wieków. Z drugiej strony, uważał Kościół anglikański za gałąź Kościoła katolickiego, a dwie pozostałe gałęzie to Kościół grecki i Kościół rzymski.

Ale w 1839 roku, studiując historię monofizytów (heretyków z V wieku, którzy twierdzili, że Jezus Chrystus miał tylko jedną naturę), zdał sobie sprawę z niemożności popierania anglikanizmu. Był oszołomiony – było to zupełnie nieoczekiwane. „Trudno było dociec, w jaki sposób eutychianie lub monofizyci byli heretykami, chyba że protestanci i anglikanie również byli heretykami; trudno znaleźć argumenty przeciwko Ojcom Trydenckim, które nie sprzeciwiały się Ojcom Chalcedońskim; trudno potępić papieży XVI wieku, nie potępiając papieży piątego. Dramat religii i walka prawdy z błędem były zawsze jednym i tym samym. Zasady i postępowanie Kościoła obecnie były zasadami i postępowaniem Kościoła wówczas; zasady i postępowanie heretyków wówczas były zasadami i postępowaniem protestantów obecnie. Tak to postrzegałem – niemal z przerażeniem".

Rozbita teoria

Biskup Wiseman, angielski prałat, który został kardynałem i arcybiskupem Westminsteru w 1850 roku, opublikował w tym czasie artykuł o donatystach, grupie afrykańskich chrześcijan, którzy w IV wieku zbuntowali się przeciwko Kościołowi powszechnemu i twierdzili, że tylko oni stali na straży prawdy. W tym artykule biskup Wiseman porównał donatystów do anglikanów. Przyjaciel zwrócił uwagę Newmanowi na frazę św. Augustyna zawartą w artykule – Securus iudicat orbis terrarum, którą można przetłumaczyć jako: „Sąd Kościoła powszechnego jest pewny". „Powtarzał te słowa raz po raz, a kiedy odszedł, wciąż dźwięczały mi w uszach. Securus iudicat orbis terrarum; były to słowa, które wykraczały poza kontekst donatystów; odnosiły się do kontekstu monofizytów. Nadały one słuszności artykułowi, który początkowo mi umknął. Rozstrzygali kwestie kościelne według prostszej reguły niż ta obowiązująca w starożytności… 

Jakież światło rzucono w ten sposób na każdą kontrowersję w Kościele! Nie chodzi o to, że w danym momencie rzesza nie może zachwiać się w swoim osądzie – nie chodzi o to, że w ariańskim huraganie niezliczone biskupstwa nie ugięły się przed jego furią i nie odstąpiły od św. Atanazego – nie chodzi o to, że tłum biskupów wschodnich nie potrzebował podtrzymywania w czasie sporu głosem i okiem św. Leona; ale o to, że rozważny osąd, na którym w końcu spoczywa cały Kościół i zgadza się,  jest nieomylnym przepisem i ostatecznym wyrokiem przeciwko takim jego częściom, jak protest i secesja…

„Samo zdanie, słowa św. Augustyna uderzyły mnie z mocą, jakiej nigdy nie czułem w żadnych innych słowach wcześniej… Tymi wielkimi słowami starożytnego Ojca, teoria via media została całkowicie rozbita w proch". Via media odtąd wydawała mu się heretycką drogą, drogą, którą potępia Ewangelia św. Jana, przez którą złodzieje i rabusie próbują wkroczyć do owczarni Chrystusa, w przeciwieństwie do bramy królewskiej, która pozwala wejść z pełną godnością (J 10,1-2).

Niemniej Newman nie zrezygnował jeszcze z obrony anglikanizmu. Chociaż uznawał, że Kościół anglikański nie posiada ani jedności, ani powszechności Kościoła Chrystusowego, chciał dołożyć wszelkich starań, aby udowodnić, że posiada on przynajmniej inne cechy prawdziwego Kościoła. W związku z tym opracował „Traktat 90", w którym starał się wykazać, że 39 artykułów ogłoszonych przez królową Elżbietę w 1571 roku, stanowiących podstawę wiary anglikańskiej, jest zgodnych z zasadami katolickimi. Dokument ten wywołał jednak kryzys. Przywódcy Uniwersytetu i większość biskupów anglikańskich gwałtownie go potępiło i uznało wszystkich zwolenników Traktatu za podejrzanych. Był to dla Newmana straszliwy cios – uznał to za dowód, że jego Kościół ani nie mógł, ani nie chciał zasymilować elementów katolickich, które on usiłował do niego wprowadzić.

Co zrobiliby Ojcowie?

W 1841 roku jego pozycja w anglikanizmie stała się tak trudna, że poczuł się zobowiązany powierzyć obowiązki proboszcza parafii św. Marii swojemu wikariuszowi. W rozterce złamanego serca, wycofał się z kilkoma zwolennikami do Littlemore, wioski niedaleko Oksfordu, gdzie zebrał myśli i zaczął od nowa studia nad roszczeniami Kościoła anglikańskiego. Szczególnie odczuwał potrzebę szukania, w modlitwie i umartwieniu, łaski potrzebnej do rozwiązania dręczącego go problemu. Świadomy częstego błędu, zastanawiał się, czy tym razem nie popełnił błędu. Walka była trudna i powolna. W szczerości duszy napisał do swoich parafian w Littlemore: „Pamiętajcie o takim w przyszłości, nawet jeśli go nie słyszycie, i módlcie się za niego, aby we wszystkim poznał wolę Bożą i zawsze był gotowy ją wypełnić".

Życie w Littlemore było ubogie i surowe – surowe posty, monastyczna cisza, odmawianie kanonicznych obrzędów zgodnie z liturgią katolicką, medytacja, cotygodniowa spowiedź, częsta Komunia. Ledwo tu zamieszkał, a już zaczął tłumaczyć dzieła św. Atanazego. „Postanowiłem odłożyć na bok wszelkie kontrowersje i zabrałem się za tłumaczenie św. Atanazego… Jasno zobaczyłem, że w historii arianizmu czystymi arianami byli protestanci, półarianami byli anglikanie, a Rzym był tym, czym jest teraz. Prawda leżała nie w via media, ale w tym, co nazywano „skrajną partią". Jego nieustanną troską było wiedzieć, co Ojcowie zrobią w jego sytuacji. To doprowadziło go do miejsca, do którego nigdy nie myślał się udać.

Podczas rekolekcji Newmanowi przyszła do głowy inna myśl – czy to nie były te „nowe dogmaty", którymi  anglikanie obwiniali Kościół rzymski o stworzenie właściwie jednorodnego rozwoju wiary apostolskiej? Podjął się więc napisania swojego Eseju o rozwoju doktryny chrześcijańskiej. Studium to pozwoliło mu pokonać ostatnią przeszkodę, która powstrzymywała go od Kościoła rzymskiego. Kościół ten, właściwie, niczego nie wynalazł. Czerpał jedynie z depozytu Objawienia coraz bardziej precyzyjne doktryny, ale zawsze o tym samym znaczeniu.

6 października 1845 roku nagle przerwał swoją pracę, a następnie, dwa dni później, sprowadził do Littlemore włoskiego mnicha katolickiego, ojca Dominika. Ledwo przybył, Newman padł mu do stóp i poprosił o spowiedź. Po nocy modlitw Newman, wraz z dwoma zwolennikami, złożył wyznanie wiary katolickiej i przyjął chrzest warunkowo. Odtąd „dzięki darowi miłosierdzia Bożego [należeli] do Kościoła, który założył Chrystus i którym rządzą następcy Piotra i innych Apostołów, będący depozytariuszami pierwotnej, żywej i nienaruszonej Tradycji Apostolskiej, która jest trwałym dziedzictwem doktryny i świętości tegoż Kościoła" (Deklaracja Mysterium Ecclesiae Kongregacji Nauki Wiary, 24 czerwca 1973 r.).

Chociaż można odczuwać uzasadnioną radość z przynależności do Kościoła katolickiego, nie powinno nas to napawać dumą, lecz raczej powinniśmy pokornie dziękować. Istotnie, „wszystkie dzieci Kościoła powinny pamiętać, że ich wywyższony stan należy przypisać nie ich własnym zasługom, lecz szczególnej łasce Chrystusa. Jeśli zaś ponadto nie odpowiedzą na tę łaskę myślą, słowem i uczynkiem, nie tylko nie będą zbawieni, ale będą surowiej sądzeni" (Sobór Watykański II, Lumen gentium, 14).

„Największy przyjaciel"

Chociaż „secesja" Newmana była przewidywana, wywarła ogromny wpływ na świat anglikański. Szacuje się, że bezpośrednio po nim nastąpiło ponad trzysta konwersji, a ruch ten trwał przez kolejne dekady. Newman musiał ponieść znaczną ofiarę, porzucając dotychczasowe życie i adaptując się do katolickiego środowiska, w które nie wtopił się spontanicznie. Wyświęcony na księdza w Rzymie w 1847 roku, powrócił do Anglii, aby założyć wspólnotę oratorską w Birmingham. W latach 1851-1858 pracował nad założeniem katolickiego uniwersytetu w Dublinie.

Po krytyce przez stronniczego autora, w 1864 roku napisał swoją Apologię pro vita sua, autobiografię, której klarowność stylu i szczerość przekonań przyniosły mu odnowioną przychylność i sławę. Aż do śmierci w 1890 roku Newman niestrudzenie poświęcił się służbie Kościołowi katolickiemu. W dowód uznania dla tak wielkiej pracy, którą z wiernością i miłością wykonał, papież Leon XIII w 1881 roku mianował go kardynałem. Pod koniec swojego długiego życia kardynał Newman mógł napisać z całkowitą szczerością: „Moim pragnieniem było mieć Prawdę za największego przyjaciela, a nie innego wroga jak tylko błąd".

Kościół jest dziełem Jezusa Chrystusa, „dziełem, przez które On trwa, odbija się i przez które jest zawsze obecny w świecie. Jest Jego oblubienicą, której ofiarował się całkowicie. Wybrał ją dla siebie, ustanowił ją i nieustannie podtrzymuje przy życiu. On również oddał Swoje życie, aby Kościół mógł żyć… Bracia, pamiętajmy o tej prawdzie: Jezus Chrystus umiłował Kościół… Skoro Bóg umiłował Kościół do tego stopnia, że poświęcił własne życie, to pokazuje, że jest on również godzien naszej miłości" (Jan Paweł II, homilia wygłoszona w Kostaryce, 3 marca 1983 r.).

Święty Augustyn mógłby napisać to zwięzłe zdanie: „W takim stopniu, w jakim ktoś kocha Kościół, posiada Ducha Świętego". Być może zawiera ono jedną z najcenniejszych lekcji z życia kardynała Newmana. Jego pisma rzucają bardzo jasne światło na miłość do Kościoła, ponieważ jest on nieustannym wylaniem Bożej miłości do ludzkości na każdym etapie historii. Kardynał posiadał prawdziwą nadprzyrodzoną wizję, zdolną dostrzegać wszystkie słabości istniejące w ludzkiej tkaninie Kościoła, ale jednocześnie posiadał głębokie zrozumienie tajemnicy ukrytej poza naszym ludzkim wzrokiem.

Możemy uczynić naszą własną - żarliwą modlitwę do Jezusa Chrystusa, która spontanicznie wyrwała się z jego serca: „Niech nigdy ani na chwilę nie zapomnę, że Ty ustanowiłeś na ziemi swoje własne królestwo, że Kościół jest Twoim dziełem, Twoim ustanowieniem, Twoim narzędziem; że jesteśmy pod Twoim panowaniem, Twoimi prawami i Twoim okiem – że kiedy Kościół przemawia, Ty przemawiasz. Niech znajomość tej cudownej prawdy nie sprawi, że będę na nią obojętny – niech słabość Twoich ludzkich przedstawicieli nie sprawi, że zapomnę, że to Ty przemawiasz i działasz przez nich". 

Dom Antoine-Marie, OSB

Liturgiczne święto św. Johna Henry'ego Newmana obchodzone jest 9 października, co odpowiada dniu, w którym Newman został oficjalnie przyjęty do Kościoła katolickiego w 1845 roku. (11 sierpnia 1890 roku – data jego śmierci w wieku 89 lat – jest już zajęta w kalendarzu liturgicznym przez święto św. Klary z Asyżu. Dlatego Kościół wybrał 9 października jako datę liturgiczną ku czci Newmana). Został beatyfikowany przez Benedykta XVI 19 września 2010 roku, a kanonizowany przez papieża Franciszka 13 października 2019 roku.

Niniejszy artykuł jest przedrukowywany za zgodą Opactwa Clairval we Francji, które co miesiąc publikuje biuletyn duchowy o życiu świętego. Ich adres pocztowy to Dom Antoine Marie, Abbe, Abbaye Saint-Joseph de Clairval 21150 Flavigny sur Ozerain, Francja. Adres strony internetowej to http://www.clairval.com