Nie wolno nam [Biskupom] ulegać pokusie życia w izolacji, zamkniętego w pałacu, wypełnionego określonym statusem społecznym czy określonym statusem w Kościele. I nie wolno nam chować się za pojęciem autorytetu, które dziś nie ma już sensu. Autorytet, który mamy to służba. 

Życie składa się ze spotkań, a podczas tych spotkań ujawnia się, kim naprawdę jesteśmy. Stajemy przed drugim człowiekiem, przed jego kruchością i słabością, i możemy zdecydować, co uczynić: zaopiekować się nim lub udawać, że nic się nie stało. W rzeczywistości współczucie jest kwestią nie tyle religijną, co ludzką! Jesteśmy przede wszystkim ludźmi, a dopiero potem wierzącymi. 

Moje życie polegało po prostu na mówieniu „tak", ilekroć byłem „proszony o służbę". W tym właśnie duchu zakończyłem moją misję w Peru, po ośmiu i pół roku jako biskup i prawie dwudziestu latach jako misjonarz, aby rozpocząć nową w Rzymie. 

Musiałem zrezygnować z wielu rzeczy, ale nigdy nie zrezygnuję z bycia augustianinem.

Jeśli ludzie na początku przemówienia ci klaszczą, to jeszcze nic nie znaczy. Dopiero jak nie zasną i na koniec usłyszysz oklaski, będzie to oznaką, że wywiązałeś się z zadania. 

Musimy modlić się o tę wytrwałość, ponieważ nikt z nas nie jest wolny od trudnych chwil, niezależnie od tego, czy jesteśmy żonaci, samotni, czy jesteśmy augustianami. Nie możemy poddawać się przy pierwszej trudności, ponieważ w przeciwnym razie, i to jest ważne, nigdy nie osiągniemy niczego w życiu. 

W naszych czasach wciąż widzimy zbyt wiele niezgody, zbyt wiele ran zadanych przez nienawiść, przemoc, uprzedzenia, lęk przed innym, przez paradygmat ekonomiczny, który wyzyskuje zasoby Ziemi i marginalizuje najuboższych. A my chcemy być,  w tym cieście, małym zaczynem jedności, komunii, braterstwa. 

Kiedy myślę o Augustynie, jego wizji i rozumieniu tego, co oznacza przynależność do Kościoła, jedną z pierwszych rzeczy, które przychodzą mi na myśl, są jego słowa, że nie można nazywać się naśladowcą Chrystusa, nie będąc częścią Jego Kościoła. On jest jego głową. Dlatego ludzie, którzy uważają, że mogą naśladować Chrystusa na swój własny sposób, nie będąc częścią ciała, niestety żyją w zniekształconej rzeczywistości, która nie jest autentycznym doświadczeniem. 

Nie żyjemy w epoce zmian, ale w okresie zmiany epok. Żyjemy w nowych czasach, totalnie nowych czasach. I muszą się znaleźć nowe odpowiedzi na problemy, jakie stają dzisiaj przed światem.

Razem odbudujmy wiarygodność zranionego Kościoła, posłanego do zranionej ludzkości, wśród zranionego stworzenia. Nie chodzi o to, by być doskonałym, ale o to, by być wiarygodnym. Lud Boży jest liczniejszy niż nam się wydaje. Nie wyznaczajmy mu granic! [...] Trzeba zniknąć, aby pozostał Chrystus, stać się małym, aby On był poznany i uwielbiony, poświęcić się do końca, aby nikomu nie zabrakło możliwości poznania Go i kochania.  

Nie można budować prawdziwie pokojowych relacji bez prawdy. Tam, gdzie słowa nabierają konotacji dwuznacznych i ambiwalentnych, trudno jest budować autentyczne relacje. Kościół nigdy nie może się uchylać od mówienia prawdy o człowieku i świecie, sięgając w razie potrzeby po język stanowczy, który może wywołać na początku pewne niezrozumienie. Prawda nie jest jednak nigdy oderwana od miłości, u której korzeni zawsze leży troska o życie i dobro każdego mężczyzny i każdej kobiety. Prawda nie jest afirmacją abstrakcyjnych i oderwanych od życia zasad, lecz spotkaniem z samą osobą Chrystusa.

Każda doktryna jest wynikiem badań, a zatem hipotez, głosów, postępów i porażek, poprzez które stara się przekazać wiarygodną, uporządkowaną i systematyczną wiedzę  na określony temat. W ten sposób doktryna nie jest równoznaczną z opinią, ale staje się wspólną, chóralną, a nawet multidyscyplinarną drogą do prawdy. Indoktrynacja jest niemoralna, uniemożliwia krytyczną ocenę, narusza świętą wolność własnego sumienia - nawet jeśli jest ono błędne - i zamyka na nowe refleksje, ponieważ odrzuca ruch, zmianę lub ewolucję idei w obliczu nowych problemów.  

Leon XIV

Powyższe wypowiedzi pochodzą z różnych homilii i przemówień papieża Leona XIV i kardynała Roberta Prevosta.